10 rzeczy, które możesz zrobić dla środowiska i klimatu, mieszkając w Warszawie

Ulicami Warszawy idzie Marsz dla Klimatu, a mieszkańcy miasta coraz bardziej (realnie i z troską) interesują się sprawami związanymi ze środowiskiem i klimatem – w skali makro i mikro. Ale czy zastanawiałaś/eś się, jak wiele drobnych (naprawdę) zmian w Twoim życiu jest możliwe do dokonania „od zaraz”? I że decyzje jednej warszawianki albo warszawiaka mogą mieć naprawdę duże znaczenie?

No to lecimy:

1. Chodzenie na piechotę

Chodzenie jest super i ma same zalety. Nie zużywasz prądu/benzyny i nie generujesz spalin, ale spacer dobrze wpływa też na Twoje zdrowie i kondycję (szczególnie jeśli codziennie spędzasz osiem godzin na siedząco), no i wreszcie – pokonując ten jeden, czy dwa przystanki per pedes zamiast jakimkolwiek innym środkiem transportu, masz o wiele większe szanse, aby zobaczyć coś, co wcześniej nie zwróciło Twojej uwagi w mijanym budynku, spotkać ciekawego człowieka (albo dawno niewidzianą znajomą osobę), zaobserwować zwyczaje godowe wron albo natknąć się na ostronosa.

2. Transport publiczny (ewentualnie rower; od biedy – samochód elektryczny)

Większość Warszawy jest naprawdę świetnie skomunikowana. Autobusem, tramwajem, metrem albo SKM-ką dojedziesz dość szybko w praktycznie każde miejsce w mieście – jak wskazuje fajna, interaktywna mapa od ZTM – dla znaczącej części miasta jest to akceptowalne „pół godzinki do centrum”. Serio, nie mieszkamy w Moskwie i nie musimy tracić pół życia na dojazdy. Poza tym nie oszukujmy się – w godzinach szczytu, czyli wtedy, kiedy „komutuje” większa część warszawiaków, zbiorkom jest po prostu najszybszy (i bardzo wydajny – popatrzcie na „jednoosobowe” auta, stanowiące większość pojazdów w porannym szczycie). I – pomijając ewentualne walory zapachowe (ale i to na przestrzeni lata zmienia się na plus) – transport publiczny zdaje się być znacznie mniej stresujący niż stanie w rosnących korkach. Ważne oczywiście, aby miasto dalej rozwijało dostępność zbiorkomu, ale naprawdę nie jest z tym źle. A więc: wygodnie, bez dużego stresu, no i – co w tym przypadku najważniejsze – z realną korzyścią dla środowiska. A jeśli już koniecznie musisz jechać samochodem – wybierz ten elektryczny (carsharingowy lub taksówkę).

3. Przeprowadzka blisko pracy/szkoły

Czyli ciąg dalszy redukcji zanieczyszczeń, które emitujemy, przemieszczając się po mieście. OK, to może nie jest zmiana, której może dokonać każdy i w każdym momencie. Z drugiej strony – wiele osób wynajmuje mieszkania, albo rozważa zmianę miejsca zamieszkania. Być może warto wziąć pod uwagę nie tylko rozkład mieszkania, zieleń i architekturę, ale też czas dojazdu do pracy albo na uczelnię? Szczególnie, że naukowcy już dawno dowiedli, że idealny czas dojazdu do pracy wynosi równe 16 minut. Nie krócej – z uwagi na higienę umysłu i oddzielenie strefy prywatnej od zawodowej, ale i nie dłużej – bo z każdą minutą rośnie frustracja. A przy skali naszego miasta i wspomnianej w poprzednim punkcie dostępności transportu publicznego, 16 minut wydaje się całkiem osiągalnym wynikiem.

4. Rezygnacja z mięsa (a przynajmniej ograniczenie jego spożycia)

Przemysłowa produkcja mięsa wiąże się nie tylko z cierpieniem zwierząt, ale też z gigantycznym obciążeniem dla środowiska. Pomijając emisję gazów, deforestację pod uprawę roślin paszowych i zanieczyszczenie odpadami, niech do Twojej wyobraźni przemówi sam fakt, że Twój (mięsny) hamburger to prawie 2,5 tysiąca litrów wody potrzebnej do wyprodukowania go. A jeśli kusi Cię wysmażony wołowy stek, licz się z tym, że jeden twój posiłek „kosztował” środowisko naturalne 7 tysięcy litrów wody. I teraz przypomnij sobie katastroficzne wiadomości z ostatniego lata. A co to wszystko ma wspólnego z Warszawą? I dlaczego rezygnacja (albo ograniczenie) z mięsa nie jest u nas żadnym „bigdilem”? Otóż mieszkamy w mieście skrajnie przyjaznym weganom. Liczba lokali gastronomicznych, które serwują wyłącznie dania roślinne, przekroczyła już 70 (z wegetariańskimi i „vegan friendly” idzie to w setki), a Warszawa regularnie trafia do czołówek światowych rankingów miast przyjaznym weganom. Dzień, dwa, trzy bez mięsa – na dobry początek – nie są więc absolutnie żadnym wyrzeczeniem, a wręcz – razem z recenzentami Smacznej Skórki – możesz trzymać rękę na pulsie warszawskiej gastronomii.

5. Oszczędzanie jedzenia

Skoro już o jedzeniu mowa – produkujemy go bardzo dużo, zużywając ogromne ilości zasobów naszego środowiska (nie zapominajmy także o transporcie), ale konsumujemy tylko część. Dlaczego reszta ma się marnować? Domowe nadwyżki możesz zanieść do najbliższej jadłodzielni, a nadmiarowe jedzenie z restauracji lub sklepu… kupić taniej, albo nawet dostać za darmo – np. korzystając ze specjalnej aplikacji pozwalającej na kojarzenie „nadmiarowców” z „głodnymi”. Więcej o tym w niedawnym artykule red. Chjeny.

6. Segregowanie śmieci

Odpowiednia segregacja śmieci ma ogromne znaczenie. I choć część z nas klnie na niedawne zmiany (zależnie od tego, w jakich dzielnicach mieszkamy, przekleństwa mają różną, zależną od harmonogramu wywozów, częstotliwość), coraz lepiej segregujemy śmieci, przygotowując je do późniejszej obróbki. Ale nadal bardzo często zdarza się, że w kontenerze na papier ląduje worek z obierkami, a w „szkle” – plastikowe torby. Zwracajmy uwagę na to, co i gdzie wyrzucamy, nasze 5 minut na „uporządkowanie” śmieci przed wyrzuceniem naprawdę ma znaczenie. I jeszcze hint: zgniatanie plastikowych i papierowych opakowań wpływa na wolniejsze zapełnianie się pojemników. Rzecz niby oczywista, a wiele osób w ogóle o tym nie myśli.

7. Rezygnacja z folii i plastiku

Trend ostatnich lat – w Warszawie coraz łatwiejszy do zaimplementowania. Choć coraz więcej lokali gastronomicznych rezygnuje ze słomek (gorzej idzie im z plastikowymi kubkami), to foliówki wciąż trzymają się mocno. Starają się z tym walczyć aktywiści promujący torby papierowe (o zaletach i wadach tego rozwiązania przeczytasz tutaj), ale decyzja jest tak naprawdę w Twoich rękach. Zanim na Twoim ulubionym stoisku z warzywami zapakują Ci pomidory w foliówkę, możesz zaskoczyć sprzedawcę własnoręcznie wykonaną, wielorazową torebką ze starej firanki. Zamiast owijać kanapkę w folię spożywczą – naucz się robić „woskowijki” na warsztatach blisko Twojego domu. A zamiast pakować zakupy spożywcze w wielką foliową torbę za złotypisiąt, weź ze sobą materiałową wielorazówkę, lub zorientuj się, który z okolicznych sklepów oferuje tzw. „bumerangi”, czyli materiałowe torby, które można zabrać ze sobą i przynieść przy innej okazji.

8. Kranówka

Ciężko mi pojąć, dlaczego w mieście, w którym woda z kranu spełnia wszelkie możliwe normy, każdy sklep oferuje dziesiątki rodzajów wody butelkowanej – w plastiku. Albo dlaczego taką wodę serwuje się w restauracjach (nawet tych, które rezygnują ze słomek). Ale zamiast próbować zrozumieć absurdy, zaopatrzyłem się w wielorazową butelkę, którą noszę ze sobą – na spacer, wycieczkę, siłownię i uzupełniam zapas smacznej, świeżej wody zupełnie za darmo. Dla osób obawiających się, że jakość kranówki nie jest aż tak dobra, jak się mówi na mieście, dostępne są także przenośne butelki z filtrami węglowymi.

9. W kierunku zero waste – po co tyle wyrzucać i kupować?

Jeśli chcesz ograniczyć rozbuchany konsumpcjonizm i boli Cię, że kupujesz rzeczy, które nie zawsze są Ci potrzebne (a przynajmniej nie są potrzebne nowe, błyszczące i zapakowane w plastik), rozważ zapisanie się na jedną ze „śmieciarkowych” grup na Facebooku – to miejsca, które łączą osoby chcące się czegoś pozbyć (i niekoniecznie wyrzucać rzeczy dobre/sprawne do śmieci) oraz te, które poszukują. Ubrania, meble, sprzęt elektroniczny (często w dobrym stanie), płyty, książki – to wszystko możesz mieć za darmo. Albo pozbywać się, nie obciążając środowiska. Skoro już o książkach mowa – stare, dobre biblioteki osiedlowe nadal funkcjonują i możesz tam dostać także najnowsze wydania popularnych serii kryminalnych. W niektórych z nich działają także mediateki, gdzie czekają na Ciebie płyty CD, DVD i winyle. Wystarczy tylko nieco się rozejrzeć.

10. Szanuj zieleń

I bezpośrednio (nie łam, nie depcz, nie śmieć w lesie), i pośrednio. Jeśli niepokoją Cię nagłe wycinki – interweniuj. Jeśli wiesz o niecnych planach inwestorów większych lub mniejszych – powiadamiaj ludzi, którzy będą „awanturować się” do skutku. Zakładaj ogrody społecznościowe (albo korzystaj z ich dobrodziejstw), czerp radość z dzikiej zieleni w mieście (i broń jej, jeśli możesz), nie koś przesadnie trawników (po co w ogóle to robić?). Warszawa i tak ulega betonizacji w tempie zastraszającym. Zamiast przykładać do tego rękę, możesz podnieść ją, aby powstrzymać negatywne zmiany – nawet wyłącznie w swoim bardzo bezpośrednim otoczeniu (podwórko, osiedle, spółdzielnia). To już coś.

Co sądzisz? Skomentuj!