Biegnij babciu, biegnij – część 2

W kwietniu stała się rzecz niezwykła. Na naszym blogu pojawiła się polemika pomiędzy naszymi blogerami zażarcie dyskutującymi o kształcie i przyszłości praskiego Kamionka. Sami się zastanawialiśmy, czy oby na pewno taka forma polemiki jest dobra, ale postanowiliśmy zostawić to waszej ocenie. Natomiast pod koniec kwietnia, po opublikowaniu tekstu na temat organizacji warszawskich biegów długodystansowych sam stałem się uczestnikiem otwartej dyskusji, bo w odpowiedzi na mój tekst powstał tekst blogera z „Co mi leży na wątrobie” polemizujący z postawionymi przeze mnie tezami. W każdym razie jest bif i to nie bif blokerski a blogerski :)

Tekst „Przyjrzyjmy się tym warszawskim biegom. Polemika z Pańską Skórką”, napisany przez aktywnego uczestnika biegania przez centra miast, utwierdził mnie w przekonaniu, że biegi takie są dobrze zorganizowane, ale jedynie z punktu widzenia zawodników, a nie mieszkańców. Chociaż moje propozycje rozwiązania problemów organizacyjnych wpływających negatywnie na swobodę mieszkańców Warszawy po części były racjonalne (pkt. 1 i 2), a po części po prostu prowokujące (pkt. 3 i 4). Na szczęście rozpoczęły dyskusję, a nie poszły w próżnię, dlatego z przyjemnością odpisuję:

  1. Gdybym był politykiem i odpowiadał za sport, odpowiedziałbym: Dobrze, że ludzie mają pieniądze, i mogą jeździć do Stanów, aby pobiegać na dużych imprezach zamiast w podrzędnych warszawskich maratonach. Ja jednak jestem blogerem, któremu zależy na obu stronach konfliktu: z jednej strony doceniam warszawską modę na bieganie, a z drugiej, jako postronny obserwator, chciałbym zwrócić uwagę na to, że niedociągnięcia organizacyjne i niespójność imprez doprowadzają do zaniedbań rzutujących na życie zwykłych mieszkańców.
  2. Maratonów w Warszawie nie ma dużo i w porównaniu z największymi światowymi imprezami są niewielkie, mimo że z roku na rok ich popularność rośnie. Jednak nie mamy ani jednego maratonu, który odbywałby się zawsze w jeden konkretny dzień roku, jako ten największy. W zależności od strategii marketingowej prywatnego sponsora (który za rok może się wycofać z organizacji!) zmieniane są daty organizowanych biegów, a tym bardziej ich trasy, i w efekcie nikt w Warszawie nie traktuje ich serio poza samymi biegaczami, którzy wciąż są w dużej mniejszości w stosunku do mieszkańców stolicy.
  3. Bostoński maraton jest jeden. Podobnie nowojorski. Mają swoją markę i ludzie z całego świata czekają na dzień, w którym będą mogli wziąć w nich udział. A udział biorą przede wszystkim zawodowcy, którzy liczą na wysoką wygraną. Wszystkie maratony nowojorskie odbywają się w pierwszym tygodniu listopada, londyńskie to trzeci tydzień kwietnia, chicagowskie to drugi tydzień października (poza jednym wyjątkiem z 2012 r.), berlińskie to koniec sierpnia itd. Ponadto mają dłuższą tradycję, a większość z nich sięga nawet zeszłego wieku :)
  4. Tak, możemy w ten jeden dzień zmienić swoje plany i dostosować się do planów organizatora, gdy odbywa się to dwa lub trzy razy do roku i każdy może się tego spodziewać, tak jak wszyscy w Warszawie mogą spodziewają się w tym roku Biegu Niepodległości czy Biegu Powstania Warszawskiego. Nikt nie jest w stanie poinformować wszystkich mieszkańców stolicy, gdy bieg odbywa się w zwykłą niedziele lub tym bardziej w Niedziele Palmową, która polega na tym, że wielu warszawiaków idzie do kościołów w centrum czy na Starym Mieście poświęcić palemkę. Dlatego te największe imprezy nie powinny odbywać się np. w dniu, w którym większość warszawiaków idzie święcić święconki lub np. w zwykłą sobotę, czy niedziele, gdy jak to się coraz częściej zdarza warszawiacy odpoczywają w mieście, bo nie ma na to czasu w zwykły dzień pracy.
  5. Ustalanie trasy maratonu jest również bardzo istotne, bo można na te kilka godzin ustawić mobilne kładki, o których już wspomniałem w poprzednim tekście, albo po prostu zaplanować bieg w ten sposób, że możliwe będzie bezkonfliktowe poruszanie się pomiędzy dwoma stronami biegu. Moim zdaniem ciekawym rozwiązaniem byłby bieg wzdłuż linii metra, ponieważ przy każdej stacji znajdują się przejścia podziemne, które umożliwiają swobodne przemieszczanie się po mieście przez mieszkańców. W centrum powstałyby wtedy tylko dwa newralgiczne punkty na pl. Konstytucji i na rogu Andersa i Anielewicza, gdzie właśnie mogłyby powstać takie kładki, a samochody w ramach objazdu miałyby swobodny przejazd przez wiadukt przy dw. Gdański i przez tunel pod Rondem Jazdy Polskiej. Inna ciekawą trasą mógłby być bieg wzdłuż Wisłostrady po jednej stronie trasy, a drugą odbywałby się ograniczony ruch samochodów w obie strony. Natomiast jeśli zależy nam na bieganiu atrakcyjnym lub turystycznym wzdłuż Traktu Królewskiego to na pewno nie maratony i nie w zwykłe niedziele oraz nie w święta kościelne.

Resumując, jak najbardziej w święta narodowe (np. majowe albo listopadowe) mogą odbywać się różne biegi, które zablokują miasto na kilka godzin albo pół dnia. Wtedy większość warszawiaków inaczej planuje swój dzień. Natomiast gdy dany bieg jest prywatny i sponsor od własnego widzimisię uzależnia termin imprezy, niech albo zrobi to na obrzeżach miasta czy w warszawskich lasach (Kabaty, Kampinos, Młociny, Lasek Bielański), albo wcześniej wysłucha głosów mieszkańców, którzy chcą mieć swobodny dostęp do swoich mieszkań lub mieć swoje plany w zwykły niedzielny poranek. Ponadto rolą miasta powinno być wykreowanie tradycji biegania, która być może jeszcze nie w przyszłym roku, ale już za pięć lat będzie stanowić markę globalną. Dzięki temu nie tylko mieszkańcy Warszawy będą pamiętać, że np. 1 maja jest maraton upamiętniający wstąpienie Polski do Unii albo corocznie w pierwszym tygodniu października możemy się spodziewać Orlenowskiego/PZU/BMW maratonu, a udział w nich będzie brało 50 tys. osób. Natomiast trasa biegu powinna być przemyślana, tak aby mieszkańcy wiedzieli, jak w tym dniu mogą poruszać się po mieście.

Na koniec chciałbym bardzo podziękować za konstruktywny głos w dyskusji.

Co sądzisz? Skomentuj!