Co jedliśmy w 2018 r. w Warszawie?

Wszędzie multum podsumowań, więc i my zaprezentujemy krótki przegląd warszawskiej gastronomii Anno Domini 2018 na podstawie rankingu lokali najlepiej ocenianych przez Smaczną Skórkę. Ta kulinarna podstrona Pańskiej Skórki wystartowała wiosną ubiegłego roku i w tym czasie w gronie pięciorga recenzentów opisaliśmy już ponad 160 knajp. Małych, dużych, fine diningowych, niewidzialnych, alkoholowych, sezonowych, wegańskich i całkowicie mięsnych – do wyboru, do koloru. Co nam się podobało najbardziej?

W ostatnim czasie polecaliśmy z Panem Tapirem wegańskie słodkości w Oh my Goji

 

Bardzo wysoko w rankingu (ze średnią 9,8/10 z obu recenzji) wbiła się, nieistniejąca już niestety, Pani Wina z Wilczej. Osobiście uwielbiałam ten wine bar za prostą, komfortową kuchnię inspirowaną przepisami z polskich stołów i sezonowymi składnikami, a także fantastycznym winem z kija (to tam pokochałam Merlota!). Pani Wina nadal szuka nowego adresu z większym metrażem, trzymam kciuki, bo w historii mojego zwiedzania restauracji nigdy nie zdarzyło mi się odwiedzać jednego lokalu około 20 razy w ciągu roku. W przypadku Pani Wina tak właśnie było.

Szalenie spodobało nam się też jedzenie w ciemnościach. Polecałam i polecam wszystkim znajomym wizytę w Different, ulokowanej obok Niewidzialnej Wystawy, gdzie posiłek podadzą Wam niewidomi kelnerzy, a redakcyjny kolega Andrzej chwalił podobną opcję w Drukarni. Byłam w obu miejscach, więc gwoli porównania: jeśli zależy Wam na całkowitej ciemności i większej intymności, idźcie do Different, jeżeli chcecie mieć wodzireja na czas posiłku i pewniej poczujecie się z dyskretnym blaskiem noktowizorów, rezerwujcie stolik na Mińskiej.

Dwa razy na szczycie rankingu wylądowały też praskie Pyzy, Flaki Gorące (po recenzji Andrzeja i mojej), czyli absolutny warszawski klasyk z Brzeskiej. Ekstremalnie niskie ceny, przepyszne pyzy z mięsem (lub bez), szeroki wybór innych klusek, sosy mięsne i wegańskie, kiszony ogóreczek i zimna wódka – czy może być lepiej? Przyznaję, że bywam tu często, bo pracuję nieopodal w Koneserze, ale odkąd odkryłam tę perełkę, przysyłam tu znajomych, także tych z zagranicy, i są szczerze zachwyceni tym pyzowym konceptem.

Pan Tapir jarał się wegańskimi opcjami w żoliborskiej Jaskółce (nadal się tam wybieram, niestety ciągle mi nie po drodze) i klasyczną kuchnią w odsłonie roślinnej w Lokal Vegan Bistro, Andrzej z kolei rozpływał się nad pho w Vietmamie.

Śniadania w Setce za 1 grosz do kawy? Polecamy!

 

Patrzę na ranking i myślę, że paradoksalnie nie znalazły się tam miejsca, do których najczęściej chodzę – wychodzi na to, że nie zawsze musi być idealnie, by gdzieś było mi szczególnie po drodze lub bym za jakąś knajpą po prostu zatęskniła. A nie, wybaczcie, jest Regina Bar, gdzie uwielbiam kryształowy żyrandol, różowy neon i miks chińsko-włoski w menu (wszyscy znajomi wiedzą, że nazwę córkę Regina po tutejszej pizzy, z partnerem jeszcze tę kwestię negocjuję). Nie ma za to na szczycie rankingu Cudów na Kiju, gdzie pizza pasuje mi prawie tak samo jak w Reginie, a dodatkowo ma tę zaletę, że można ją zajadać z widokiem na patio Domu Partii (lub z drugiej strony, na nieśmiertelny bar Sogo).

Recenzji niektórych miejsc w ogóle brakuje. Nie ma Pacyfiku, bo wiecznie zdjęcia wychodziły mi za ciemne i za brzydkie, by na Smaczną wrzucić, ale tam uwielbiam jeść wszystko, zaczynając od świetnych totoposów na przegryzkę (choć mój chłopak twierdzi, że tam zjadliwe są głównie drinki, ale w czymś w końcu musimy się nie zgadzać). Nie wiem dlaczego nigdy nie napisałam o Orzo ani Aioli, w których zjadłam pokaźną liczbę śniadań i nie tylko, zawsze byłam zadowolona, choć od wizyt popołudniowych odstraszała mnie wizja ogromnej kolejki i tłoku w środku.

Recenzji z Enoteki jeszcze nie ma, ale obiecujemy ją w najbliższym czasie

 

Jest też parę miejsc, do których z różnych powodów nie trafiłam, a chciałam. Przeszłabym się do LAS-u, choć za Solcem 44 w tym samym miejscu nie przepadałam, to sprawdziłabym nową formułę z dużą ilością zieleni. Kusi mnie powrót do Rozbrat 20, bo pierwszą i ostatnią wizytę zaliczyłam w grudniu 2017 r. Chcę odwiedzić nowego Cool Cata przy TR, bo pierwszego na Powiślu bardzo lubię, podobnie jak przeniesioną z Dobrej Wars i Sawę (Pan Tapir już był), w głowie pobrzmiewają takie nazwy jak Bez Tytułu, Dyletanci czy Bez Gwiazdek. Głęboko zastanawiam się nad Kremem, którym wszyscy się zachwycają, ale ja nie przepadam za serami i nie wiem, czy jest więc sens takiej wizyty. Tak dużo knajp, tak mało czasu, tak mało pieniędzy.

Widzicie zatem: odwiedziliśmy sporo, w planach mamy jeszcze więcej, postaramy się bardziej sumiennie raportować nie tylko o pojedynczych zachwytach, ale i o naszych pewniakach, do których wracamy chętnie i często. Wszystkiego smacznego w 2019 r.!

Co sądzisz? Skomentuj!