Chcemy Mike’a a nie George’a – bulwars wiślany

Wczoraj Rada Warszawy przyjęła spontaniczny wniosek o nadanie pięknemu, nowemu i błyszczącemu odcinkowi Bulwarów Wiślanych imienia generała George’a Pattona, zasłużonego amerykańskiego dowódcy wojskowego. Zbieżność terminów i decyzji z wizytą prezydenta USA najpewniej nieprzypadkowa. Taki hołd idealnie wpisuje się w „księdzogeneralską” politykę nazewnictwa stołecznych ulic, a i w czasach „dekomunizacji” jest jak znalazł. Problem tylko w tym, że Patton ani z Warszawą nic wspólnego nie miał, ani nie był sympatyczną postacią. Dlatego postuluję – zostawmy Pattona, zmieńmy tylko George’a na Mike’a.

Porównajmy sobie szybko relewantność obu panów do charakteru bulwarów:

Mike Patton George Patton
Zawód wykonywany Muzyk: wokalista, instrumentalista. Żołnierz: czołgista.
Czy był w Warszawie? Tak, wielokrotnie, z różnymi projektami, zawsze zapełniając sale koncertowe. Nigdy o tym nie słyszałem, może jakiś historyk podpowie?
Potencjalny związek z bulwarami Autor niezapomnianych hitów, idol „starszej młodzieży”, wychowanej na Faith No More, Fantômasie, Naked City i niezliczonych innych projektach. Lubił przeklinać, jak niektórzy bywalcy nadwiślańskich knajp.
Czy napiłby na bulwarach? Z pewnością. Może nawet miał już okazję. Nie sądzę.

Zestawienie wydaje się więc w brutalny (jak single Dead Cross, polecam) sposób niekorzystne dla zasłużonego generała. Apeluję do Rady Warszawy o ponowne przemyślenie nieroztropnej decyzji i naprawienie ewidentnego błędu. A jeśli stanie na czołgiście, to trudno, wykonanie granatowych wlepek z imieniem „Michael” nie będzie zbyt skomplikowane. ;)

Co sądzisz? Skomentuj!