10 mitów przedwyborczych

Choć terminu wyborów samorządowych jeszcze nie ogłoszono, to kampania-nie-kampania trwa w najlepsze. Rafał Trzaskowski odbył ponad 100 spotkań, Patryk Jaki, mimo ministerialnych i komisyjnych obowiązków, nie ustępuje mu pola w tej materii. Jan Śpiewak dogadał się z Razem i Inicjatywą PL, MJN ogłosiło prawybory z trójką kandydatów. Słowem – przedwyborcza walka w pełni. I chyba ta kampania, której jeszcze nie ma, już jest najostrzejszą do tej pory, a ilość niedomówień lub wręcz kłamstw, które pojawiają się ze wszystkich stron, przyprawia o zawrót głowy. No to lecimy z 10 przedwyborczymi mitami. Oraz odrobiną prawdy na końcu wpisu.

Mit 1: Śpiewak to brunatny ziomek Kukiza

To jeden z najpopularniejszych ostatnio kampanijnych szlagwortów. Powtarzany z namiętnością przez wszystkich, których (nadal potencjalna) kandydatura Jana Śpiewaka drażni albo którzy się jej boją. Faktem jest, że przedstawiciele „antysystemowej” partii Pawła Kukiza ciepło wypowiadali się o antysystemowym kandydacie. Choć antysystemowość – prawdziwa lub w cudzysłowie – to jedyne, co ich łączy. Niestety sam Śpiewak, zamiast szybko odciąć się od nieciekawego, chwilami brunatnego, towarzystwa, wpadł w pułapkę politycznego nowicjusza (jednak!) i w pierwszym odruchu zadeklarował, że w sumie to z tym Kukizem coś by się dało zrobić dla miasta (zapewne w imię zasady „wszyscy przeciwko PO-PiS”). Kiedy jednak przyszła nieco spóźniona refleksja, wycofał się swoich niefortunnych deklaracji. Ale „gęba” pozostała. I nie zejdzie tak łatwo, choć po nawiązaniu przez Śpiewaka formalnej współpracy z partią Razem, politycy K’15 zmienili front o 180 stopni, a i samą ostateczną polityczną decyzję lidera WMW trudno odbierać jako deklarację sympatii do towarzystwa Pawła Kukiza, nawet jeśli ten ostatni „już przebolał wizerunki Karola Marksa na koszulkach Adriana Zandberga”. Faktem jest jednak, że jeśli Jan Śpiewak, którego trudno nazwać doświadczonym politycznym wyjadaczem, znowu coś chlapnie, to ponownie może się zrobić bardzo „ciekawie”.

Mit 2: Śpiewak to komunista i wprowadzi 80% podatki miejskie

Kukiz wizerunkowo nie bardzo jednak Śpiewakowi przypasował, to Jan poszedł z Razem. Z Zandbergiem w koszulce z Marksem. Oraz z IP i Zielonymi. To wszak prosta droga do przymusowej komunizacji Warszawy, zakazu ruchu samochodowego w mieście, pomników Engelsa na każdym placu i do 80% podatków od mieszkańców. Trochę absurd? A kto by się tym przejmował. Jestem daleki od sympatii do Razem, ale przedstawione w czasie debaty #BitwaWarszawska2018 pomysły tej partii na Warszawę mocno pokrywały się z tym, co proponują inne ruchy lewicowe i progresywne… i nie tylko (patrz punkt 5). Powiedzmy sobie szczerze – o ile Jana Śpiewaka trudno nazwać „faszystą” (nawet po nieszczęśliwym zamieszaniu z kukizowcami), a jego deklarowane poglądy plasują go zdecydowanie bliżej lewej strony sceny, to po jego ewentualnej wygranej w wyborach Warszawa nie stanie się nagle socjalistyczną utopią. A nawet gdyby wspierające go środowiska bardzo by tego chciały, to jest to proces wymagający wielu kadencji. Zresztą chłodne wypowiedzi Barbary Nowackiej wskazują, że w lewicowej koalicji też nie wszystko jeszcze zostało dogadane na 100%.

Mit 3: Miasto Jest Nasze współpracuje z PO

Taką kuriozalną myślą podzielił się ostatnio z wyborcami Patryk Jaki. O ile wiele elementów jego kampanii należałoby (z perspektywy socjotechnicznej) pochwalić – wystarczy wspomnieć choćby o zawłaszczeniu tematu reprywatyzacji (props dla PiSowskich spin-doktorów za pomysł, samo wykonanie, ze wsparciem całej państwowej machiny propagandowej to już był pikuś) – to tu pan Patryk poleciał po bandzie. Teorie spiskowe zawsze na propsie, ale publiczne oznajmianie, że „Miasto Jest Nasze od dawna współpracuje z Platformą Obywatelską”, to jednak zbyt duży poziom abstrakcji nawet dla nas.

Mit 4: Rozpoznawalność kandydata/ki Ruchów Miejskich dla Warszawy, wyłonionego/j w wyniku prawyborów będzie wyższa niż 0,3%

Koalicja pod egidą MJN to bardzo dobry krok w kierunku konsolidacji ruchów miejskich przed wyborami. Szkoda tylko, że z szerokiego frontu „ruchomiejsko-lewicowo-ekologicznego”, na który można było mieć nadzieję kilka miesięcy temu, zupełnie nic nie wyszło (patrz punkt piąty) i mamy dwie kopiące się po kostkach frakcje. No i mieliśmy też obietnicę doświadczonego, rozpoznawalnego kandydata z ramienia MJN. Takiego, wiecie, męża opatrznościowego (lub małżonki opatrznościowej) Warszawy. Tymczasem w duchu demokratycznym koalicja ruchów miejskich ogłosiła prawybory, do których zgłoszono troje kandydatów. Całą trójkę znamy, szanujemy i szczerze jej kibicujemy, ale powiedzmy sobie szczerze – ani p. Skubida, ani p. Glusman, ani p. Łuczak nie są osobami, które mogłyby skutecznie zawalczyć o rząd dusz w stolicy i o najwyższy urząd w mieście. Wygląda na to, że MJN i stowarzyszenia lokalne całkiem odpuściły walkę o poziom wyższy niż rady dzielnic.

Mit 5: W Warszawie będzie druga Barcelona

W Warszawie nie będzie drugiej Barcelony: klimat nie ten, morza nie ma, krajobraz bardziej płaski, a przywoływany kilka miesięcy temu przez MJN przykład sukcesu na wzór Barcelona en Comú rozmył się w nadwiślańskiej mgle. W skrócie – chodziło o sojusz ruchów miejskich ze wsparciem środowisk lewicowych, ekologicznych i progresywnych. W czasie zorganizowanej przez nas debaty #BitwaWarszawska2018 nieśmiałe ukłony w stronę takiego centrolewicowego porozumienia czynił nawet Paweł Rabiej, wówczas jeszcze potencjalny kandydat .Nowoczesnej na prezydenta Warszawy. Niestety już nawet sami pomysłodawcy i główni inicjatorzy tego masterplanu, wycofują się z niego, a zamiast sojuszu jest wojenka: Ruchy Miejskie dla Warszawy podgryzają Śpiewaka, Śpiewak odgryza się Ruchom, a .Nowoczesna została skonsumowana jako przystawka Platformy, z dużym przyklaskiem uszami mediów tradycyjnie wspierających partię „obywatelską”. Kurtyna.

Mit 6: Trzaskowski to nowa jakość w warszawskim ratuszu

Jak bardzo by się pan Rafał nie starał przekonać warszawiaków, to po prostu nie ma takiej opcji. Wygrana Trzaskowskiego będzie jednoznaczną kontynuacją dotychczasowej linii PO. Z jej zaletami i wadami. A że te drugie w ostatnich latach znacząco przeważały, warto pamiętać, że niechęć warszawiaków nie jest kierowana li tylko w kierunku kończącej kolejną kadencję pani prezydent, a do całej bandy tłustych kotów z polityczno-deweloperskiego ogródka. W razie wygranej kandydata PO możemy zapomnieć o ostatecznym rozwiązaniu trapiących Warszawę afer, o jakichkolwiek progresywnych rozwiązaniach (czy to w temacie transportu publicznego, urbanistyki, czy ekologii). Jak śpiewał klasyk, „będzie nadal tak jak jest”. Tylko mieszkańcy osiedla Stokłosy będą mieli częściej okazję usłyszeć, że przynależą do Kabat.

Mit 7: Albo Trzaskowski albo Jaki

To ulubiona narracja polityków PO (ci jeszcze czasem dorzucają urocze osobiste wycieczki) oraz sprzyjających partii dziennikarzy i publicystów. Środowiska bliższe PiS trzymają twardo linię „tylko Jaki”. Prawda jest jednak taka, że dopóki w Polsce odbywają się (jeszcze) wolne i demokratyczne wybory, dopóty piłka w grze. I choć sam niedawno pisałem na PS o tym, gdzie jesteśmy, z dużym sceptycyzmem podchodząc do szans któregokolwiek kandydata spoza duopolu PO-PiS, to należy pamiętać, że wiele jeszcze może się wydarzyć, a ta zakonnica, która kręci się na pasach przed samochodem Trzaskowskiego, ma jeszcze parę koleżanek. Oraz być może doczekamy się konkretnego i realnego programu kogoś spoza faworyzowanej przez jedną lub drugą stronę mediowej sceny dwójki. Czas pokaże.

Mit 8: Śpiewak odda głos na Jakiego w drugiej turze

To właściwie ciąg dalszy punktu 7. Te same osoby, ta sama narracja: Trzaskowski albo Jaki, ewentualni inni kandydaci to strata głosu, a Śpiewak w drugiej turze zagłosuje na Jakiego (albo odda głos nieważny, co w zasadzie na jedno wychodzi). Do tego nowy wątek – imputowanie kandydatowi WMW współpracy z redakcją pewnego prawicowego medium, które wykorzystało w swojej reklamie cytat z jego wypowiedzi. Choć Śpiewak wyraźnie mówi, że w razie gdyby w drugiej turze spotkali się reprezentanci PiS i PO, zamierza oddać głos nieważny, a w kwestii reklamy oświadczył publicznie, że cytat został wykorzystany bez jego zgody, to… patrz punkt siódmy (i trochę pierwszy). W każdym razie najwyraźniej demokracja w rozumieniu PO polega na tym, że w ewentualnej drugiej turze należy koniecznie głosować na Trzaskowskiego. Jeśli ktoś, z jakichkolwiek powodów, ich kandydata nie popiera (nie będąc jednocześnie wyborcą kandydata PiS), to i tak… „zagłosuje na Jakiego”. No chyba, że wybory w takiej konfiguracji wygra Trzaskowski. Wtedy inni nieprzychylni Śpiewakowi będą mogli powiedzieć, że to przecież jego wina, bo oddał głos nieważny. Po co ta paranoja? Prawo do oddania głosu nieważnego jest nadal (mimo pewnych interesujących ruchów partii rządzącej) jednym z przywilejów wyborcy, który nie musi wybierać „między dżumą a cholerą”. A poziom „dyskusji” w kanałach społecznościowych powiązanych z PO jest już tak niski, że robi się autentycznie słabo (klikacie na własną odpowiedzialność).

Mit 9: Jaki zmieni Dworzec Wileński na Dworzec Smoleński

A na każdym skwerze stanie pomnik Lecha Kaczyńskiego. Raczej nie stanie – prawdopodobnie na dwóch „państwowych” się skończy. Ale stanie de-dekomunizacja, stanie miejski program in vitro, nie będzie wsparcia dla inicjatyw równościowych (choć akurat obecna ekipa idzie tu mentalnie z PiSem ramię w ramię). Prawdopodobnie w mieście pojawi się więcej tzw. wyklętych – jako patronów ulic, placów i urzędów. A poza tym nie zmieni się wiele – nadal rządzić będzie dewelopersko-polityczna klika, bo PiS i PO pokazały, że mimo pozornych, plemiennych różnic, w najważniejszych dla siebie sprawach, takich jak wieżowce w historycznej części Śródmieścia, potrafią zapomnieć o wszystkich podziałach.

Mit 10: Jaki nie wygra w Warszawie, bo Warszawa to otwarte miasto i ostoja liberalnych wartości

Tylko, że nie. Warszawa już pokazała, że jest w stanie wybrać PiSowskiego prezydenta, są dzielnice, w których poparcie dla partii-wcale-nie-kojarzonej-ze-stolicą jest tradycyjnie wysokie. Nie ma co siedzieć w bańce (nieważne, czy to bańka Miasteczka Wilanów, czy hipsterskiej kawiarni) i łudzić się z jednej strony dobrą frekwencją na antyrządowych protestach lub Paradzie Równości, z drugiej – deklarowanym wysokim poparciem dla ruchów lewicowych (szczególnie wśród młodszych wyborców). W Warszawie można dostać w dziąsło w tramwaju za mówienie po niemiecku, można zastać brzydkie rzeczy wymalowane na murze kamienicy, można przedzierać się przez tłum postawnych chłopaków w koszulkach z tzw. wyklętymi. Tymczasem kandydat PiSu zbiera to co najlepsze z programów prawie wszystkich oponentów: reprywatyzacja, program socjalny, a nawet deklaracje utrzymania Okęcia, wbrew linii rządowej (patrzcie, jaki niezależny!), puszczanie oka to w jedną, to w drugą stronę. Można powiedzieć, że czysta demagogia, ale wygląda na to, że to działa.

PS to prawda:

To nie wszyscy (przyszli) kandydaci!

Rzeczywiście. Problem polega na tym, że – brutalnie mówiąc – reszta to plankton. Albo będący Trzaskowskim-HGW-bis, albo kuriozalny, albo osiągający 0,01% rozpoznawalności każdego z kandydatów/ek MJN-u i towarzystwa. Oczywiście szanuję chęć zmieniania miasta i nie odbieram nikomu prawa do kandydowania w wyborach, ale czarnego konia wśród reszty chętnych do stołka raczej się nie spodziewam.

Kandydatki MJN mają zabawne nazwiska

Jaki też. Kaliszewski pewnie również. Żarty z nazwisk są generalnie słabe, a w przedwyborczej dyskusji pojawiają się coraz częściej. Pani Justyno, pani Aneto, akurat tę kategorię kampanijnego hejtu śmiało puśćcie tam gdzie jej miejsce. ;)

Trzaskowski i Jaki to to samo

Tak. Obaj są kandydatami de facto konserwatywnych ugrupowań. Obaj będą konserwować (pun intended) obecny układ ratuszowo-biznesowy. A to, że jeden palił trawę, a drugi chodził w dresie, niczego tu nie zmienia.

Jak wygra Trzaskowski to nic się nie zmieni

No może tyle, że prezydent udzieli oficjalnego patronatu kolejnej Paradzie Równości. A poza tym potencjalna wygrana Rafała Trzaskowskiego oznacza kontynuację dotychczasowej linii, układów i synekur w mieście.

Wybory są ważne

Nawet bardzo! I w pierwszej turze wyborów prezydenckich – sorry – nie ma to tamto, że kandydaci się nie podobają. Akurat wybór jest bardzo duży i dla każdego, od lewa do prawa, ktoś się znajdzie. Ewentualne oddanie nieważnego głosu w drugiej rundzie to osobna historia. Natomiast wybory na poziomie rady miasta i rad dzielnic to jeszcze inna bajka – pamiętajcie, że wygrana danego kandydata/tki w wyborach prezydenckich nie oznacza, że nagle całe zło, z nim/nią kojarzone spłynie na poziom Waszych podwórek. Zobaczcie, kto ubiega się o stanowiska w Waszych dzielnicach, wybierajcie mądrze, szukajcie ludzi naprawdę zaangażowanych w lokalne społeczności – tu partyjne barwy na szczęście jeszcze nie są tak istotne!

Co sądzisz? Skomentuj!