Bielany – architektura postindustrialna dla dobra lokalnej społeczności

Powiedzmy od razu – nie chodzi o istniejący przykład wykorzystania postindustrialnej architektury, bo znaleźć go na Bielanach trudno. Jedno z ostatnich tego typu założeń w rejonie Piechotkowa przez kilka lat kreatywnie zagospodarowywali młodzi przedsiębiorcy, sportowcy, rzemieślnicy i artyści ze Spółdzielni Kultury Elektromoc. Dzisiaj Żeromskiego 17 mogłoby być już tylko tematem cyklu Tu było. Tu stało. Kompleks ten przypominał modny adres przy ul. Burakowskiej, chociaż daleko mu było (na szczęście) do jego ekskluzywności. Miał magnetyczny potencjał i – za sprawą właścicieli otwartych na współpracę z mieszkańcami dzielnicy – siłę lokalnego centrum społeczno-kulturalnego. Przy Żeromskiego działała m.in. poczta, studio kulinarne CookUp, warsztat rowerowy Veloart Cafe, sala cross-fitowa, sklep z piwami rzemieślniczymi Stan Umysłu oraz szkoła dj-ska WSDJ STUDIO, której właściciel gościł m.in. Mikser Bielański, wspierał technicznie Międzypokoleniową Potańcówkę Bielańskich Aktywistów a razem z Urzędem Dzielnicy realizował słynne silent disco.

Gościnnie dla Pańskiej Skórki: Katarzyna Homan*

Mimo wielu petycji na rzecz zachowania tej przestrzeni – tak bardzo Bielanom potrzebnej, by nie stały się martwą sypialnią – miasto sprzedało część należącej do niego posesji spółce Matexi, która zbuduje tu kolejny apartamentowiec ze sztampowymi lokalami usługowymi na parterze. Wynajmie je zapewne spożywcza lub kawowa sieciówka, bo nawet gdyby czynsz był niski, nie pojawią się tam artyści potrzebujący do pracy innego rodzaju przestrzeni. Pierwszym etapem inwestycji była zalegalizowana przez RDOŚ wycinka kilkudziesięcioletnich drzew liściastych, ze względu na „skażenie gruntu” i podobno brak innej metody jego rekultywacji niż wycinka zdrowych okazów szlachetnych gatunków drzew. Jako zamienniki deweloper zaoferował nasadzenia z drzew iglastych. Bez komentarza. Nic środowiskotwórczego. Nic miastotwórczego.


Żeromskiego 17, zdjęcie dzięki uprzejmości Veloart

Żeromskiego 17 to już tylko wspomnienie, które pokazuje, jak łatwo można utracić oryginalną miejską substancję. Na ubogich w zabytki Bielanach powinna być ona szczególnie chroniona, nawet jeśli zabytkiem oficjalnie nie jest, czy jest to tzw. architektura „źle urodzona”. Dziś dożywając 50 czy 70 lat, nadaje okolicy charakteru, inspiruje autentycznością i prawdą czasów, w której powstała.


Galeria w Veloart. Zdjęcie dzięki uprzejmości Veloart

Budynki postindustrialne są w wielu miastach elementem dziedzictwa i historycznego pejzażu. Przekształca się je, zachowując ich tkankę, w biura, hostele, lofty bądź przeznacza na cele społeczne i kulturalne. Służą lokalnej społeczności, stanowiąc też turystyczną atrakcję. Przykładem jest berlińska ufaFabrik Internationales Kulturcentrum – „ekologiczna oaza kultury”, czy Dom Sztuki Tacheles – tętniące życiem, samorządne centrum kultury w uratowanym domu towarowym Wertheima. W Warszawie postindustriale nie mają łatwo. Mimo nielicznych przykładów symbiozy sztuki i biznesu, w większości budynki te padają ofiarą deweloperskich wyburzeń lub niedbałych rekonstrukcji, zamieniających je w ahistoryczne atrapy. Choćby ostatnio ważą się losy fabryki przy ul. Czerniakowskiej.


Wydarzenia kulturalne na terenie ufaFabrik Internationales Kulturcentrum

A przecież niedawno mieszkańcy byli mobilizowani, by wspólnie z władzami wyznaczać potencjalne centra lokalne. Na Bielanach w większości się to nie udało. Dlaczego więc, gdy te centra powstają oddolnie i samorzutnie nie są wspierane, a na domiar złego poświęca się je na kolejne osiedla apartamentowców o komicznych nazwach. Dlaczego miasto znowu nie zechciało wysłuchać mieszkańców, czy choćby władz dzielnicy, które próbowały, przynajmniej w osobach niektórych samorządowców, przeciwdziałać sprzedaży?

Czy wszystko stracone? Dzięki debacie „Genius szuka locum” wiemy, że Bielany pilnie potrzebują przestrzeni dla artystów, rzemieślników, kreatywnych przedsiębiorców. Potrzebne są pracownie, przestrzenie koncertowe, hale wystawowe i otwarte miejsca spotkań. Resztkami sił trwa tu ostatnie takie miejsce, mogące stać się nowoczesnym centrum lokalnym dla wszystkich Bielanian i atrakcją turystyczną Warszawy.

Chodzi o Starą Kotłownię Szpitala Bielańskiego. Znamy ten widok: szary mur z graffiti, wysoki komin i masywny, ceglany budynek z oknami o rdzewiejących szprosach. Kotłownia stoi nieużywana od kilkudziesięciu lat, ale jej konstrukcja wciąż jest we względnie dobrym stanie, co stwierdził wstępnie Stołeczny Konserwator Zabytków Michał Krasucki. Zbudowano ją przy ul. Karskiej 13 w latach 50. Gdy urządzenia miejskie stały się wydolne i samodzielna kotłownia przestała być potrzebna. Zaczęła popadać w ruinę. Szpital użytkuje ten teren na mocy odnawianej co 3 lata umowy z miastem. Na posesji znajdują się opuszczone garaże, niedokończone fundamenty budynku o nieznanym przeznaczeniu. Część działki wkraczającą w Lasek Lindego pokrywa bujna roślinność. Budynek kotłowni był technicznym zapleczem gmachu Szpitala Bielańskiego zaprojektowanego przez Juliana Putermana-Sadłowskiego i Leopolda Koehlera. Sam w sobie nie jest cenny. Jarosław Zieliński potwierdził mi, że jest to typowy projekt kotłowni z tamtych lat. Mimo to dzisiaj zyskał na wyjątkowości. Posiada niewątpliwe walory architektury industrialnej tamtego czasu – zbudowany ze szlachetnej, czerwonej cegły, ma duże, charakterystyczne okna i wiele urozmaicających formę funkcjonalnych detali zewnętrznych. Bezsprzecznie stwarza wiele możliwości aranżacyjnych. Po licznych wpisach w mediach społecznościowych widać, że stanowi atrakcję dla varsavianistów, koneserów i łowców miejskich przygód.


Kotłownia Szpitala Bielańskiego. Fot. J. Zuzga/Okno na Warszawę

Od kilku lat staram się o stworzenie w Starej Kotłowni społecznościowego bielańskiego Centrum Kultury i Dialogu, korespondującego swoją formą i programem z ekologią leśnego otoczenia. Bielany – mieszkańcy, artyści, rzemieślnicy, społecznicy – potrzebują lokalnego tygla społeczno-kulturalnego. Miejsca rozmowy, kultury, twórczej pracy, łączącego intymność leśnej samotni i miejsca spotkań. W Starej kotłowni mogliby jednocześnie tworzyć artyści i mieć swoje pracownie rzemieślnicy. Swoje siedziby mogłyby mieć tematycznie korespondujące organizacje pozarządowe, czy leśny MAL. Mogłyby odbywać się tutaj kameralne koncerty i otwierać wystawy współczesnych artystów. Bielany mogłyby mieć swój projekt „Artists in Residence”. Wszystko w ciszy. Spokoju. Bez nagłośnienia. W zgodzie z otoczeniem i jego funkcjami. Oczami wyobraźni widzę w tej przestrzeni kawiarenkę lub małą restaurację, punkt naprawy rowerów i siłownię crossfitową dla miłośników sportów na świeżym powietrzu. Na terenie mogłyby się znaleźć naturalne ogrody i miejsce edukacji ekologicznej. Stara kotłownia w Lasku Lindego oddana w ręce architektów specjalizujących się funkcjonalnym i krajobrazowym podejściu do architektury mogłaby stać się miejscem-symbolem Nowych Bielan.

Według wstępnej oceny mury budynku Starej Kotłowni są w dobrym stanie. – Michał Krasucki, stołeczny konserwator zabytków

Wizja ta zdobyła wielu sprzymierzeńców – bielańskich artystów, rzemieślników, przedsiębiorców, ekologów, społeczników, studentów i wykładowców bielańskich uczelni, przedstawicieli władz samorządowych Bielan oraz lokalnej społeczności m.in. Starych Bielan, Wawrzyszewa, Wrzeciona, Słodowca i Młocin. Jako apolityczna Bielańska Aktywistka wielokrotnie rozmawiałam z ówczesną wiceburmistrz Iloną Soją-Kozłowską, z aktualnie odpowiedzialną za kulturę wiceburmistrz Magdaleną Lerczak oraz z wiceburmistrzem Grzegorzem Pietruczukiem. Wyrazili oni poparcie dla tego projektu na bezpośrednich spotkaniach i publicznie podczas wspomnianej już debaty Genius szuka locum. Nowemu przeznaczeniu budynku i części terenu terenu sprzyjają również stołeczny konserwator zabytków Michał Krasucki, który potwierdził wstępnie dobry stan jej murów oraz władze Szpitala Bielańskiego, dla którego kotłownia jest pewnym ciężarem. Dyr. Dorota Gałczyńska-Zych wielokrotnie wypowiadała się w prasie, że z przyjemnością przyjęłaby pomysł zagospodarowania problematycznej nieruchomości. Wicedyrektor Szpitala ds. ekonomicznych Elżbieta Błaszczyk powtórzyła w rozmowie ze mną otwartość i gotowość do ewentualnej współpracy.

To dobre wiadomości, ponieważ Starej Kotłowni Szpitala Bielańskiego można i trzeba pomóc, aby nie zapadła się w końcu pod własnym ciężarem lub nie zamieniła w ekskluzywny loft – i takie były na nią pomysły. Zaangażowanie ponad podziałami jest konieczne, aby nie powtórzyła ona losu kompleksu przy Żeromskiego 17.

Czy damy radę?

Katarzyna Homan – społeczniczka i animatorka kultury, założycielka sieci Bielańskich Aktywistów, pomysłodawczyni i współ-/organizatorka wielu integracyjnych bielańskich i żoliborskich wydarzeń. W najbliższych wyborach samorządowych kandyduje z pierwszego miejsca na liście Koalicji Ruchów Miejskich do Rady Miasta st. Warszawy z okr. 5 Bielany-Żoliborz. Jej hasło wyborcze to „Przede wszystkim współpraca!”. Woli łączyć niż dzielić. I chociaż nie jest to łatwe zadanie, to już wiele razy udało jej się przeprowadzić ważne projekty ponad politycznymi i światopoglądowymi podziałami.

Co sądzisz? Skomentuj!