A Ty, co zobaczysz?

Głośno jest ostatnio o nowym spocie promocyjnym Muzeum Narodowego w Warszawie, na który składają się trzy krótkie filmy z udziałem koszykarza, piosenkarki i podróżnika pod hasłem „A Ty, co zobaczysz?”. Czy produkcja ma jakieś niesamowite walory artystyczne, w moim odczuciu pozostaje kwestią zupełnie drugorzędną. W tym wypadku istotny jest wyłącznie przekaz – a ten zachęca nas do całkowitej swobody w obcowaniu ze sztuką, odzierając ją ze sztywności, do której przez lata byliśmy przyzwyczajani.

Monika Brodka przekonuje, że i w tak konserwatywnej artystycznie przestrzeni można znaleźć inspiracje dla własnej twórczości. Z kolei Marek Kamiński prezentuje najbardziej standardowe podejście do sztuki, jako nośnika historii, a tym samym dobrej nauczycielki. Z całego towarzystwa najbardziej przemawia do mnie Marcin Gortat i jego interpretacja Matejkowskiej „Bitwy pod Grunwaldem”. Porównać absolutny klasyk polskiego malarstwa do meczu koszykówki? Proszę bardzo, Muzeum Narodowe pokazuje, że nie obraża się od teraz za najbardziej nieskrępowane skojarzenia, i nie wymaga wchodzenia na sale wystawowe w kołnierzykach. Sztuka, nawet ta stanowiąca bezcenne dziedzictwo narodowe, nie musi być już niedostępna, obcuje się z nią na nowo, każdy na swój osobisty sposób.

Nowa koncepcja sztuki nie jest oczywiście tak naprawdę zupełną nowością. Muzea od dłuższego czasu stają się miejscem przystępnym, gdzie można spotkać nie tylko wycieczki szkolne i kilkoro niespełnionych zapaleńców, którzy posłuchali głosu rozsądku i ostatecznie nie poszli studiować historii sztuki.

Nowa koncepcja sztuki nie jest oczywiście tak naprawdę zupełną nowością. Muzea od dłuższego czasu stają się miejscem przystępnym, gdzie można spotkać nie tylko wycieczki szkolne i kilkoro niespełnionych zapaleńców, którzy posłuchali głosu rozsądku i ostatecznie nie poszli studiować historii sztuki. Wiedeńska Albertina, eksponująca między innymi Klimta, Rafaela czy Egona Schiele, regularnie już urządza letnie imprezy z prawdziwego zdarzenia na tarasie galerii, budzące ogromne zainteresowanie nie tylko wśród wiedeńczyków, ale także turystów. Zresztą, wcale nie trzeba wychodzić na europejskie podwórko po dobre przykłady – Muzeum Warszawskiej Pragi, pomimo stosunkowo krótkiego okresu działalności, zdążyło zorganizować co najmniej kilkanaście warsztatów, szkoleń czy spotkań, co więcej, ma na takie okazje specjalnie wyodrębnioną przestrzeń, nie mówiąc już o wspaniałym dziedzińcu z widokiem na dachy Bazaru Różyckiego, będącym wspaniałą przestrzenią na koncert. Muzeum Warszawy w ramach kursu „Szkicownik Warszawski EXTRA” uczy chętnych odpoczywać z ołówkiem w ręku, oferując podstawy rysunku w zaciszu staromiejskich kamienic. Oczywiście, najwięcej do powiedzenia w kwestii uelastyczniania form wyrazu artystycznego ma sztuka nowoczesna – dość przypomnieć, że we wrześniu w CSW można było zjeść obiad będąc częścią ekspozycji Tamam Shud [klik], ale co do zasady w przypadku większości wystaw muzeów kładących nacisk przede wszystkim na instalacje można ze sztuką obcować w sposób bezpośredni – dotykać, tarmosić, obracać, przekładać, ciągnąć.

Powiedzmy zatem, że przesłanie Muzeum Narodowego nie jest niczym nowym. Jednak jest ważne w dalszym ciągu właśnie ze względu na autora spotu promocyjnego. W tej najbardziej klasycznej formie muzealnej, wśród dzieł znanych z kartek podręczników, zyskujemy przyzwolenie do domysłów, nawet najbardziej absurdalnych skojarzeń, a może nawet przyznania głośno, że niektóre obrazy czy rzeźby z kanonu… jak mają zachwycać, skoro nie zachwycają? Wydaje się, że wszystko zmierza w dobrą stronę i liczę, że trio Gortat, Brodka i Kamiński przyczyni się do zwiększenia frekwencji w Narodowym nie tylko na wystawach czasowych, ale też na ekspozycji stałej, co by odkryć ją na nowo, tym razem zupełnie po swojemu.

Grafika główna: Muzeum Narodowe w Warszawie

Co sądzisz? Skomentuj!