Deweloper na białym koniu ratuje zdegradowaną starówkę

Warszawa jest miastem ciężko doświadczonym: przez wojny, socjalistyczne planowanie i wolną amerykankę ostatniego dwudziestopięciolecia. My – mieszkańcy – obserwujemy jej zmieniające się oblicze, także nową architekturę o różnym standardzie i estetyce, ulokowaną w dawniejszej tkance w sposób mądrzejszy lub głupszy. Czasem jednak ingerencje w tę tkankę są tak bezczelne, głupie i pozbawione wyczucia, że prawdziwego warszawiaka (i nieważne, czy takiego „od pokoleń”, czy od 3 lat, ale szczerze kochającego miasto) zalewa żywa, czerwona krew. A już najgorzej kiedy za złą architekturą stoi naprawdę zła (w sensie etycznym) ideologia.

Serwisów i blogów poświęconych Warszawie jest wiele. Jedne troszczą się o zieleń, inne walczą o prawa mieszkańców, jeszcze inne starają się przedstawiać Warszawę przyszłości. Do tej ostatniej grupy należy, znany Wam zapewne, serwis „Nowa Warszawa”. Zgodnie z nazwą konsekwentnie opisuje on pojawiające się w stolicy inwestycje – zazwyczaj w sposób dość entuzjastyczny. I fajnie, jak mówi stare ludowe porzekadło „każdemu jego porno” i skoro kol. red. Tomek Reich wraz z ekipą wybrał sobie akurat ten obszar, to Pańskiej Skórce nic do tego. Jednak wczoraj na łamach „NW” ukazał się wywiad, który sprawił, że w naszej redakcji nastąpiła niezwykła fala zgodności – niestety zgodność ta nie była połączona z entuzjazmem, ani radością. Po lekturze wspomnianego wywiadu zaliczyliśmy jednogłośne plaśnięcie otwartymi dłońmi w czoła.

Już sam tytuł: „Kamienica przy Senatorskiej może być zastrzykiem dla starego miasta” może przyprawić o dreszcze. Prawdopodobnie każdy wie, o jakiej „kamienicy” mowa – chodzi o absurdalny biurowiec, na temat którego architektury, lokalizacji i ingerencji w otoczenie wylano już tony wirtualnego i realnego atramentu. Dlatego nad samym budynkiem firmy Senatorska Investment pastwić się nie będziemy – każdy może pójść i na własne oczy ocenić jego architekturę. My do tej pory, oprócz opinii kolegów z „Nowej Warszawy”, nie słyszeliśmy na jej temat ani jednego dobrego słowa. Pal jednak licho barbarzyńską bryłę i brutalne potraktowanie nie tylko przestrzeni Placu Zamkowego, ale i sąsiedniego budynku – jak wspomniałem we wstępie – chodzi o coś więcej, a mianowicie o wizję Warszawy, jaka wyłania się z wywiadu z p. Marcinkowskim, prezesem zarządu firmy deweloperskiej. A jeszcze gorzej, że autor wywiadu nie tylko zadaje pytania, ale też stawia liczne tezy, od których włos się jeży na głowie.

Szansa na nową jakość życia w zdegradowanej przestrzeni Starego Miasta

A cóż tak demonicznego sprawia, że Pańska Skórka zamienia się w gęsią? Już sam tytuł wywiadu i pierwsze pytanie zawierające tezę: „Po 70 latach na Stare Miasto wraca życie.” mogą budzić niepokój. Na Stare Miasto wraca życie – czyli do tej pory warszawska starówka była martwą wydmuszką, gruzobetonowym skansenem niewartym splunięcia, gdzie między pustymi kamienicami hulał wiatr, a najodważniejsze wrony zawracały z dreszczem – dopiero inwestycja ze szkła i metalu, umiejscowiona w bezpośrednim sąsiedztwie Kolumny Zygmunta, ma szanse to życie przywrócić? Dokładnie tak, gdyż inwestycja, według autora wywiadu daje „szansę na nową jakość życia w zdegradowanej przestrzeni Starego Miasta”. Co ja pacze, co ja czytam – jeden z najbardziej reprezentacyjnych placów stolicy, goszczący nie tylko tysiące turystów, ale i prestiżowe wizyty głów państw to przestrzeń zdegradowana. Faktem jest, że w pobliżu schodów ruchomych o swojskiego żula nietrudno, ale „zdegradowanej przestrzeni” radziłbym redaktorom „NW” szukać gdzieś w okolicach Dudziarskiej, czy na Odolanach. Deweloper wykazuje jednak zrozumienie i optymizm, twierdząc, że biurowiec „będzie zastrzykiem nowej jakości”. Dziękujemy i czekamy na więcej nowej jakości – w pobliżu można ją wstrzyknąć np. na skwerze Hoovera – nie ma sensu, aby tyle przestrzeni przy Trakcie Królewskim marnowało się niepotrzebnie. No i absurdalnie niewykorzystany obszar poniżej Zamku Królewskiego, czy pusty od zarania rynek na Mariensztacie – możliwości jest mnóstwo, wystarczy się rozejrzeć.

Architektura Śródmieścia powinna być dogęszczana. Przy Krakowskim Przedmieściu jest kilka miejsc, które należałoby wypełnić tkanką miejską.

I na puste przestrzenie gdzie hula wiatr jest dobra rada – autor wywiadu wprost sugeruje deweloperowi: „Urbaniści twierdzą, że architektura Śródmieścia powinna być dogęszczana. Przy Krakowskim Przedmieściu jest kilka miejsc, które należałoby wypełnić tkanką miejską”. Autorze, Pańska Skórka gremialnie podziela Twoją opinię! Krakowskie Przedmieście wymaga znaczącego dogęszczenia. A najlepiej byłoby zaorać powojenne atrapy (skoro i tak nie przedstawiają wartości historycznej) i postawić spójną linię biurowców – wreszcie od strony Wisły mielibyśmy skyline godny Nowej Warszawy! Zresztą Krakowskie to dopiero poczatek – deweloper sam snuje śmiałe plany: „Potrzebna jest wola, aby zrobić krok naprzód i nieprzywiązywanie się do tego, co jest.” Tak, tak i po trzykroć tak, zróbmy wspólnie – mieszkańcy, Ratusz i deweloperzy, taki krok, żeby Aszchabad i Ałmaty zzieleniały z zazdrości.

Ale zaraz, mieszkańcy? A komu to potrzebne? Jedną z licznych (wszystkich nie zacytuję) perełek jest dyskusja o potrzebie przywrócenia zabudowy pierzejowej, której na przeszkodzie stoją okna. „Jak budować pierzejowo, kiedy w budynku, do którego miała przylegać nowa inwestycja, mieszkańcy wybili okna, co jest oczywiście samowolą budowlaną?” – wyjaśniam, że nie chodzi tu o wybijanie szyb, a o wykuwanie młotami pneumatycznymi, dłutami i pilnikami do paznokci okien w ślepych ścianach – to taka warszawska tradycja oddolnego czynnego sprzeciwu mieszkańców przeciw zabudowie pierzejowej i nowym, pięknym inwestycjom. Sam znam jednego takiego, co sobie wybił. I co deweloper radzi, jaki widzi problem? Otóż jest to – trzymajcie się naprawdę mocno – „problem z mieszkańcami, którzy przyzwyczaili się już do tego, że mają okna”. Tak, to dosłowny cytat. Mieszkańcy przyzwyczaili się, że mają okna. Do okien i światła słonecznego przyzwyczaili się też mieszkańcy ścisłego centrum – drodzy lokatorzy śródmiejskich kamienic i bloków, pamiętajcie, że także „ścisłe centrum miasta powinno być dogęszczane wysokimi budynkami. Jest to naturalne”. Moim bardzo skromnym zdaniem świetnym przykładem takiego dogęszczania ścisłego centrum miasta wysokimi budynkami może być Wiedeń. Nieźle wychodzi to też np. w Madrycie. A już La Defense to wzór owego dogęszczenia starej tkanki wysokimi budynkami. Warsie, Sawo i Syreno – pluńcie wodą z Wisły, aby ochłodzić gorące czoła, którym wciąż wydaje się, że Mirów będzie nowym Manhattanem i ratujcie nas przed wizjami, w których „w Śródmieściu nadal jest wiele niezabudowanych działek. W większości przypadków zabudowa tych terenów byłaby idealnym wypełnieniem pierzei”. „Te tereny” to – zdaje się – zieleńce, podwórka, a nawet – jak donosiły ostatnio media – boiska szkolne. No i nie zapominajmy o oknach, do których mieszkańcy już się przyzwyczaili.

Zdegradowane okolice nowej inwestycji czekają na dogęszczenie

Zdegradowane okolice nowej inwestycji czekają na dogęszczenie

Gdyby tego rodzaju wizje snuł urbanista-teoretyk, chyba nikt nie miałby z tym szczególnego problemu – co więcej, środowisko zapewne chętnie podyskutowałoby na ich temat i kto wie, może wspólnie doszło do konstruktywnych wniosków. Jeśli jednak padają w rozmowie dziennikarza serwisu o nazwie „Nowa Warszawa” z przedstawicielem prywatnej firmy deweloperskiej, to – drodzy mieszkańcy okolic potencjalnych pierzei i działek „do dogęszczania” – naprawdę strach to czytać. Na szczęście opór takim wizjom stawiają nie tylko aktywiści i dziennikarze, którzy na paskudny biurowiec wylali już hektolitry niezbyt czystej wody, ale też – co ciekawe – sami fani „NW” na Facebooku. Do tej pory pod wpisem polecającym artykuł nie pojawił się ani jeden pozytywny, czy nawet neutralny, komentarz. Mieszkańcy Warszawy – w Was jedyna nadzieja. A szczególnie w tych z Was, którzy przyzwyczaili się do tego, że mają okna. Nie dajcie ich sobie zasłonić.

Jeśli powyższa polemika nie przeraziła Cię i chcesz zapoznać się z oryginalną treścią wywiadu, kliknij tutaj.

A poza wszystkim – Pańska Skórka snuła taką wizję miasta już dwa lata temu – jak zwykle jesteśmy najszybsi.

PS planowaliśmy publikację na naszym blogu trójgłosu na temat inwestycji przy pl. Zamkowym – chcieliśmy zaprosić na nasze łamy przedstawiciela „NW”, miejskiego aktywistę oraz teoretyka architektury, jednak publikacja wywiadu, do którego się odnosimy sprawiła, że musieliśmy zrewidować nasze plany i odnieść się do tego tekstu wprost.

Co sądzisz? Skomentuj!