Był taki pączek, jest taka cukiernia

Polski pączek już nie cieszy, jak kiedyś. Nawet nadzienie było banalne i nie kręciło mnie.  Może jestem nienormalny? Za dużo pysznych pączków jadłem w czasach dzieciństwa. Może dziś w tłusty czwartek jakiś cukiernik pysznego pączka sprzeda mi?

Mój pączkowy rekord ustanowiony jeszcze za czasów liceum to 8 sztuk. Od tego czasu minęło ok. 10 lat, a parę tłustych czwartków przeszło bez echa. Dawnej rozkoszy pączków rozpływających się w ustach, z cudownym nadzieniem lub bez, szukałem już wszędzie. Były pączki z supermarketów, od Bliklego, z ulicy, z podziemi za 50 gr. przy pl. na Rozdrożu, z nieistniejącego już Dunkin’ Donuts na Kruczej 51 (obecnie chyba Kebab Sahara czy inne uliczne jedzenie) i nic. Dziś postanowiłem poświęcić się dla dobra tłustego czwartku oraz Pańskiej Skórki.

Cukiernia Zawiślaków – ul. Hoża 3

Udałem się w podróż sentymentalną w poszukiwaniu straconego smaku mitycznego pączka. Najpierw szybkim krokiem dotarłem do Cukierni Hoża 3.

Wyroby cukiernicze sprzedawane są tutaj od 1947 roku. Cukiernię założył Kazimierz i Teodora Zawiślak, a ich motto żywieniowe jest podobnie do mojego: „tam gdzie pojawia się chemia, kończy się dobre jedzenie”. Z tym miejscem łączy mnie masa wspomnień, gdyż umiejscowione jest na spacerowej trasie pokonywanej przeze mnie setki razy z mojego rodzinnego mieszkania do mieszkania mojej babci i z powrotem. Od 1947 roku pączki kupowała tu moja babcia, później moja mama i ja. Pewnie zaglądał tu również Tyrmand, który mieszkał nieopodal.

Gdy w drodze do Zawiślaków szedłem przez podwórka między Wspólną a Hożą obok MIRu we wspomnieniach przed oczami mignął mi dawny neon tymczasowej siedziby kina Iluzjon, które czasowo mieściło się dawnym Kinie Śląsk. Przez chwilę poczułem się, jakbym przeniósł się w czasie i znów był dzieckiem. Kolejka na szczęście nie była zbyt duża, dzięki czemu stosunkowo szybko kupiłem tradycyjne pączki z różą za 2,90 zł sztuka, ale niestety nie było moich ulubionych małych pączków na wagę, gdyż teraz wypiekane są wyłącznie na zamówienie. Pierwszy kęs i czar prysł. Pączek był zbyt słodki, za dużo lukru zmieszanego z mieniącymi się kryształkami w kolorze nadzienia, przez co nie byłem w stanie ocenić smaku ciasta, który został przytłoczony ociekającym cukrem zmieszanym z wodą. Moja mama miała rację. Odkąd firmę przejął syn, wyroby cukiernicze Jerzego Zawiślaka wciąż są znacznie lepsze niż te sieciowe, ale już nie są tak dobre, jak jego rodziców, którzy osobiście robili swoje wypieki. Być może przepis jest ten sam, ale smak już nie. Duży minus również za brak małych pączków.

Cukiernia Zawiślaków – ul. Hoża 3 |Pańska Skórka

Cukiernia Zawiślaków – ul. Hoża 3 |Pańska Skórka

Warszawska Cukiernia W. Gieryszewski – ul. Piękna 7/9

Niezniechęcony przygodą w kultowej dla mnie cukierni Państwa Zawiślaków udałem się z placu Trzech Krzyży, wzdłuż Mokotowskiej do Cukierni W. Gieryszewski na Pięknej 7/9. Miejsce istnieje tam od ponad 50 lat, więc również jest znane w mojej rodzinie od trzech pokoleń. Cukiernia rozrosła się na całą Warszawę i posiada kilka swoich pracowni oraz współpracuje z różnymi większymi sklepami. W mojej świadomości zawsze funkcjonowała jako ta, która ma najlepsze pączki z ajerkoniakiem, którymi zajadałem się, gdy wiele lat temu byłem zaciągany obietnicą wstąpienia na „ajerpączka” w drodze powrotnej do domu z przychodni przy ulicy Pięknej 21. Był to również stały punkt spacerów po Alei Róż, Mokotowskiej czy Dolince Szwajcarskiej. Niestety dziś obszedłem się jedynie smakiem tych wspomnień, gdyż w południe kolejka wychodziła poza lokal i łącznie z klientami w środku liczyła ok.30 osób. Mimo że dziś nie było mi dane zweryfikować tego, czy w tajemniczych recepturach zaszły jakieś zmiany, to pogoda w ostatnich dniach oraz wspomnienia zachęcają do powrotu w bliskie mi strony miasta i odwiedziny dawnych powojennych cukierni, które w dzieciństwie były dla mnie niczym gra w słoneczko dla dzisiejszej gimbazy.

Warszawska Cukiernia W. Gieryszewski – ul. Piękna 7/9 |Pańska Skórka

Warszawska Cukiernia W. Gieryszewski – ul. Piękna 7/9 |Pańska Skórka

A co o pączkach sądzi reszta z nas?

Franciszek Szprot: Kiedyś moje ulubione pączki sprzedawała cukiernia na Przemysłowej, robione na miejscu, więc zawsze ciepłe. Ulubione bo chrupiące, nierówne i rumiane, solidne pączki dla klasy pracującej. Teraz natykam się głównie na pączki napompowane spulchniaczami, bez chrupiącej skórki, dlatego jadam je niestety, z rzadka. Mimo to, jak co roku, zapewne dam porwać się rozpasanemu obżarstwu tłustego czwartku. Smacznego!

Adam Barański: Blikle, Górczewska, Lukullus – każdy ma swoją ulubioną cukiernię, w której serwują najlepsze pączki. Ocena najczęściej polega na walorach smakowych – który pączek ma więcej lukru, bardziej chrupiącą skórkę i lepsze nadzienie. Być może to zabrzmi pretensjonalnie, ale ja zamiast tego uwielbiam dwie cukiernie, które poza tym że serwują fenomenalne słodkości po prostu przywodzą mi na myśl wspomnienia z dzieciństwa.

Pierwsza cukiernia to mały punkt na Przemysłowej, o którym wspomina Franciszek Szprot. Nieopodal chodziliśmy obaj do przedszkola. Kiedy babcia odbierała mnie z niego często zabierała mnie właśnie tam i mogłem wybierać i przebierać w ciastkach.

Druga cukiernia również jest związana z moją babcią. Mieści się wciąż w al. Niepodległości niedaleko skrzyżowania w Racławickiej. Jadłem tam ciastka jak miałem kilka lat. Kiedy moja babcia zmarła nie zapuszczałem się w tamte okolice przez kilkanaście lat. Aż wreszcie wróciłem, w cukierni zamówiłem wszystkie możliwe ciastka, w tym pączki. I to był właśnie ten nieuchwytny smak dzieciństwa.

Andrzej Jędrzejczak: Dyskusja “gdzie są najlepsze pączki” jest z gruntu jałowa, tak samo jak dyskusja „która rzeka w Azji jest najdłuższa”, czy który szczyt w Europie najwyższy. Z pewnymi faktami się nie dyskutuje. Odpowiedź może być tylko jedna: Pracownia Cukiernicza przy ul. Górczewskiej.

Nie będę to przekonywał do walorów smakowych, świeżości, tradycyjności receptury. Zwrócę uwagę tylko na jeden fakt. Właściciele to mistrzowie cukierniczy, którzy SIĘ SZANUJĄ. Po pierwsze mają jedną lokalizację. Z taki produktem spokojnie mogliby zalać Warszawę i całą Polskę, puszczając z torbami Bliklego, Sowę a nawet biedronkę (w tym roku pączki w Biedrze po 0,79pln). Po drugie robią tylko pączki, demonstracyjnie olewając inne wynalazki typu kremówka papieska czy zygmuntówka (ktoś to w ogóle jada?). Po trzecie robią tych pączków powiedzmy 1000. I jak ten tysiąc sprzedadzą to… zamykają interes! I nie ważne, że jest godzina 15.30 albo 13.15. Pączki były, ale się skończyły. Żegnamy. I ja to rozumiem. Więc jak chcecie szamać #elegancko, to proponuję wstać rano i się grzecznie w kolejce ustawić na Górczewskiej. Ale jak wolicie ten przemysłowy szitex od Bliklego, co go znów Wyborcza okrzyknie pączkiem roku, to zapraszam na Nowy Świat. I najlepiej jeszcze popijcie imitacją kawy ze starbuksa.

Joanna Tołanda Paluch: Jeszcze ciepły, chrupiący z zewnątrz i mięciutki w środku, obsypany cukrem pudrem. Taki właśnie był mój dzisiejszy, pachnący drożdżami, wegański pączek ze śródmiejskiego baru Vega. Trudno byłoby go nazwać imitacją „prawdziwego” pączka. Zgadzał się smak, struktura i konsystencja oraz oczywiście obowiązkowa tłustość. Do ulokowanego na uboczu baru, konsumenci stawili się tłumnie, niezrażeni zdecydowanie słoną ceną (4,50) i ograniczoną ilością wypieków. Warto było po raz kolejny przekonać się, że nie należy obawiać się wegańskich słodyczy, należy je zjadać.

Pączki wegańskie | Pańska Skórka

Pączki wegańskie | Pańska Skórka

Natalia Grądzka: Nie jem pączków. Podobnież faworków. Ale jeśli jadłabym to nie cukierniowe lecz tylko babcine.

featured image: Piotr W. Bartoszek

Co sądzisz? Skomentuj!