Co po Krowie?

Stereotypowy weganin je zielone, ale serce ma najczęściej czerwone, umieszczone raczej po lewej stronie i wrażliwe – nie tylko na cierpienie zwierząt, ale (o ile nie jest wegańskim mizantropem, wyczekującym w napięciu na zagładę ludzkości i ukojenie dla zwierząt – są i tacy!) także na sprawiedliwość społeczną i dobrostan pracowników knajp, w których zjada etyczne burgery, wrapy, czy nawet sushi.

W tym tygodniu wegańską (i nie tylko) Warszawą wstrząsnął konflikt wokół lokalu „Krowarzywa” – kultowego miejsca, o którym bez dużej przesady można powiedzieć, że zapoczątkowało (lub współzapoczątkowało) zieloną rewolucję w stolicy. Zwalniani pracownicy, tworzenie związków zawodowych, jeszcze więcej zwalnianych pracowników, właściciel tłumaczący swoje pobudki, politycy i związkowcy idący na pomoc uciskanym pracownikom, eskalacja do poziomu „Occupy Krowarzywa” i medialna wrzawa. Jeśli więc sytuacja wokół dwóch utytułowanych burgerowni wegańskich napełniła Cię niesmakiem i Twoja lewa noga już nigdy w żadnej z nich nie postanie, to ducha nie gaś! O ile oczywiście wierzysz, że w gastronomii ogółem prawa pracownicze są przestrzegane (jeśli wierzysz, nie będę tymczasem wyprowadzać Cię z błędu i pozostanę przy głównym wątku tego tekstu). Otóż południowe Śródmieście pełne jest fantastycznych miejsc, gdzie można zjeść etycznie, zdrowo, smacznie i do syta! Pięć subiektywnie najciekawszych poniżej (a przy każdym z lokali link do autorskiej recenzji w Zomato):

1. Chwast Food – dla mnie od dłuższego czasu numer 1, jeśli chodzi o wegańskie burgery w Warszawie. Miejsce jest bardzo kameralne i mocno „DIY-owe”, czuć punkowego ducha, a bułki… przepyszne! Najmocniejszym punktem jest, jak dla mnie, ta z seitanem. Doskonale wysmażonym, twardym, konkretnym – przy tym seitanie, „krowi” nawet nie leżał! A gdzie? Przy Waryńskiego 9, przy samym pl. Konstytucji. Chwast Food także dowozi, co jest miłą alternatywą dla zapracowanych „zielonych”.

2. Vegan Pizza – jeśli nie na bułę to może na placek? VP to miejsce, które pokazuje, że „wegańska pizza” to nie tylko klasyczna toskańska Marinara bez sera, ale też… właściwie dowolna pizza, jakiej tylko roślinożerna dusza zapragnie. W malutkim lokalu można częstować się pizzą „na kawałki” lub zamówić cały placek. Albo trzy. Mistrzowie kuchennej mimikry proponują pizzę „wiejską”, „meksykańską”, „śródziemnomorską” itd. itp. – każda z nich skąpana obficie w (wegańskim) serze i bogato posypana (wegańskimi) salami, kiełbasą, a nawet… tuńczykiem :) Dostawa jest, ale czasowo bywa różnie, zależnie od obłożenia, jak to przy niedużym lokalu. Poznańska 7, dwa kroki od Tel Avivu (recenzja niżej).

3. Edamame Vegan Sushi – tak, weganin może również z czystym sumieniem pójść na sushi. I nie musi w tym celu sprawdzać, czy w tradycyjnej „suszarni” dadzą radę zaadaptować potrawy do potrzeb jego podniebienia. Może po prostu udać się do lokalu, w którym nie ma śladu składników odzwierzęcych, a kręcone tam rolki są przepyszne. Zresztą nie tylko one. Warzywa w tempurze w Edamame to – skromnie oceniając 12/10. Wilcza 11.

4. Tel Aviv – to z kolei miejsce, do którego możecie śmiało wybrać się, jeśli chcecie zjeść roślinnie, a niekoniecznie musicie wygłupiać się i wciągać „hot-dogi”, „burgery”, „sushi” i pizzę z „serem”. Jest to natomiast, ubrane w formę nowoczesnej restauracji, królestwo hummusów, falafli i nie tylko. Jeśli trafisz tu pierwszy raz – polecam zerknąć w karcie na opcję „mezze”, czyli wszystkiego po troszku. Ale jeśli ktoś bardzo łaknie burgera – to i tutaj go dostanie. A na deser można np. napić się kawy „na świeżym mleku z migdałów lub mleku słonecznikowym, które sami produkujemy”. Aha, podobno śniadania też są obłędne! Poznańska 11, dwa kroki od Vegan Pizza :)

5. Koty za płoty – skoro już o śniadaniach mowa. Nawet jeśli w weekend lubicie dłużej pospać, to koniecznie wybierzcie się na Mokotowską, gdzie możecie posilić się aż do 15 (a obsługa stara się, aby nawet o 14:30 było jeszcze czym). Obfity bufet śniadaniowy, bardzo sympatyczna, wyluzowana, „kocia” atmosfera – jest to zdecydowanie miejsce, w którym można łatwo zregenerować akumulatory po piątkowych, czy sobotnich szaleństwach. Mokotowska 48.

kotyzaploty

Co sądzisz? Skomentuj!