Chodź na wódkę!

„Ja to chętnie napiłbym się kawy, ale wszyscy myślą, że ja tylko tą wódę, no i stawiają, a ja nie mam śmiałości, żeby im odmówić.” My co prawda nie mamy podobnych problemów jak arcywarszawski znawca wódki Himilsbach, ale czasem i nam się zdarza wprowadzać do organizmów bajkowy nastrój. Szczęśliwie mamy teraz więcej możliwości, niż w ciężkich latach PRL-u, zarówno pod względem palety trunków, jak też liczby i różnorodności miejsc, w których można je spożyć. Poczynając od wszelakich shot barów, gdzie stojąc na jednej nodze w pisku i ścisku dostajemy kielon ciepłej okowity, kończąc na regularnych, eleganckich ę-ą restauracjach, gdzie za najzwyklejszą siwuchę wybulić trzeba miliony złotych. Nie należy być przesadnie wybrednym i unikać ani jednego, ani drugiego typu miejsc. Himilsbach by nie wybrzydzał.

Część redakcji jednak się oburzyła, bo zwyczajnie jej nie pija. Inna część, ta bardziej zaprawiona, szeroko się uśmiechnęła. W końcu ten najbardziej polski z polskich i najbardziej warszawski z warszawskich trunek można podawać na setki sposobów – jak w kosmopolitycznym mieście przystało. Wódka nie wyklucza. Jest zarówno biała, jak i żółta, czysta oraz gorzka. Słodka, kiedy ją pijemy, i słona kiedy płacimy rachunek kolejnego dnia. Obraz wódczanej Warszawy znakomicie to ilustruje. Zwolennicy pleneru już szykują na szturm bulwarów wiślanych, podczas gdy jaskiniowcy zalegną w mrocznych zakamarkach pubów. Różnobarwna mozaika stołecznego spożycia i zwyczajów z nim związanych skłania, by zapytać: czy ktoś to wszystko kiedyś policzył?

Postanowiliśmy więc zapytać naszych ziomków z Zomato – w końcu siłami własnymi i swoich użytkowników udało im się dotrzeć chyba w każde miejsce Warszawy, gdzie karmią i poją. Ku naszemu zaskoczeniu (albo wcale nie) okazało się, że nie musimy nadwyrężać wątrób i ryzykować nocy na Kolskiej (wcale nie chodzi tu o nową inwestycję deweloperską), aby dowiedzieć się, gdzie w naszym mieście można napić się w rozsądnej cenie, a do tego w miarę kulturalnie. Z inicjatywy i niezaspokojonego pragnienia Pańskiej Skórki oraz eksperckiej wiedzy Zomato powstał on, Kapitan Wódka… No może jeszcze nie, ale póki co praktyczna mapka, która podpowie Wam, gdzie i za ile, a przy tym – jak się tam podobało gościom. Jeśli chcecie wydrukować ją sobie i nosić w piterku, to po kliknięciu TUTAJ zobaczycie pełnowymiarową wersję. Na zdrowie!

shoty

A dla tych, których po przeczytaniu tego tekstu i obejrzeniu mapki naszła nieprzemożona ochota na shota, mamy pięć wejściówek do kultowej w pewnych kręgach „Platyny”, czyli „Platinium Club” przy Fredry – wjazd za darmo dla 2 osób i pięć dyszek na barze – na szocika powinno wystarczyć. Jeśli chcecie zgarnąć jeden z voucherów od Zomato, napiszcie w komentarzu, gdzie i dlaczego lubicie w Warszawie kulturalnie spożywać wódkę.

Na zdrowie! [łt], [mk], [ak]

Co sądzisz? Skomentuj!