Autobus trojański

Lewa reprywatyzacja na kuratora? Wciskanie bloków na przyjazne przestrzennie osiedla? Uciążliwa spalarnia śmieci? A może planowany przebieg trasy S-7? Która z tych spraw jest ostatnio kością niezgody na Bielanach i prowadzi linię politycznego sporu w poprzek partyjnych i organizacyjnych podziałów? Nie zgadliście – żadna. Najgorętsza dyskusja toczy się bowiem wokół tego, czy do rezerwatu przyrody należy wpuścić autobus.

O autobusie na ul. Dewajtis (czyli – technicznie – przez środek Lasu Bielańskiego) dyskutuje się od dawna. I na razie wydyskutowano, że miałby być elektryczny, żeby było cicho, ekologicznie, z szacunkiem dla przyrody (czym dał się przekonać nawet szanowany i zasłużony ornitolog, prof. Luniak, który według doniesień mediowych zaczął pomysł popierać). I choć autobus elektryczny zamiast samochodów brzmi jak mokry sen miejskich ekologów, to po głębszym namyśle rodzi się pytanie, czy zderzenie oczekiwań z rzeczywistością nie okaże się w ostatecznym rozrachunku bolesne. Dla przyrody i dla nas.

Dewajtis to – do niedawna – dość spokojna i urokliwa uliczka. Jeszcze kilka lat temu można było na niej spotkać leśnych spacerowiczów, a nawet konną bryczkę. Prowadzi od Marymonckiej do dawnego klasztoru Kamedułów, na którego terenie obecnie funkcjonuje bielańska parafia, UKSW, Papieski Wydział Teologiczny, a także… klub, dwustumiejscowy hostel (wynajmujący przestrzenie m.in. na konferencje, wesela i bankiety), prywatny gabinet stomatologiczny, firma zajmująca się handlem nośnikami CD i DVD, dwie hurtownie farmaceutyczne – łącznie, za Panoramą Firm – 39 podmiotów, z czego spora część komercyjnych. Nic dziwnego, że z czasem na terenie zabytkowego założenia powstał wielki parking, a uczelnia (czy tylko uczelnia?) od lat zabiega o dodatkowe doprowadzenie na teren kampusu transportu publicznego. Konkretnie autobusu, który miałby kursować średnio co kwadrans z metra Słodowiec. Kiedy już lobbystom udało się uzyskać zgodę ZTM i deklarację „oddelegowania” elektrycznych (na szczęście!) autobusów, sprawa trafiła do dzielnicowych radnych i pojawiły się uzasadnione wątpliwości i pytania:

  • Po co tak właściwie autobus miałby jechać Marymoncką ze Słodowca i na większości trasy dublować funkcjonującą linię tramwajową? Szczególnie, że na niektórych trasach – np. na Białołękę – pasażerowie niemal wiszą z okien zatłoczonych autobusów i tramwajów, co w oczywisty sposób zniechęca wielu z nich do zbiorkomu i sprawia, że pozostają przy transporcie samochodowym.
  • Dlaczego – rzekomo dla zaspokojenia potrzeb studentów uczących się na (nie tak znów wielkim) kampusie w rezerwacie – autobus ma kursować co piętnaście minut? Szczególnie że już ponad 10 lat temu UKSW deklarowało stopniowe wygaszanie aktywności w Lesie Bielańskim i stopniowe przenoszenie się do nowego kampusu na Młocinach. Może ktoś już zaciera ręce, wyobrażając sobie „kameralne apartamenty”?
  • Czy – jak zwracają uwagę ekolodzy – fragment istniejącego parkingu na pewno wystarczy jako „zawrotka” dla autobusu, czy już za chwilę konieczna będzie budowa dodatkowej infrastruktury w postaci pętli (bez wycinania drzew się nie obejdzie)?
  • Czy wprowadzenie regularnych kursów autobusowych sprawi, że na Dewajtis przestaną jeździć auta? A może w domyśle autobus ma wozić studentów, a pracownicy oraz klienci i dostawcy firm bez z mian będą „bujać się” (wcale nie elektrycznymi) samochodami? A co z gośćmi organizowanych konferencji, wesel i bankietów? Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami, bo hasło „szlaban i przepustki wyłącznie na potrzeby edukacji i kultu religijnego” na razie w debacie na temat Dewajtis pozostaje tabu.
  • A może chodzi o możliwości dalszego nieskrępowanego rozwoju kwitnących w sercu rezerwatu firm? Możliwość sprawnego i szybkiego dowozu kilku tysięcy osób na dobę jest wręcz wymarzoną okazją dla przedsiębiorców prowadzących w lesie swoje interesy.

Niestety wszystko wskazuje na to, że rzekomy komfort studentów może być jedynie przykrywką dla czysto biznesowych intencji. Ptaszki zbliżone do Rady Dzielnicy ćwierkają o ostrym lobbyingu, o poświęconych wyłącznie tej kwestii posiedzeniach dzielnicowych klubów radnych PO i PiS, o tym, że linia podziału przebiega nierzadko przez środek zasiadających w radzie ugrupowań. Tylko z jakiegoś powodu najbardziej ignorowani są ci, dla których Las Bielański stanowi dobro, a nie tylko źródło dochodów – mieszkańcy i ekolodzy. Piękne, historyczne założenie przy Dewajtis zostało już oszpecone betonowymi budynkami, skutecznie zasłaniającymi zabytkową architekturę. Teraz krok po kroku jeszcze bardziej niszczony może być jeden z piękniejszych lasów w Warszawie – miejsce kochane nie tylko przez mieszkańców Bielan. A wszystko z listkiem figowym w postaci ekologicznego autobusu elektrycznego. A może to nie listek, a koń? Trojański?

Sprawy będą się ważyć na najbliższych posiedzeniach Rady Dzielnicy. Jeśli więc dobro bielańskiej przyrody leży Wam na sercu, gorąco zachęcamy do patrzenia radnym na ręce.

Przeczytaj też historię UKSW w ujęciu ekologicznym na stronach Zielonego Mazowsza.

Zdjęcie główne: Rudawka / Las Bielański; Wikimedia Commons, fot. Dariusz Kowalczyk

Co sądzisz? Skomentuj!