Bałwanek jednej nocy

Wczoraj na chwilę zrobiło się biało. Zima zawitała do miasta po raz pierwszy w tym roku. Śnieg sypał nieprzerwanie, a ludzie podchodzili do okien i patrzyli z zachwytem jak ulice znikają pod błyszczącym puchem. Uważacie, że Warszawa jest katolickim miastem? Ba, chrześcijańskim w ogóle? Myślicie, że naprawdę wierzymy w Boga? Dobrze się zastanówcie zanim odpowiecie w duchu na te pytania. Wystarczy odrobina śniegu by w bogobojnym ludzie obudziły się pradawne odruchy. Głęboko skrywane, i jeszcze silniej tłumione wypełzły na powierzchnię.

Gdy wyjeżdżałem z domu rowerem do pracy świeciło piękne słońce. Nic nie wskazywało na potężną zawieruchę, która miała nadejść przed południem. Rano cieszyłem się Warszawą bez zimy, a popołudniem przeklinałem służby oczyszczania miasta. Śnieg powoli topniał i przeistaczał się w tak charakterystyczną dla zimy w mieście breję.

Wjechałem rowerem na parking. Byłem zadowolony, że przejażdżka dobiegła końca, bo naprawdę nie dało się jechać w takich warunkach. Gdy otrząsnąłem się ze stresów podróży, zauważyłem grupkę dzieci, które dziwnie się zachowywały. Brzdące z kamienicy zebrały się silną grupą na parkingu pod drzewem.

Piątka maluchów w kolorowych puchówkach i kombinezonach narciarskich biła pokłony przed śnieżnym bożkiem. Dzieciaki ulepiły ze śnieżno-błotnej masy bałwana. Cała piątka padła na kolana przed fałszywym idolem, a ich nowym bogiem.

– Bałwanku Buli, wielbimy ciebie! Składamy ci dzięki, że darowałeś nam śnieg! Panie w przedszkolu mówiły, że zimy już nigdy nie będzie! Nie wierzymy w globalne ocieplenie! Ześlij więcej puchu, by starczyło go na śnieżną bitwę! – modliły się monotonnym jednogłosem maluchy.

Stałem jak wryty i patrzyłem.

Po skończeniu modłów dzieci oddały bałwankowi serię pokłonów i wsiadły na stojące obok sanki. W opętańczym pędzie ciągnęły się nawzajem po parkingu. Ich ślady układały się w dziwne koliste wzory, które nawzajem się przecinały. Dziecięce zaprzęgi przyśpieszały. Po kilku minutach sankowej pogoni zatrzęsła się ziemia, a wokół bałwanka Buliego pojawiła się jaśniejąca poświata.
– Jam jest panem zimy! Jam jest waszym panem! – wykrzyknął bałwan.

Dzieci momentalnie przestały jeździć. Wytrzeszczyły oczy, po czym zaczęły krzyczeć. Przerażone pobiegły do swoich mieszkań. W tle majaczyła złowrogo wieża kościoła św. Wojciecha.
Rano przyszło ocieplenie. Śnieg rozpuścił się, a po podwórkowym bałwanku nie było żadnego śladu. Biała zima sobie poszła. Nie brakowało za to błotka. Widocznie taki już los pogańskich bożków.

Napisane zostało: „Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył”. Tak, tak, dzieciaczki. Do kolejnego ataku zimy.

Co sądzisz? Skomentuj!