Burz i buduj

Pomysł wyburzenia Pałacu Kultury i Nauki nie jest żadnym novum. Tego typu awantura wybucha co kilka lat, stąd zainteresowanych tematyką warszawską kompletnie nie zdziwiło, że temat powrócił, zwłaszcza na tle dyskusji o zmianie kształtu i roli Placu Defilad, Placu Centralnego in spe. Reformie tej poświęcono całą tegoroczną wystawę Festiwalu Warszawa w Budowie, w ramach którego organizowano również panele dyskusyjne z udziałem architektów, historyków sztuki, lecz przede wszystkim mieszkańców Warszawy, na których motywem przewodnim była nie tyle wizja samego placu, lecz dopasowanie socrealistycznej dominanty do omawianej przestrzeni.

Miałam okazję przysłuchiwać się jednej z debat, podczas której – w dużym uproszczeniu – pokolenie pamiętające jeszcze wojnę emocjonalnym tonem opowiadało o swoich pejoratywnych skojarzeniach z tym przeklętym darem stalinowskim, domagając się jego usunięcia z powierzchni miasta, zaś ludzie nieco młodsi, a czasami i bardzo młodzi z równym zaangażowaniem przekonywali, że dla nich Pałac Kultury jest obiektem neutralnym, zrośniętym już nierozerwalnie z tkanką Warszawy. Głos zabrał też były Stołeczny Konserwator Zabytków, a aktualny Dyrektor Biura Stołecznego Konserwatora Zabytków Michał Krasucki wskazując, że historii miasta się nie wybiera, a Pałac jest niewątpliwie świadectwem czasów i wydarzeń, których istnieniu nie należy zaprzeczać, co zresztą przeważyło o wpisaniu obiektu do rejestru zabytków. Dyskutanci argumentowali jeszcze o ważkości przestrzeni społecznej, którą obecnie Pekin tworzy – mieszczą się w nim bowiem teatry, muzea, kino, bary, restauracje, biura, Sala Kongresowa, pomieszczenia na wynajem.

Jeśli i ta kwestia nie trafiała do oponentów, pozostawała racja ostateczna – finansowa. Ile będzie kosztowała rozbiórka, kto za nią zapłaci, za co zbuduje się w tym miejscu coś nowego – cokolwiek to będzie – i gdzie przeniosą się obecnie funkcjonujące w Pałacu obiekty. Na sali pozostała jednak spora grupa wciąż głęboko przekonanych o słusznej wizji Warszawy bez charakterystycznej iglicy na horyzoncie, być może z idyllicznym obrazkiem kamieniczek wciśniętych między Dworzec Centralny, a Domy Towarowe Centrum.

Niezależnie od mojego zdania na temat kształtu Placu Defilad/Centralnego z Pałacem czy bez – mnie te rozmowy cieszą. Bez względu na ich wartość merytoryczną, każdy zabrany głos, nawet ten najbardziej irracjonalny a najgłośniejszy wzbogaca warszawską przestrzeń. Tymi dyskusjami pokazujemy, że miasto jest dla nas ważne, chcemy mieć wpływ na jego kształt, my ze swoimi potrzebami, wspomnieniami, skojarzeniami. Miejsce, o które nikt nie walczy, czasem umiera śmiercią naturalną, w zapomnieniu, z niewykorzystanym potencjałem. Placowi Defilad w jego dzisiejszym kształcie takie ryzyko nie grozi.

Natomiast twór powstały przed paroma dniami, czyli Społeczny Komitet Usunięcia Pałacu Stalina, całkowicie idei społecznej zdaje się przeczyć. Dość zauważyć, że założenie organizacji podejrzanie zbiegło się w czasie z najnowszymi zmianami w rządzie, a świeżo desygnowany premier jeszcze niecały miesiąc temu miał wyrazić swoją głęboką nadzieję, że w miejscu Pałacu uda się postawić już wkrótce coś znacznie ważniejszego i piękniejszego. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie ten zbieg okoliczności nie jest równoznaczny z równościową i bezpieczną wymianą poglądów na Festiwalu Warszawa w Budowie. Znacznie więcej tu agresji, tupania nogą i zasłaniania uszu na cudze zdanie, a być może niestety również ukrytych intencji pod przykrywką szlachetnych pobudek rozprawienia się z tą wstrętną komuną – wszak działki w tej części Śródmieścia do najtańszych nie należą.

Smuci mnie to wydarzenie niezmiernie. Gdyby ewentualne zburzenie Pałacu Kultury było wynikiem solidnego dialogu, z pokorą przyjęłabym ten bolesny werdykt. Nie zgadzam się jednak na arbitralną, polityczną decyzję, nazywaną dla zmyłki „społeczną inicjatywą”. Nie tak się tworzy miasta. Pozostaje mi z nadzieją patrzeć na wcale nie rosnący od weekendu licznik polubień na fanpejdżu wspomnianego wyżej Komitetu.

Zdjęcie główne: Warszawa, 1953 r. Budowa Pałacu Kultury i Nauki. PAP/CAF
Zdjęcia w tekście: A. Kaliszewski

Co sądzisz? Skomentuj!