6 grzechów głównych Veturilo

Warszawski sezon rowerowy powoli dobiega końca. Zapewne już niebawem nasze miejskie Veturilo najpierw znikną pod cienką warstwą śniegu, a z początkiem grudnia znikną na dobre, żeby przezimować i powrócić po kilu miesiącach na wiosnę. Ten moment wydaje mi się idealny, żeby podsumować moje przygody i przeboje z Veturilo.

Nikt nie ma wątpliwości, że system rowerów miejskich zrewolucjonizował to, jak przemieszczają się warszawiacy. Ja sam, jako osoba która mieszka na Muranowie, uwielbiam z nich korzystać. Zamiast czekać na 180, które permanentnie jest poza planem lub tramwaje na Andersa, które tak się składa, że zawsze przyjeżdżają parami, dzięki Veturilo mogę teoretycznie komfortowo podjechać w dane miejsce w 15 min.

No właśnie – teoretycznie, ponieważ wydaje mi się, że w w ok. 3/4 przypadków trudno mówić o komforcie z jazdy lub szybkości przemieszczania się. Dlatego właśnie postanowiłem przedstawić 6 grzechów głównych Veturilo. Jako, że trwają obecnie konsultacje społeczne w sprawie rozwoju rowerów, mam nadzieję że tekst będzie stanowił głos, który wpłynie na jakość korzystania z systemu.

1. Stan rowerów

Dobra – ile razy zdarzyło Wam się jechać na rowerze miejskim, na który normalnie nigdy nie zdecydowalibyście się wsiąść, w obawie o własne zdrowie? Bo u mnie niestety zdarza się to często. Do najczęstszych usterek należą niedziałające światła (przy jednoczesnym obowiązku jazdy po ulicy), odkręcone kierownice, przeskakujące przerzutki, słabo lub w ogóle niedziałające hamulce na kierownicy, siodełko, które samoistnie się obsuwa w czasie jazdy.

Wielokrotnie zdarzało mi się podchodzić do stacji z nadzieją na wypożyczenie roweru, a zastawałem same rowery z kapciami w oponach lub zepsutym łańcuchem. Zagadką wydaje mi się, dlaczego nie ma możliwości zgłaszania usterek rowerów za pomocą stacji lub aplikacji. Może ktoś odpowie mi na to pytanie?

2. Dostępność rowerów

Kolejną sprawą jest dostępność rowerów. Wracałem kiedyś późną nocą z Ronda ONZ. Przy rondzie ONZ nie było ani jednego roweru, zdecydowałem się iść na Grzybowską. Tam również mi się nie poszczęściło, więc zawędrowałem na stację pod Halę Mirowską. Rowerów oczywiście nie było, więc na Muranów wracałem piechotą. Nie wiem, jak funkcjonuje system dowożenia rowerów miejskich, ale wydaje mi się, że w czasie pór zwiększonego korzystania (ranki, wieczory, okolice UW), braki na stacjach powinny być szybciej uzupełniane. Nie ma nic bardziej frustrującego niż zamiast wsiąść w autobus, wędrować od stacji do stacji i na koniec zostać z niczym.

3. Aplikacja

Wiele razy próbowałem zwrócić rower za pomocą aplikacji, nigdy mi się to nie udało. Podobno inni mają więcej szczęście, ale u mnie aplikacja nadaje się wyłącznie do sprawdzania lokalizacji na mapie.

4. Zepsute stacje

Sytuacja 1: Pochodzisz do stacji, która jest pełna rowerów. Myślisz sobie „Ale fart, zaraz wsiądę na rower!”. Haha! Nic z tego. Na stacji wyświetla się wyłącznie numer telefonu i okazuje się, że nie da się nic wypożyczyć. Uprzejmy Pan na infolinii informuje Cię, że najbliższa stacja jest kilometr dalej. Postanawiasz iść do tramwaju. Fin.

Sytuacja 2: Podchodzisz do stacji, która jest pełna rowerów. Bierzesz rower, ale nie wyskakuje z zamka. Oczywiście stacja nie akceptuje zwrotu. Dzwonisz do miłego Pana z infolinii, który odblokowuje rower. Patrzysz na zegarek i 3 minuty na podjechanie jednego przystanku zamieniają się w 15 min stania w miejcu. Ostatecznie wybierasz tramwaj. Fin.

5. Sieć stacji

Marzy Ci się podjechanie na Powązki zostawienie roweru? Nic z tego. Chcesz podjechać komfortowo pod Polin? Musisz korzystać ze stacji przy Andersa. Główną zaletą Veturilo ma być wygoda, ale gdzie tu wygoda, skoro i tak na jakimś etapie musimy przesiadać się w autobus?

P.S. Popatrzcie również na mapę rozkładową Veturilo i powiedzcie nam – czy tylko nam się wydaje, że jedna strona Wisły jest bardziej preferowana niż druga? ;)

6.Model rowerów

Może to subiektywne odczucie (osoby, która zasuwa w te i we wte kolarzówką), ale wydaje mi się, że rowery miejskie są ciężkie, masywne. Nie mam pojęcia jak słabsi mężczyźni lub kobiety mogą sobie radzić z wciągnięciem roweru po schodach. A jako, że żyjemy w mieście stworzonym dla tunelowych szczurów, takie sytuacje na pewno się zdarzają. Naprawdę w XXI wieku nie da rady zamówić rowerów z jakiegoś wytrzymałego, ale trwałego tworzywa?

A co Wy na ten temat sądzicie? Co jeszcze można poprawić? Dajcie znać w komentarzach.

Wiemy, że czyta nas Ratusz więc nie krępujcie się :)

Co sądzisz? Skomentuj!