#BitwaWarszawska2018: Mencwel bez billboardu

Ruchy Miejskie, jak wiadomo, z billboardów nie korzystają. Raz, że programowo, w imię walki z kakofonią i chaosem przestrzeni publicznej. Dwa – no panie! takie billboardy to swoje kosztują, a Ruchy Miejskie to jednak bida, ani miejskich, ani partyjnych funduszy nie mają. Dlatego – jak deklarują kandydaci – pozostają im długie wędrówki po mieście i amatorskie foto z dużego pokoju własnego M2 (patrz wyżej). Dobre i to, na materiał badawczy starczy. Dlatego do naszej charakterystyki porównawczej Patryka Jakiego i Rafała Trzaskowskiego dorzucam dziś Jana Mencwela, startującego w okręgu Wawer, Targówek, Wesoła.

Hasło Wyborcze

„Przewietrzymy Warszawę” brzmi jak obietnica walki ze smogiem i troski o zieleń. Ale też jak zapowiedź wietrzenia sal obrad Rady Miasta, w których nieznośny zapach naftaliny utrzymuje się już od co najmniej dwóch kadencji. Pora otworzyć okna!

Kompozycja

Kompozycyjnie fota nawiązuje do typowych zdjęć przedwyprawowych i tombakowych kart polskiego alpinizmu nizinnego. Rozłożony i sprawdzony ekwipunek godny zdobywcy Korony Warszawy, sugerujący długą, forsowną drogę po wyborczy sukces. Jednocześnie prostota estetyka, symetria i ład – tak wyglądać ma Warszawa!

Artefakty

No tu zaczyna się podprogowa jazda! Kandydat Ruchów Miejskich bazę swoją widzi szeroką, a komunikacja z różnymi grupami mieszkańców przebiega na poziomie modnej ostatnio symboliki spożywczej. Każdy warszawiak znajdzie coś dla siebie.

Jest więc kanapka z chleba razowego – dla fit elektoratu i wegańskiego hipsterstwa (choć nie wiem, czy wewnątrz przypadkiem nie kryje się SZYNKA!).

Jajko na twardo – kokietujące seniorów z wielopokoleniowych potańcówek, wspominających ośmiogodzinną podróż PKP na turnus w Niechorzu.

Jest też banan, mrugnięcie okiem dla balującej za rodzicielskie pieniądze młodzieży z klubów na Mazowieckiej oraz zamożnego mieszczaństwa z miasteczka Wilanów, które takie egzotyczne frykasy ma na co dzień.

Poza tym termos, manifestujący dbałość o środowisko naturalne i demonstracyjne zerwanie z butelkami pet, oraz buty „osiołki” (gimby nie znajo)(strasznie zajechane), którymi najwyraźniej kandydat chce wygrać głosy dziewcząt z pielgrzymek i spotkań oazowych.

Niestety, nawet Ruchy Miejskie nie powstrzymały się od tzw. kampanii negatywnej – wyeksponowany na zdjęciu grzebień to niewybredna aluzja do łysego jak kolano kontrkandydata z Komitetu Wygra Warszawa.

Całość generalnie spójna, możecie śmiało głosować. A jeśli chcecie wyjść poza kulturę obrazkową i wyborczą logikę wrażeń, to zerknijcie jeszcze do programu.

Co sądzisz? Skomentuj!