5 pytań do… Waldemara Czapskiego z klubu „Fugazi”

Starsi czytelnicy zapewne pamiętają, młodsi zapewne słyszeli o legendarnym klubie „Fugazi”, który na początku lat 90. mocno namieszał na muzycznej scenie Warszawy. Obecnie dzieje się to, na co sporo osób czekało bez większej nadziei – „Fugazi” ponownie otwiera swoje drzwi! Przeczytajcie, co Waldemar Czapski, który będzie jednym z gości naszego spotkania WAWx, ma do powiedzenia o historii i współczesności swojego klubu.

„Fugazi” po latach powraca na warszawską mapę klubową – serdeczne gratulacje! Jak doszło do powrotu i – to pytanie pewnie zadają sobie dawni bywalcy – dlaczego musieliśmy czekać tyle lat?

Z tym powrotem to nie będzie tak szybko i łatwo. Przerabiamy całą kosmiczną masę pozwoleń i papirologii. Mamy niesamowity lokal, który powolutku przekształcamy w takie mini centrum kulturalno–muzyczne. Przez pierwszy miesiąc uruchomiliśmy salę koncertową na kilkaset osób, wylaliśmy z betonu i masy samopoziomującej gigantyczny bar–gitarę, mamy na ukończeniu taras w kształcie pętli nieskończoności. Remonty trwają w toaletach i garderobach. Zorganizowaliśmy koncerty 25 zespołów. Pierwsze 31 dni było niezwykle pracowite.

Fot. Ewelina Zając Fot. Ewelina Zając

W 1992 zbudowaliśmy miejsce niezwykłe na warszawskiej muzycznej mapie. Graliśmy codziennie koncerty w dwóch salach (dla 2000 i 500 osób). Mieliśmy salę bilardową, mega sklep muzyczny, 14 metrowy bar w kształcie gitary i autobus wyjeżdżający ze ściany. Miejsce było otwarte 24h i młodzi ludzie przychodzili do nas ze śpiworami. Ponad 200 osób rozklejało nasze trójkątne plakaty i dilowało biletami oraz ulotkami w prawie wszystkich szkołach.

Po kilku wizytach nieproszonych „gości”, podczas których obijano nas po twarzach na klubowym zapleczu, odnalezieniu delikwentów pomiędzy fotografiami ludzi poszukiwanych za morderstwa i wysłuchaniu od prokuratora dobrej rady: „Panowie, lepiej kupcie sobie pistolety i spierdalajcie” – najzwyczajniej przestałem pasjonować się muzyką.

Atmosfera wolności i radości, jaka udzielała się wszystkim po 1989 roku, mieszała się z milicyjno–policyjno-mafijnym układem. Po kilku wizytach nieproszonych „gości”, podczas których obijano nas po twarzach na klubowym zapleczu, odnalezieniu delikwentów pomiędzy fotografiami ludzi poszukiwanych za morderstwa i wysłuchaniu od prokuratora dobrej rady: „Panowie, lepiej kupcie sobie pistolety i spierdalajcie” – najzwyczajniej przestałem pasjonować się muzyką.

Fot. Krystyna Sarnacka Fot. Krystyna Sarnacka

Jak wygląda otwieranie klubu w 2015 w porównaniu do otwierania klubu w 1992? Czy więcej jest różnic, czy podobieństw?

Właściwie same różnice. Kompletnie inne czasy. Jedyne, co się nie zmienia, to hasło wyryte na socrealistycznej rzeźbie (Pani Stefanii), która zdominowała wystrój obecnego klubu. Kobieta-posąg trzyma książki, na których wydłubany dłutem napis głosi: PRACA UŚWIĘCA CEL. Cała masa problemów jest i było – mają tylko inny charakter. Mam 48 lat i całkiem fajną opowieść o prawdziwej wolności do przekazania – w dzisiejszych zbiurokratyzowanych i zagospodarowanych czasach jest to towar dość deficytowy. O dziwo, zebrała się całkiem spora grupa wolontariuszy, którzy liczą na… sam nie wiem na co liczą. Klasycznie chcą z nami to robić.

Mam 48 lat i całkiem fajną opowieść o prawdziwej wolności do przekazania.

Fot. Szymon Starnawski Fot. Szymon Starnawski

Czy możemy liczyć, że w nowym „Fugazi” będziemy mogli usłyszeć weteranów, którzy grali u Was w latach 90, czy stawiacie na młodych wykonawców?

Zdecydowanie stawiamy na młodych. Największym sukcesem – serio NAJWIĘKSZYM jest fakt, że zaufało nam i zadeklarowało chęć wystąpienia w klubie ponad 1500 zespołów – TYSIĄC PIĘĆSET!

Oczywiście starsi będą występowali i na takie koncerty jest nieustające zapotrzebowanie. Stara gwardia klasycznie dobrze się trzyma i ma jeszcze bardzo dużo do powiedzenia.

Fot. Szymon Starnawski Fot. Szymon Starnawski

Dlaczego zdecydowaliście się na drugą stronę Wisły? Czy czujecie tam taką samą energię jak ponad 20 lat temu na Woli?

TAK!

Fot. Waldemar Czapski Fot. Waldemar Czapski

Czy w klubie, tak jak w 1992, znalazło się miejsce dla „ogórka”, a jeśli nie, to czy planujecie umieścić w lokalu jakiś zabytek komunikacji miejskiej?

Oczywiście, że się znajdzie! Mamy gitarę, trójkątne plakaty, zamontujemy świetlną kratkę i wstawimy autobus. Remont trwa. Bardzo proszę wszystkich o pomoc – odwiedzajcie Klub Fugazi i Fugazi Festival na Facebooku. Informujemy tam non stop o rozwoju wydarzeń.

Zdjęcie główne – Szymon Starnawski

Co sądzisz? Skomentuj!