Budżet partycypacyjny – ostatnia prosta: Wesoła, Targówek, Ursus, Białołęka, Rembertów, Wola, Bielany, Włochy

Dziś ostatni materiał o budżecie partycypacyjnym. Na wybór najciekawszych projektów i wzięcie udziału w głosowaniu (do czego namawiamy) zostało niecałe 10 godzin – termin upłynie o północy. Dziś prezentujemy najciekawsze projekty zgłoszone w Wesołej, Włochach, Rembertowie, Ursusie, na Targówku, Białołęce, Woli i Bielanach. Czytajcie, wybierajcie, głosujcie.

Wesoła

Andrzej Jędrzejczak

Wesoła to druga po Pradze Południe bliska memu sercu dzielnica – mieszkałem tam jedenaście lat. O ile jednak wśród praskich projektów na wyróżnienie zasługiwało przynajmniej dziesięć, tak w przypadku Wesołej – nie ma o czym pisać. Do fazy głosowania przeszło zaledwie 20 projektów, co jest chyba najgorszym wynikiem w Warszawie. Na dodatek projektów nudnych, wtórnych, infrastrukturalnych – choć oczywiście pewnie pożytecznych i dla mieszkańców istotnych. Na wyróżnienie, ale tylko za grafomańską nazwę, zasługuje projekt „Pod dębami wszyscy się spotkamy”. No cudownie.  Jeśli ktoś bardzo ciekaw – chodzi o rewitalizację ogródka przy przedszkolu za 50 tysięcy złotych. To już ciekawiej brzmi Nasadzenie roślin odstraszających komary wokół siłowni plenerowej przy ul. Granicznej, chociaż wołałbym komarożerne jerzyki, jak na Kamionku! Ostatecznie jednak stawiam na Targ „Wesoła Pchełka” – cykliczne spotkania mieszkańców. Nazwa projektu co prawda głupio infantylna, ale przyzwoity pchli targ by się przydał. Szczególnie, że Wesoła to nie jest dzielnica zblazowanych hipsterów urządzających „garażówki” w modnych „klubokawiarniach”, gdzie mogą pić kawę na sojowym mleku za 34 złote i jako antyk kupić zdezelowany stołek za złotych 600. Za to podejrzewam, że w piwnicach i garażach tutejszych domków można znaleźć prawdziwe rarytasy.

Poza pchlim targiem od biedy zagłosowałbym na Lato z jogą i Lato z tai-czi. Niby nic specjalnego, i pewnie do zorganizowania poza jakimkolwiek wspólnym budżetem. Ale przynajmniej pomysłodawcy nie chcą dużo – odpowiednio 1600 i 800 złotych, a zawsze jest to jakaś forma aktywności fizycznej, towarzyskiej i sąsiedzkiej. W ostateczności polecić mogę jeszcze Młodzieżowy Park Rekreacji, mający „zapewnić młodzieży miejsce spotkań” za 300 000 złotych plus 100 000 rocznych kosztów utrzymania. Tylko nie wiem po co. Za moich czasów pić tanie wino i palić mocne papierosy chodziło się na bunkry.

Targówek

Andrzej Jędrzejczak
Po pierwszym przejrzeniu listy projektów zgłoszonych na Targówku byłem lekko podłamany. Znów to samo, nuda, nie ma o czym pisać. Ale trafiłem na dwie prawdziwe perełki i to w kategoriach do nieprzytomności oklepanych we wszystkich warszawskich dzielnicach.

Pierwsza perełka to siłownia pod chmurką na Bródnie. Ale nie zwykła, bo kulturalna! Otoczenie siłowni ma być dostosowane do spełniania funkcji kulturalnych i społecznych. Mają powstać ławeczki, regały na książki (w formule „uwolnij książkę”), stoliki do gier planszowych. Tak więc rzeźbienie sylwetki będzie można przeplatać rzeźbieniem płatów mózgowych, a budowanie masy urozmaicić czytaniem „Buntu mas”.

Drugi projekt, o którym chciałbym napisać, a na który nigdy nie zwróciłbym normalnie uwagi, to plac zabaw przy Domu Kultury „Zacisze”. Oczywiście nic nadzwyczajnego, ale ostatecznie przekonał mnie Gender-Han, osiemnastolistna koniczyna (uwaga: cztery i pół szczęścia w jednym!) oraz implanty z akacji. Zresztą sami oceńcie.

Ursus

Andrzej Jędrzejczak

Pierwsze skojarzenie z Ursusem –  fabryka. W tej fabryce w latach 50-tych pracował mój dziadek. Za swój trud został nagrodzony medalem, które to odznaczenie uprawniało m.in. do zakładowej orkiestry na pogrzebie. Kiedy chowaliśmy dziadka nie było już orkiestry, nie było Zakładu. Dziś Ursus to peryferyjna dzielnica Warszawy, kojarząca się głównie z odzieżowym outletem i tańszymi mieszkaniami, jak przekonują deweloperzy „tylko 20 minut” od centrum. Fabryka to problem, o fabryce wszyscy chętnie by zapomnieli. A przecież, jak można było przeczytać na ścianie męskiej toalety Instytutu Nauk Społecznych UW, „gdyby nie Ursus, gdyby nie Radom, to byś wpie*&%&$ł chleb z marmoladą”. I jakkolwiek może niesmaczyć wulgarność tego wpisu, to oddaję on pewną prawdę.

Dlatego chciałbym tu wspomnieć o dwóch projektach mających upamiętnić historię Ursusa. Projekt Ocalić pamięć Zakładów Mechanicznych „Ursus” zakłada organizację wystawy fotograficznej, stworzenie prezentacji multimedialnej, produkcję pocztówek, wydanie albumu. Niestety pomysłodawcy chcą też wyprodukować teledysk z nową piosenką o Ursusie. Wnosząc po poziomie „Szlagierów dla Warszawy”, o których niedawno pisał Adam Kaliszewski, działanie to może skończyć się estetycznym nadużyciem słuchaczy. Na podobny pomysł (szczęśliwie bez komponowania szlagieru) wpadli pomysłodawcy inicjatywy Zakład. Proponują wykonanie fotodokumentu poświęconego byłym Zakładom Mechanicznym „Ursus” oraz ich pracownikom, zakończone wystawą fotograficzną oraz wydaniem książki fotograficznej. Oba projekty, choć może mało oryginalne, warte są wsparcia. A może je rozwinąć? Zaprosić znanych artystów, nadać temu projektowi większy rozmach? Zakłady  są istotnym składnikiem tożsamości dzielnicy, a ciągnik Ursus – to legenda!

Białołęka

Andrzej Jędrzejczak

Wnioskując na podstawie zgłoszonych projektów, mieszkańcy Białołęki najchętniej wydaliby pieniądze na dzieci (place zabaw), seniorów (aktywizacja) oraz psy (defekacja). Podejrzewam, że dzieci swoje place zabaw i tak dostaną. Psie kupy, uważam, powinni sprzątać właściciele. Dlatego wyróżnić chciałem projekt „Świat w obiektywie seniora”. Proste, niedrogie a genialne. Na dodatek nie infantylizujące i nie przyprawiające seniorom gęby, nie zmuszające do „międzypokoleniowej wymiany” i „przekazywania młodym doświadczeń”, na co wcale, wbrew założeniom ogółu, nie muszą mieć ochoty – ani jedni, ani drudzy. Co prawda nie wiem w jaki sposób projekt ma „przełamać stereotyp osób starszych jako bezużytecznych i zgorzkniałych”, jak to w uzasadnieniu ujęli pomysłodawcy. Nie wiem jaka ma być użyteczność tych fotek (a musi jakaś być?). Wyobrażam sobie też zgorzkniałego starca z aparatem. Ale to już się czepiam, pomysł mi się podoba!

Drugi ciekawy pomysł to „Transmisja online i nagrania wideo sesji Rady Dzielnicy”. Jeśli stenogram z takiej sesji jest informacją publiczną, to taki zapis czy transmisja jest po prostu innym sposobem jej udostępnienia. Nie wiem, co na to ustawa o dostępie do informacji publicznej (i co na to Vagla?). Pomysł super, kontroli władzy nigdy nie za wiele. A jeśli taki projekt nie zostanie zrealizowany z budżetu obywatelskiego, to na jego realizację z „właściwego” budżetu gminy raczej nie ma co liczyć. Tylko dlaczego to ma kosztować aż 50 000? Opłata za Neostradę?

Rembertów

Andrzej Jędrzejczak

Jeśli byłbym mieszkańcem Rembertowa, to najbardziej ucieszyłyby mnie pomysły na podniesienie estetyki przestrzeni publicznej. Rembertów zawsze wywiera na mnie przygnębiające wrażenie. Takich projektów jednak na liście nie znalazłem. Jest za to propozycja zamontowania w centralnym miejscu dzielnicy tablicy świetlnej, która „umożliwi przekazywanie mieszkańcom aktualnych informacji”. Nie wiem co to miałyby być za informacje, ale jak wyobrażam sobie taką tablicę, to widzę coś dużego, mrugającego i irytująco brzydkiego. Projektodawca (producent takich tablic?) chce na realizację pomysłu jedyne 15 tysięcy złotych. Jest więc szansa, że w najgorszym wypadku to dziadostwo szybko się popsuje.

Poza tablicą świetlną – dominuje partycypacyjna nuda – chodniki, oświetlenie, monitoring. Choć pojawił się też jeden ciekawy pomysł: Teatr dla mieszkańców Rembertowa, czyli  organizacja cyklicznych przedstawień warszawskich teatrów w sali widowiskowej Akademii Obrony Narodowej w Rembertowie. Pomysłodawcy chcą na ten cel 70 tysięcy złotych. Nie wiem, jaki miałby być repertuar i jak się ma taki budżet do stawek teatralnych grup, ale sam pomysł – bardzo fajny.

Wola

Adam Barański

Wola jest dla mnie największym rozczarowaniem jeżeli chodzi o budżet partycypacyjny. Wielka dzielnica, o robotniczej proweniencji, centralnym usytuowaniu, niezwykłym potencjale przestrzeni, a kreatywnych projektów praktycznie nie ma. Jak w przypadku innych dzielnic najwięcej z nich dotyczy doraźnych remontów dróg, organizacji wydarzeń sportowych, wyposażenia szkolnych bibliotek, zabezpieczania przejść dla pieszych etc. Mamy również bardzo potrzebny audyt ZGN Wola. Z tego powodu moją uwagę przykuły zaledwie dwa projekty.

Pierwszy to budowa obserwatorium astronomicznego wraz ze stacją pogodową w Gimnazjum nr 47. W szkole ma się pojawić teleskop, a obraz będzie można też obserwować za pośrednictwem Internetu. Fajne – szczególnie dla wynudzonych uczniów gimnazjum, który zamiast poczytać o gwiazdach w podręczniku do fizyki i astronomii będą sami mogli pobawić się w astronomów.

Drugi projekt to budowa dużego skate parku (o powierzchni 1300 m2). Idealne miejsce, żeby dzieci mogły pić piwo, palić dżojnty, nawiązywać znajomości i słuchać muzyki. Czyli wszystko to, co (nie)grzeczne dzieci robiły zanim nastąpiła era Facebooka i pisania blogów takich jak nasz.

Włochy

Adam Barański

We Włochach panuje faktycznie włoski klimat. Dwa najciekawsze projekty, które znacznie odróżniają się od pozostałych, zakładają organizację festynów rodzinnych, które mają na celu integrację mieszkańców dzielnicy. Kiedy dawno temu pierwszy raz usłyszałem o „Hożartach”, stałem się wielkim zwolennikiem wszelkich oddolnych inicjatyw mających na celu zbliżanie do siebie sąsiadów. Jeżeli jeszcze uniknie się przy tym „biesiadnego” charakteru wydarzenia, to będzie naprawdę super.

Ciekawy jest również projekt zakładający budowę ogólnodostępnego kortu tenisowego. Budujemy orliki, boiska do kosza, czemu by nie postawić na darmowe obiekty dla sportowców uprawiających mniej popularne sporty? Chętnie zobaczyłbym też profesjonalne boisko do gry w bule lub kometki. Z projektów około sportowych wart uwagi jest również pomysł budowy skate parku.

Nie ma samym sportem jednak człowiek żyje. Idąc tropem bardziej kulturalnym całkiem sympatycznie zapowiada się projekt kina niemego z muzyką na żywo. Każdy pokaz ma być poprzedzony prelekcją prowadzoną przez eksperta, który przybliży historię i sylwetki twórców dawnej kinematografii. Podobny pomysł zakłada organizację kinoszkoły.

Reszta projektów to tradycyjnie – remonty chodników, doposażenie szkół, przeszkoli, bibliotek (tu – co fajne – sporo projektów skierowanych do niewidomych), place zabaw, siłownie plenerowe. Małe kuriozum na koniec – uczniowie jednej ze szkół chcą zrobić lip dub promujący ich placówkę i dzielnicę. Nie wiem jaki jest sens płacenia z pieniędzy publicznych za coś co nigdy tak naprawdę nie było ani fajne ani śmieszne. No, ale może się mylę.

 

Bielany

Adam Kaliszewski

Inwencja mieszkańców Bielan niestety, podobnie jak w przypadku Woli, rozczarowuje na tle innych dzielnic. Niby jest to dzielnica coraz młodsza, niby mieszkańcy czynnie interesują się sprawami otoczenia, niby aspiracje pobudzone przez sąsiedni Żoliborz, ale niestety lwia część propozycji to albo tematy – znów – infrastrukturalne, którymi powinien zająć się Urząd Dzielnicy, nie czekając na mieszkańców, albo pomysły mało kreatywne, albo bardzo ograniczone w zasięgu i z pewnością nie takie, o których można powiedzieć, że będą służyć wszystkim mieszkańcom.

Coś jednak da się wyszperać i wyróżnić. Na pewno uwagę przykuwają dwa projekty. Jeden z nich to rewitalizacja zdewastowanego skate-parku w Parku Herberta. Można wprawdzie powiedzieć, że nie jest to inwestycja, która przyniesie korzyść ogółowi mieszkańców dzielnicy, ale po pierwsze aż przykro patrzeć na smutne kikuty niegdyś fajnego miejsca do uprawiania sportu, a po drugie – Park Herberta to miejsce wypoczynku dla wszystkich, młodych i starych, zapewniające „infrastrukturę ławeczkową”, sympatyczne trasy spacerowe i biegowe, a nad tym wszystkim straszą ruiny mostku i pozostałości bodaj jedynego tego typu miejsca na Bielanach, a przynajmniej w starszej ich części.

Drugi bielański projekt jest genialny w swojej prostocie i przyczyni się do ograniczenia plagi dającej się we znaki wszystkim mieszkańcom, a równocześnie ma charakter ekologiczny, co jest bliskie mojemu sercu. Co ciekawe – także dotyczy on Parku Herberta. Miałaby tam powstać dziesięciometrowa wieża dla jerzyków – te skądinąd miłe ptaki mają cechę, która musi wzbudzać sympatię każdego, niezależnie od jego stosunku do ptactwa ogółem. Ich głównym pokarmem są mianowicie komary. A lato na Bielanach bez komarów? Czy to nie brzmi pięknie? Pomóżmy więc jerzykom, a one pomogą nam!

 

Co sądzisz? Skomentuj!