Zwycięstwo, porażka, krew i walka #PiłkarskaŚroda[czwartek]ZeZłym

Rekordowy wynik męskiej drużyny oraz przelew Złej krwi na grochowskim Wembley. Obie drużyny Złego rozegrały kolejne zawzięte, emocjonujące mecze. Panowie roznieśli PKS Radość, panie w meczu na szczycie uległy załodze z  Baboszewa.
[Zdjęcia – dla cierpliwych – na dole]

Gościnnie dla Pańskiej Skórki: Zły Reporter

Orlęta Baboszewo – AKS-Zły (panie) , 1:2

AKS-Zły (panowie) – PKS Radość, 8:1

Drugi skład radosnych parafian skazany na porażkę

To był gorący weekend! Najpierw w sobotę odwiedziły nas rezerwowy Parafialnego Klubu Sportowego Radość. Dwójka PKSu to raczej młodzież i okupuje dół tabeli, choć, jak zapewniał jeden z naszych piłkarzy, być może są to są i ministranci, ale na pewno nie kelnerzy. Rankiem pierwszy zespół Radości rozgromił w A-klasie Snajpera Sośninka 5:1, więc parafianie z animuszem przystąpili do meczu z nami. I początek gry istotnie nie zapowiadał tego, co nastąpiło potem, bo pierwsze minuty były dość nerwowe, i zanim ZŁY wszedł w mecz, musieliśmy chwilę poczekać. Potem rozsypał się jednak worek z bramkami, najpierw Elias skompletował hattricka, gdzie szczególnie trzecia bramka była wyjątkowej urody. Jeden z kibiców dostrzegł w niej elementy rozegrania w stylu „tiki-taka”, bo piłka jak po sznureczku dotarła finalnie do naszego snajpera, który soczystym strzałem umieścił ją w samym okienku. Jakby się zastanowić, to nawet podobny do Messiego ten nasz Elias. W dodatku nieustępliwu, więc zanim się zorientowaliśmy doszliśmy do stanu 5:0, kiedy strzelać zaczęli w końcu inni zawodnicy: Szymon Lewandowski, Krzysztof Kawałowski z karnego oraz Kamil Pólrola. Zwłaszcza strzał Pólroli mógł sie podobać, z ponad 30 metrów posłał kozłującą piłkę przy słupku. W slangu bramkarzy, jak objaśnił nam po meczu Łukasz Sałkiewicz, taki strzał nazywa się po swojsku „taś tasiem”. Piłka tego dnia ewidentnie na taś-taś parafialnego bramkarza nie reagowała, przez co odnotowaliśmy – najwyższy w historii meczów oficjalnych męskiej drużyny – dorobek 8 trafień po stonie Złego.

Młodzi, ambitni rywale odpowiedzieli jednym golem, bardzo ładnym, bo lob nad bramkarzem z dalekiej odległości mógł się podobać szmuleckiej publiczności, która radośnie pożegnała Radość oklaskami oraz standardowym już okrzykiem „dzięki za walkę, PKS dzięki za walkę“. Szacunek do rywala i fair play to w ZŁYM nie są tylko czcze obietnice. Piękna to była sobota, pogoda wprawdzie rozleniwiła kibiców i na trybunach notowaliśmy już w tej rundzie lepsze wyniki, ale nowy bębniarz sprawił, że doping wychodził całkiem źle, czyli dobrze.

Krwawo w Skaryszaku, awans odjeżdża do Baboszewa

Ale wszyscy oczekiwali niedzieli, bo w parku Skaryszewskim, gdzie bujają pierwsze kapustniki, a w pobliskim Uroczysku bzykają sobie pszczółki Bractwa Bartnego, nasza żeńska drużyna podejmować miała zespół liderek z Baboszewa by ostateczni ustalić, kto w tym sezonie będzie lepszy i awansuje do kobiecej III ligi. Taś Taś Taś awansie, chodź do nas… Trybuny się zapełniły i obok ponad setki ZŁYch obecna była też głośna grupa Baboszewian. Takiej publiki nie mają mecze żeńskiej ekstraklasy! Flagi, bębny i śpiew przez cały mecz to był nasz cel. Chcieliśmy choć trochę zrekompensować naszym zawodniczkom brak 3 kluczowych piłkarek pierwszej jedenastki. Dzida to nasza najlepsza egzekutorka i niestety jej absencja to jednak wielkie osłabienie… Choć warto wspomnieć, że jako Zły preferujemy zespołowość, zgranie i wspólnotę drużyny, nad walory indywidualne. Tego dnia widać było świetnie, że dziewczyny – jedna za wszystkie, wszystkie za jedną – placu łatwo nie oddadzą. Stawkę meczu dało się wyczuć, i pomimo że wiatru nie było, to huraganowe ataki szły raz na wschód, raz na zachód, bo tu, ciekawostka architektoniczna, boisko boczne Drukarza w odróżnieniu od większości boisk piłkarskich w Warszawie, nie jest ustawione w osi północ-południe, jeno prostopadle do Wisły. Mecz odbywał się jednak przy jupiterach, o godzinie 20, więc o tym, by kogoś raziło słońce, nie było mowy. Więcej z gry w pierwszej połowie miały baboszewskie Orlęta, które groźnie strzelały sam na sam, potem trafiły w słupek. Hej, niewykorzystane sytuację się mszczą, mawiał przecież Dariusz Szpakowski. Ale innym znowu razem mówił znowu, że co się odwlecze to nie uciecze… I taki scenariusz niestety zgotował nam sędzia, który po faulu na Baboszewiance bezlitośnie wzkazał na wapno w doliczonym czasie pierwszej połowy, a karnego na bramkę zamieniły rywalki i schodziły do szatni z jedno bramkową zaliczką.

Co się działo w drugiej połowie, to już trudno jest opisać. Na boisku box to box, jak mawiają w ojczyźnie futbolu, albo coast to coast jak mówią w ameryce. Na trybunach doping na stojąco. Zawodniczki nie odstawiają nóg, kości trzeszczą, widać że mecz jest o wielką stawkę, co chwila interweniuje nasz maser. Niestety, w tych napiętych warunkach, jedna z naszych piłkarek poturbowana pada na skaryszewską murawę, sędzia nie dopatruje się przewinienia i puszcza grę, a Orlęta podwyższają na 2:0. I wówczas doping wzmaga się jeszcze bardziej, a na boisku dziewczyny przyciskają zdecydowanie i w oblężeniu pod bramką, po serii dobitek, wciskają kontaktowego gola. Piłka na koło, gramy do końca. Jak wszyscy stali, to teraz już chyba weszli w stan lewitacji, pieśń się niosła po całym Skaryszaku, niestety przez 4 dodatkowe minuty nie udaje się nam wyrównać. Orlęta Baboszewo świętują praktycznie pewny awans, nasze dziewczyny długo rozmawiają ze sobą w kręgu. My śpiewamy, gratulacje dla Baboszewa, wsparcie dla naszych. W przyszłym roku walczymy o awans już z pozycji faworytów, a nie beniaminka! To był nasz pierwszy rok w grze o stawkę, a drużyna z meczu na mecz grała coraz lepiej. Także głowy do góry!

Gramy dalej!

W najbliższą sobotę zapraszamy za miasto wesprzeć żeńską drużynę, która rywalizuje korespondencyjnie z WAPem o drugie miejsce w tabeli. Mecz w Łochowie (ul. Łochowska 20a) w sobotę, o godzinie 13:30.

Dużo trudniejszy rywal czeka na naszych chłopaków – KS Glinianka jest wprawdzie 3 miejsca i 8 punktów za nami w tabeli, ale jesienią na naszym boisku musieliśmy uznać wyższość tej sympatycznej drużyny. Rewanż, w którym nikt nie dopuszcza innego scenariusza niż zwycięstwo, odbędzie się w Karczewie, w niedzielę, o 15:30. Do Otwocka można się łatwo dostać na miejskie bilety SKM, a potem spacerem czy rowerem, wspaniały to jest w każdym razie plan na zwieńczenie weekendu. Do zobaczenia!

Komentarze

komentarzy