Budżet partycypacyjny – najciekawsze projekty: Praga, Śródmieście, Ursynów

Klub tatów, wielkie huśtawki pod mostem, miejski skansen czy replika słomianego Misia? M.in. o tych pomysłach piszemy dziś w pierwszej części naszego subiektywnego przeglądu najciekawszych projektów zgłoszonych do budżetu partycypacyjnego.  Przypominamy: głosowanie trwa do 30 czerwca. Na swoje typy mogą głosować wszyscy mieszkańcy Warszawy, wskazując do pięciu projektów w wybranej przez siebie dzielnicy. Udział w głosowaniu nie wymaga meldunku w Warszawie, mogą w nim brać udział również niepełnoletni. Głosować można listownie, bezpośrednio w urzędach miasta lub drogą elektroniczną.

Nie będziemy tu przekonywać o korzyściach z udziału w tym procesie, nawet jeśli sami nie zgłosiliście swoich projektów. O samej idei budżetu na naszych łamach pisali już Joanna Erbel i Hubert Świtalski. Swoje wątpliwości, trochę z przekory, przedstawił również autor tego wpisu. Za to z myślą o zapracowanych i/lub leniwych, przygotowaliśmy subiektywny przegląd najciekawszych według nas projektów. Mamy nadzieję, że zachęcimy was w ten sposób do udziału w głosowaniu. Zaczynamy od obu Prag, Śródmieścia i Ursynowa. Jurto i pojutrze przedstawimy kolejne dzielnice. Jak zwykle zapraszamy do komentowania i polemik.

Śródmieście

Adam Barański

Przyznam że spodziewałem się, że będzie lepiej. Po pierwsze – projektów jak na taką dzielnicę jest mało, szczególnie w porównaniu np. do Mokotowa. Po drugie – pomysły są nudnawe – znowu parki, remonty ulic i doposażenie przedszkoli. Czy naprawdę wszyscy hipsterzy utknęli w kawiarniach i zapomnieli, że trzeba działać? Tak czy inaczej – kilka projektów jest zdecydowanie wartych uwagi.

Zacznę od czegoś mi szczególnie bliskiego. Zważywszy na to, że pisałem wcześniej o ożywianiu Muranowa, za bardzo trafiony uważam pomysł “Zrób sobie skwer”, którego celem jest zmiana przestrzeni na skwerze im. Więźniów Politycznych Stalinizmu (niedaleko Kina Muranów). W zaaranżowanej na nowo przestrzeni mają stanąć ławeczki, plansze do szachów, latarnie, stojaki rowerowe, kosze na śmieci. Choć na Muranowie jest zielono wciąż brakuje “zieleni wspólnej” integrującej mieszkańców.

Kolejny wart uwagi projekt to mural, na którym znajdą się kadry z filmów z J. Himilsbachem i Z. Maklakiewiczem – pomiędzy rondami nazwanymi nazwiskami tych aktorów. Fajne – tym bardziej, że obaj związani byli z Warszawą (i za ten ponadczasowy, zadziorny tekst: zwiedziłem kawał świata. Widziałem: Mokotów, Powiśle, Pragę. Ulicę Targową pan sobie wyobrazi! Tam byli ludzie! I tam były morza południowe – przy jednym stoliku).

Projket Murali z Himilsbachem i Maklakiewiczem

Projekt murali z Himilsbachem i Maklakiewiczem

Kolejny ciekawy projekt zakłada stworzenie w jednym z domków na Jazdowie centrum aktywności lokalnej. Domek będzie bezpłatnie udostępniony na okres jednego miesiąca wybranym na podstawie konkursu ofert organizacjom, bądź grupom nieformalnym, na otwartą działalność społeczną, kulturalną i artystyczną. Ten pomysł jest mi szczególnie bliski ze względu na to, że chodziłem do pobliskiej podstawówki nr 12 i byłem naocznym świadkiem jak osiedle na Jazdowie stopniowo od lat 90-tych odchodziło w niebyt, ten projekt zaś na nowo wprowadza życie w tamte okolice.

Ostatni pomysł, który wyróżniam za niesztampowość i fantazję to montaż 4 dużych huśtawek pod Mostem Łazienkowskim na terenie Cypla Czerniakowskiego. Możliwość pohuśtania się patrząc na Wisłę absolutnie podbiła moje serce. Mamy też absolutnie ważny audyt śródmiejskiego ZGN. Może wreszcie dowiemy się, czemu część śródmiejskich lokali stoi pusta, a pozostałe przeznaczone są na banki, apteki i sieciówki.

Praga Południe

Andrzej Jędrzejczak

Mieszkańcy Pragi Południe najchętniej budowaliby chodniki, tworzyli nowe miejsca parkingowe, doświetlali ulicę. Trudno się dziwić. Prawa strona miasta (z niewielkimi wyjątkami) jest haniebnie zaniedbana pod względem najprostszej infrastruktury miejskiej (i w zasadzie pod każdym innym względem). Dobrym przykładem takiego zaniedbania jest skrzyżowanie ulic Stanisławowskiej i Terespolskiej. Ze względu na pobliskie przedszkole kilka lat temu powstało tam rondo, mające podnieść bezpieczeństwo na drodze. Rondo estetyką śmiało nawiązuje do afgańskiej architektury okupacyjnej. Zbudowane jest  z betonowych bloków przypominających zapory chroniące rządowe dzielnice przed atakami terrorystycznymi w Kabulu. Dodatkowo pomalowano je żółtą farbą (chyba olejną), która zaczęła obłazić płatami przy pierwszym deszczu. Rondo to podnosi mi ciśnienie, gwałci i obraża estetycznie za każdym razem, kiedy idę odwiedzić Sowików na Mińską. Rondo ze swoim niebywałym dziadostwem mogłoby z powodzeniem występować w serialu Alternatywy 4. Dlatego kibicowałem grupie„Marzy mi się rondo Misia” chcącej ochrzcić je imieniem Ryszarda Ochódzkiego, prezesa Klubu Sportowego „Tęcza”. –  To jest kreatura, złodziej, pijak, dziwkarz i oszust. Trudno sobie wyobrazić bardziej klasycznego czerwonego aparatczyka  – argumentował wówczas swą niechęć do postaci Ochódzkiego radny PiS Maciej Wąsik. Radnym PiS i PO zabrakło poczucia humoru i dystansu, projekt przepadł mimo poparcia Zespołu ds. Nazewnictwa oraz Rady Dzielnicy Pragi Południe.  Tym razem mieszkańcy Grochowa i Kamionka mogą przeskoczyć wąskie horyzonty myślowe radnych Warszawy głosując na pomysł inicjatywy Panie, Pan tu nie stał, chcącej ustawienia repliki Misia z filmu „Miś” w pobliżu tzw. „Ronda prezesa Ochódzkiego”. Ten miś odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa i otwiera oczy niedowiarkom. Może otworzy też głowy radnym?

Rondo im. Ryszarda Ochódzkiego

Rondo im. Ryszarda Ochódzkiego

Inny ciekawy projekt, o którym warto wspomnieć to stworzenie placu do ćwiczeń kalistenicznych na Gocławiu. Ćwiczenia kalisteniczne są jak ostre koło. Nie, nie chodzi o hipsterski  lans, tylko o prostotę, wykorzystanie prostych poręczy i ciężaru własnego ciała. O ile miejskie siłownie pod chmurką (w Warszawie  zwane „referendalnymi”) nadają się głównie dla osób w wieku podeszłym, oraz tych, którzy przez całą szkołę mieli zwolnienie z wuefu, drążki pozwalają na sensowne ćwiczenia osobom w każdym wieku i kondycji fizycznej. Skorzystać będą z nich mogli tak stateczni seniorzy jak i naspidowani dresiarze. I o taką integrację społeczną chodzi!  A potem wszyscy będziemy wyglądali jak na załączonych obrazkach.  Na podobny projekt można głosować również na Kamionku . O taką infrastrukturę w Skaryszaku (niestety poza budżetem partycypacyjnym) zabiega też inicjatywa Drążki w Parku Skaryszewskim.

Pani wykonująca ćwiczenia kalisteniczne

Pani wykonująca ćwiczenia kalisteniczne

Pan wykonujący ćwiczenia kalisteniczne

Pan wykonujący ćwiczenia kalisteniczne

I na koniec coś dla naszych braci mniejszych. Pierwszy projekt to Domki dla skrzydlatych pasiastych przyjaciół (pszczół?) zgłoszony w kilku dzielnicach i obszarach. Greenpeace przekonuje, że pszczoły są niezwykle pożyteczne dla całego ekosystemu, a grozi im wyginięcie. Nie wiem, na ile to prawda, ale myśl, że moje społeczeństwo jest w stanie zatroszczyć się nawet o potrzeby pszczół napawa mnie dumą i wprawia w dobre samopoczucie. Normalnie #25latwolności. Powietrze, którym oddychamy, środowisko naturalne, w którym żyjemy mają większy wpływ na jakość życia niż kostka Bauma na chodniku i nowe miejsca parkingowe. Witamy w pierwszym świecie! Inna sprawa to komary. Jak donosi Adam Barański, brak komarów wpływ na ekosystem miałby zerowy. Znów, nie wiem, czy Adam jest równie wiarygodny jak Greenpeace w tej materii, ale zaryzykowałbym. Dlatego zamierzam zagłosować również na Wieżę dla jeżyków – miejsce lęgowe dla kilkudziesięciu ptasich par. Jak przekonują projektodawcy jeżyki „zjadają ogromne ilości owadów takich jak np. komary i meszki. W ciągu jednego dnia pojedynczy jerzyk może ich złapać 20 000!

Praga Północ

Joanna Paluch

Głosowanie w budżecie partycypacyjnym to okazja jedyna w swoim rodzaju, by przyjrzeć się Warszawie z innej perspektywy –  z perspektywy społecznej. Pomysł by dać ludziom możliwość “odzyskania miasta” jest dobry i potrzebny, ale okazuje się, że często nie ma czego odzyskiwać. Bo gdy lokalna społeczność w końcu spotyka się by porozmawiać o wspólnych potrzebach i marzeniach, okazuje się, że zamiast tego musi gasić pożary i rozwiązywać problemy nierozwiązywalne dla radnych. No właśnie: problemy. To na Pradze Północ słowo klucz. Bardzo dużo jest tu problemów, których budżet partycypacyjny nie załatwi.

Pożar jednej z kamienic na pradze. Zdjęcie: tvn24.pl

Pożar jednej z kamienic na Pradze. Zdjęcie: tvn24.pl

Fatalny stan infrastruktury mieszkaniowej i komunalnej, wstrzymana kilka lat temu rewitalizacja dzielnicy, anomia społeczna i absolutny brak zainteresowania tym wszystkim ze strony ratusza to największe z nich. Pytanie, czy 1 200 000 zł z budżetu partycypacyjnego może tu wiele zmienić?

Pewne jest, że Prażanie wykazali się inicjatywą. W sumie poddanych głosowaniu zostało 47 projektów. Zgodnie z oczekiwaniami (i wymogami rzeczywistości), najwięcej z nich odnosi się do spraw najpilniejszych, na które brak środków z budżetu dzielnicowego. Na pierwszym miejscu są więc mniejsze i większe remonty i reperacje, a nawet projekty rewitalizacyjne (plac Hallera, ulica Szanajcy), poprawa bezpieczeństwa (instalacja oświetlenia, sygnalizacji, czy doświetlanie podwórek) i rewitalizacja terenów zielonych i rekreacyjno-sportowych. W tym wypadku mieszkańcy poszli nawet dalej i zaproponowali nowe place zabaw (Inżynierska, Namysłowska), skwer u zbiegu ulic Ząbkowskiej i Brzeskiej (mój faworyt), a nawet dwa skateparki (Targowa i Siedlecka). Wszystkie te inwestycje są bardzo potrzebne i wszystkie zasługują na uznanie i realizację.

Szczególnie widoczna jest potrzeba kontaktu z naturą. Wynika to zapewne przede wszystkim ze specyficznego układu urbanistycznego, występującego kiedyś w całej Warszawie, którego pozostałości widoczne są dziś głownie na Pradze i Kamionku. Wśród gęstej zabudowy i wąskich ulic nie pozostaje wiele miejsca na zieleń, a zaniedbane, szare podwórka nie mają często nawet trawnika. Mieszkańcy dzielnicy znaleźli na to rozwiązanie – siedem fantastycznych pomysłów na promowanie ekologicznego stylu życia i ochronę przyrody. Wyjątkowo podobają mi się propozycje ochrony ptaków (budowa budek lęgowych dla nadwiślańskich ptaków nazwana uroczo “budkowaniem”, czy “Ptasi Zakątek” na Stalowej) oraz chęć przyłączenia się do ogólnomiejskiej sieci domków dla pszczół i innych owadów zapylających. Dobre wrażenie robią również Biblioteka Plenerowa w Parku Praskim i Miejska Plaża “Rusałka” w okolicach Ratuszowej.

Poza tym, nie zabrakło bardzo potrzebnych inicjatyw społeczno-kulturalnych. Oprócz banalnego i raczej zbędnego Pikniku Rodzinnego w Parku Praskim za 130 000 zł i dofinansowania biletów do ZOO dla mieszkańców Pragi, wszystkie z nich są warte urzeczywistnienia. Mnie jednak najbardziej przypadł do serca “Klub Tatów”, gdzie ojcowie mogą spędzać czas ze swoimi dziećmi, korzystać z porad i wymieniać się doświadczeniami z innymi “tatami” i który inicjuje program propagowania świadomego rodzicielstwa. Wydaje się to wyjątkowo ważne w społeczności szczególnie narażonej na wykluczenie społeczne, ubóstwo, a co za tym idzie atrofię więzi społecznych.

Mój wniosek z tej analizy jest jeden – chronicznie pomijana i zaniedbywana przez ratusz Praga zdecydowanie zyskała i może jeszcze wiele zyskać dzięki budżetowi obywatelskiemu. Pieniędzy dostała co prawda jak zwykle mało w porównaniu z innymi dzielnicami, ale jest zdecydowanie silna aktywnością i świadomością swoich mieszkańców. Choć niestety ilość projektów będących próbą rozwiązania palących, bieżących problemów ludzi jest zatrważająca i naprawdę mało miejsca zostaje na fajne, kreatywne inicjatywy. Strasznie to smutne.

Ursynów

Adam Kaliszewski

Na Ursynowie także spora część pomysłów to realizacje, które zawstydzają ratusz – przejścia dla pieszych, place zabaw itp. Mieszkańcy południowej dzielnicy Warszawy to także, jak wynika ze zgłoszeń, ludzie pobożni, chcący za publiczne pieniądze słuchać koncertów muzyki chrześcijańskiej, czy poznawać spuściznę Jana Pawła II w ramach gry terenowej. Czy jednak na Ursynowie znalazły się projekty, które mogą służyć wszystkim mieszkańcom, niezależnie od wieku, wyznania, czy preferencji muzycznych? Na szczęście z kreatywnością nie jest źle, na tle niektórych dzielnic Ursynów wyróżnia się mocno na plus.

Kadr z serialu Alternatywy 4

Kadr z serialu Alternatywy 4

Od kilku lat mieszkam na Bielanach i niezwykle doceniam “ciąg parkowy”, który zaczyna się od Parku Olszyna, aby następnie przejść w Park Herberta i jego przedłużenie po drugiej stronie Perzyńskiego. Z podobną inicjatywą wyszli mieszkańcy Ursynowa, którzy chcą połączyć Park im. Kozłowskiego (czyli błonia Kopy Cwila) z Parkiem Jana Pawła II. Faktycznie ta część Ursynowa aż się prosi o “zielony ciąg” między blokami, zanim ten atrakcyjny i pusty od samych początków dzielnicy teren zostanie zabudowany przez pazernego dewelopera.

Również przy Kopie Cwila miałby powstać “Skansen Alternatywny”, prezentujący “elementy małej architektury charakterystycznej dla Ursynowa od lat 70. do dziś”. W momencie kiedy specyficzny i jedyny w swoim rodzaju klimat tego wyjątkowego blokowiska znika pod kolejnymi warstwami styropianowych ociepleń i za witrynami nowych budynków przy al. KEN, pomysł na sentymentalny (i wcale niekoniecznie “PRL-owski”) skansen, pokazujący korzenie dzielnicy jej starym i nowym mieszkańcom, wydaje się znakomity. Znaczącą wadą tej propozycji jest jednak przewidywany koszt – okrągły milion złotych, czyli jedna trzecia przewidzianego budżetu. Doprawdy nie wiem, jak dużo “małej architektury” musiałoby się tam znaleźć, aby koszty były tak duże. Poza tym jednak pomysł wydaje mi się smakowity, a lokalizacja pod Kopą Cwila – perfekcyjna.

Co sądzisz? Skomentuj!