Apokalipsa czyli co by było gdyby ruchy miejskie wygrały wybory?

Wyobraźmy sobie, że ruchy miejskie wygrywają wybory samorządowe w Warszawie – na wszystkich szczeblach. Od dzielnic, przez Radę Miasta, po prezydenturę. Jeśli przyjąć argumenty, którymi w duchu „dwukandydackiej” narracji straszą prawicowe komitety oraz rzesze ich zwolenników, miasto czekałaby rychła zagłada!

Zaczęłoby się niewinnie, ale skutki byłyby katastrofalne – pod płaszczykiem walki ze smogiem szybko wprowadzony zostałby zakaz indywidualnego transportu samochodowego. I właśnie tak zaczęłaby się apokalipsa. Warszawiacy nie mieliby jak dojechać do pracy. Nie istniałaby możliwość dowiezienia dzieci do przedszkola. Osoby chore tkwiłyby w domach bez szans dotarcia na konsultacje lekarskie lub do szpitala. A na koniec wszyscy warszawiacy umarliby z głodu – bo samochód jest niezbędny, aby przywieźć do domu zakupy. Załóżmy jednak, że w okresie przejściowym część osób dostąpiłaby warunkowego prawa łaski jazdy czterema kółkami. Cóż z tego, jeśli z powodu likwidacji parkingów i wprowadzenia 200-złotowej opłaty za wjazd do miasta kierowcy nie mieliby gdzie zostawić aut i godzinami krążyli, generując smog. A propos smogu – ruchy miejskie wprowadzą też całkowity zakaz indywidualnego ogrzewania budynków jednorodzinnych – kto nie ma przyłącza do miejskiego ciepła, zamarznie (i nie będzie emitować CO2 do atmosfery).

Zresztą z tym transportem publicznym to też nie byłoby różowo. Wiadomo, że aktywiści są przeciwni rozbudowie metra i zamiast III, IV i V linii Warszawa byłaby skazana na obecną „siatkę” podziemnej kolejki, wspomaganą wyłącznie przez tramwaje. Dlaczego nie przez autobusy? Bo wszystkie mniejsze ulice zostałyby zamienione w deptaki z tzw. „małą architekturą miejską” wykonaną z palet i beczek. A w miejsce większych powstałyby parki – centralny i linearne. Wracając do tych deptaków – jak słusznie zauważyli tropiciele licznych afer powodowanych przez cyklistów i ruchy miejskie – niezawodnie stałyby się one „siedliskiem żulii, cuchnącym moczem i wymiocinami”.

Skoro już o cyklistach mowa – Warszawa pod rządami ruchów miejskich miałaby się stać miastem terorryzowanym przez rowerzystów. Na każdym deptaku (bo ulic już nie będzie) pojawiłyby się rowerowe kontrpasy z lewoskrętem i śluzą, na które wejście groziłoby śmiercią. I – o czym warto pamiętać – byłaby to śmierć z wyłącznej winy pieszego, który nie zachował należytej ostrożności, do której pod rządami ruchów miejskich rowerzyści nie będą w żaden sposób zobligowani. Nawet jeśli będą pijani. Bo będą. W autostradę rowerową zmieni się też obwodnica Warszawy, dzięki czemu będzie można organizować rodzinne parady mniejszości seksualnych. I odświętne Masy Krytyczne, bo te „zwykłe” będą odbywać się w każdą środę i sobotę od 10:00 do 14:00.

Ruchy miejskie zabiją też gospodarkę. Pomijając fakt, że do Warszawy nie będzie już można dojechać samochodem, a z domu do pracy i z pracy do domu każdy, niezależnie od tego, czy jest prezesem, czy szeregowym pracownikiem, będzie poruszał się na rowerze lub per pedes, ruchy miejskie zakażą też wznoszenia nowych budynków. I – oczywiście – reklamowania czegokolwiek w przestrzeni miejskiej. Jest to zresztą plan dość przewrotny, bo kiedy międzynarodowe korporacje opuszczą wreszcie Warszawę, pozostawione przez nie biurowce zostaną zasiedlone przez pracownie ceramiczne i sklepy z jarmużem. W ten sposób Warszawa wróciłaby niezwłocznie do epoki kamienia łupanego.

No i wreszcie wartości. Ruchy miejskie – to rzecz jasna – zakażą wyznawania religii katolickiej, wprowadzą obowiązkowe małżeństwa homoseksualne (także dla osób będących już w związkach heteroseksualnych) i przymusowe in vitro dla każdego. Na każdym placu i większej ulicy stanie tęcza, pod którą będą się odbywać rytualne targi śniadaniowe, przeciągające się – ku zgrozie sąsiadów – do późnych godzin nocnych. Parady Równości będą odbywały się w Śródmieściu w te dni, kiedy akurat nie będzie tam Mas Krytycznych, ale – na osłodę dla osób przywiązanych do tradycji – wszystkie socmodernistyczne osiedla mieszkaniowe, od Tarchomina po Natolin, zostaną wpisane do gminnej ewidencji zabytków.

Tak właśnie będzie, proszę Państwa.

Co sądzisz? Skomentuj!