Beaujolais Nouveau est arrivé!

Moi znajomi złapali się za głowę, a chwilę potem obśmiali mnie jako ostatnie stadium bycia hipsterem i lemingiem jednocześnie, jak tylko usłyszeli, że trzeci czwartek listopada spędziłam na piciu obiektywnie kiepskiego wina wycenionego na 60 zł za butelkę, siedząc kilka godzin w chłodzie na zewnątrz lokalu, bo w środku już nie było miejsca. W sumie jak teraz czytam to wyznanie, to sama nie wiem, co takiego się stało, że to zrobiłam. Chociaż w zasadzie odpowiedź jest prosta – to świętowanie Beaujolais Nouveau anno domini 2017!

Zarówno restauracje serwujące francuską kuchnię, jak i stylizowane na lokale rodem z paryskich ulic kawiarnie od paru lat ochoczo biorą udział w świętowaniu tej fantastycznej okazji, jaką jest koniec fermentacji wina i możliwość zdegustowania aktualnego rocznika tego trunku z rejonu Beaujolais. W Warszawie próbujemy w Charlotte pod szyldem chleba i wina, gdzie do każdej zamówionej butelki dostaniemy gratis przepyszny i świeży fougasse, czyli chlebek z rozmarynem i solą, idealny do moczenia w oliwie. Gluten, tłuszcz i czerwone wino, czyli rozpusta w czystej postaci. W wersji na elegancko możemy testować Beaujolais Nouveau w Bez Tytułu na ul. Poznańskiej – tutaj odbywa się cały tasting win wraz z dyskusją ze sommelierami i szefami kuchni. Dodatkowo sklep AlterWina organizuje trzydniową imprezę w różnych lokalizacjach (m.in. Cafe de la Poste na Bielanach, Karma na Placu Zbawiciela, Heritage na Ochocie, choć szał świętowania przemieszcza się nawet do Krakowa!), a w każde z tych miejsc przygotowuje specjalne poczęstunki i atrakcje dla gości żądnych tegorocznego Beaujolais.

I wiecie, najzabawniejsze jest to, że nie znam nikogo kto by z czystym sumieniem napił się  Beaujolais Nouveau, niezależnie od rocznika, i stwierdził, że jest to dobre wino.

I wiecie, najzabawniejsze jest to, że nie znam nikogo kto by z czystym sumieniem napił się Beaujolais Nouveau, niezależnie od rocznika, i stwierdził, że jest to dobre wino. No nie da rady, zwłaszcza, że warszawscy restauratorzy wyceniają je znacznie powyżej jego wartości, często przebijawszy cenę całkiem przyzwoitych trunków znajdujących się na co dzień w karcie, stąd degustacja potrafi boleć podwójnie – na podniebieniu, i na portfelu. Czy to znaczy, że cała afera z  Beaujolais to sztuczny marketing i wciskanie naiwnym konsumentom byle jakiego produktu poprzez sztucznie wykreowaną modę na to, co francuskie?

Moim zdaniem nie. Cieszę się niezmiernie, że coraz huczniej obchodzimy w Warszawie Beaujolais Nouveau, bo to wyjątkowo autentyczne święto. Uczy ciekawości i otwartości, a także przypomina, że nawet z niezbyt udanego produktu końcowego można być dumnym i z niecierpliwością oczekiwać momentu spróbowania. Że można iść z podniesioną głową w świat mówiąc „tak, to Beaujolais na miarę naszych możliwości, my tym Beaujolais otwieramy oczy niedowiarkom! Mówimy: to jest nasze Beaujolais, przez nas zrobione, i to nie jest nasze ostatnie słowo!”. I chociaż w Polsce pod tym hasłem sprzedawaliśmy raczej słomiane misie, aniżeli wina, wierzę, że jeszcze kilka lat i też nauczymy się cieszyć z naszych wytworów, które może nie wyjdą nam idealnie, ale są nasze, a każda okazja może być dobra do świętowania. Powoli to pożądane zjawisko można zaobserwować na przykładzie rogali świętomarcińskich – dość powiedzieć, że całą Polskę ogarnia prawdziwy szał w okolicach 11 listopada, a cukiernie i piekarnie wyprzedają wówczas prawie połowę produkowanych w ciągu roku wypieków z białym makiem. Nie szkodzi, że rogale w większości przybytków poznańskich (choć nie tylko) można dostać przez okrągły rok, bez kilometrowych kolejek i w rozsądnej cenie – ważne, żeby zjeść je na dzień świętego Marcina.

Tak, to Beaujolais na miarę naszych możliwości, my tym Beaujolais otwieramy oczy niedowiarkom! Mówimy: to jest nasze Beaujolais, przez nas zrobione, i to nie jest nasze ostatnie słowo!

Można kręcić głową z niedowierzaniem, że ludzie to głupie stworzenia i kłody sobie rzucają pod nogi. E tam – cieszmy się pielęgnowaniem tradycji, osładzajmy sobie czas (zwłaszcza ten ponury listopadowy!) produktami, które najlepiej smakują właśnie w konkretne dni w roku. Nawet, jeśli nie zawsze są ambrozją, to często tworzą okazję do wyjścia z domu i spotkania w gronie znajomych.

To co, widzimy się nad kieliszkiem Beaujolais Nouveau pod adresami wspomnianymi powyżej? Jak to mawiają – Beaujolais Nouveau est arrivé!

To też może Cię zainteresować:

Co sądzisz? Skomentuj!