Zbuduj, a przyjdą. Rozmowa z Marcelem Andino Velezem z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

Spotkaliśmy się na Pańskiej 3. Przez szybę widać było pustą przestrzeń po Emilce. Z Marcelem Andino Velezem, zastępcą dyrektora Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie rozmawialiśmy o muzeum, które było, jest i będzie. I jeszcze o kilku innych rzeczach.

Mateusz Kaczyński: Siedzimy w Emesenie na ulicy Pańskiej. Co zostało tu jeszcze z Emilki?

Marcel Andino Velez: Po Emilce nie został praktycznie żaden ślad poza łącznikami budynku, które wiszą tu jak rękawy na lotnisku. Nie do końca wiemy, co właściciel planuje, bo są one niczyje. Nie są ujęte w żadnych dokumentach. Z tego co wiemy z doniesień poczty pantoflowej właściciel planuje w porozumienie z miastem je rozebrać. Nie wiadomo kiedy. Teren został zabezpieczony, dospawano kolumny, a rękawy wiszą. Boimy się trochę czy nie są zagrożeniem. Prawdopodobnie w ciągu najbliższych miesięcy znikną. Po Emilii zaś, co widać z wyższego piętra została dziura w ziemi. Zakryto ją blaszaną konstrukcją przypominającą dach stodoły i nic tam w tej chwili się nie dzieje. Na Pańskiej 3 działa dalej kawiarnia, księgarnia i sala wystawowa, w której przygotujemy w tym roku jeszcze trzy wystawy. Od przyszłego roku będzie działała jednak tylko jako audytorium. Muzeum nad Wisłą jest wspaniałe, ale ciężko tam jest z audytorium. Program wydarzeń towarzyszących jest bogaty. Na Pańskiej 3 będą odbywały się właśnie on, a w Muzeum nad Wisłą zostaną wystawy.

Widok na blok przy Pańskiej 3, w którym odbyła się rozmowy. Niestety z już nieistniejącego gmachu Emilii. (fot. MSN). 

Odnoszę wrażenie, że muzeum wraca do pierwotnej fazy działalności – miejsca, które wisi w wirtualnej przestrzeni i organizuje wystawy w rożnych miejsca. MSN znajduje się w obecnie w wypożyczonym lokum.

Tak jest od początku. Muzeum nigdy nie miało stałej siedziby i zawsze było opowieścią o tym, co dopiero będzie. Muzeum to obietnica, która wisi nad nami od wielu lat, a ciągle się nie spełniła. To nasza cecha charakterystyczna, która odróżnia nas od innych instytucji. Jesteśmy ciągle w procesie tworzenia się i redefiniowania.

Chce pan powiedzieć, że prowizorka jest najtrwalszym rozwiązaniem?

Trudno powiedzieć. Na to wygląda. Chcielibyśmy wreszcie przejść przez to Morze Czerwone i dojść do Ziemi Obiecanej w postaci budynku na Placu Defilad, ale widocznie tak musiało być. Muzeum zostało założone prawie 12 lat temu w marcu 2005 roku. Siedziba miała być wybudowana według początkowych planów w 2010 roku. Potem, że na Euro w 2012, później w 2014, aż wreszcie naszą nową datą jest 2021 rok. Przypuszczamy, że później już nie będzie. Sytuacja przypomina trochę lotnisko w Berlinie.

Tam budowa stoi od wielu lat…

To historia trudności z modernizowaniem naszego kraju. Tak ważna i symboliczna inwestycja w takim miejscu musi po prostu dojrzeć. Mamy wrażenie,  że proces dojrzewania jest trochę naszym udziałem, a częściowo jest od nas niezależny.

Muzeum to obietnica, która wisi nad nami od wielu lat, a ciągle się nie spełniła. To nasza cecha charakterystyczna, która odróżnia nas od innych instytucji.

A propos dojrzewania, po wizycie w Muzeum nad Wisłą odniosłem wrażenie, że znakomicie wpisuje się ono w odradzające się nadwiślańskie bulwary. Zajmuje ważne miejsce w ciągu miejsc związanych z kulturą. Co więcej, od samego początku jest oblegane przez publiczność. Są szanse, żeby muzeum zagościło nad brzegiem rzeki na stałe?

Moja krótka odpowiedź brzmi nie. Budynek nie powinien być tam dłużej niż 5 lub 6 lat. Jego natura jest tymczasowa – tak właśnie został pomyślany przez architekta Adolfa Krischanitza. Budynek został zamówiony na kilka lat. On go wymyślił tak, że łatwo go zdemontować i postawić w innym miejscu. Forma wyrazu budynku komunikuj gościom, że jest on tam na jakiś czas. Widać tą tymczasowość. Ale… To zbieg okoliczności, że trafiliśmy nad Wisłę. Tak samo przypadkiem było, że wcześniej znaleźliśmy się w Emilii. To był czysty przypadek, tak samo jak to, że trafiliśmy tutaj na Pańską za Emilię jeszcze wcześniej. W historii zdarza się tak, że niezaplanowane działania mają swój sens i logikę. To, że trafiliśmy na bulwary – w miejsce, które się odradza w świadomości warszawiaków to zupełnie nowa sytuacja. Spędzanie czasu wolnego nad rzeką to nowość. Jeszcze kilkanaście lat temu Wisła była królestwem wędkarzy i piwoszy. Życie nad Wisłą był namiętnością warszawiaków do lat 70-tych: plażowanie, kąpiele, korzystanie z rzeki na różne sposoby. Ustało to w latach 80-tych, kiedy doszło do poważnego skażenia. Rzeka zarosła i opadło jej lustro. Obecny poziom wody to wynik działań hydrotechnicznych podjętych po wojnie, kiedy wybudowano ostrogi. Rzeka oddaliła się od brzegu praskiego. Łęg stał się ważną częścią naszego myślenia o Wiśle. Mamy pasek dzikiej przyrody w sercu miasta. Dopiero od kilku lat wróciliśmy nad rzekę. Muzeum nad Wisła świetnie tam pasuje. W naturalny sposób wydłuża ciąg ulicy Lipowej. Mieszkam w Warszawie od urodzenia. Z BUW-u zacząłem korzystać dopiero po studiach i zawsze dochodziłem do naroża ulicy Lipowej. W latach 90-tych stała tam budka z piwem „Rybitwa”, w której siedzieli wędkarze, piwosze i czasem studenci. Później pewnego roku Fundacja Bęc Zmiana postawiła tam różowe jelonki.

To zbieg okoliczności, że trafiliśmy nad Wisłę. Tak samo przypadkiem było, że wcześniej znaleźliśmy się w Emilii. (…) W historii zdarza się tak, że niezaplanowane działania mają swój sens i logikę.

I tam właśnie stoi teraz muzeum. Jelonki wywędrowały do Cieszyna.

To niesłychane, że postawienie tam budynku i tarasu przed nim momentalnie przyciągnęło ludzi. Odzyskaliśmy kawałek terenu w Warszawie. Jest tam zielony skwerek. Zaskakujące, że wcześniej nikt z tego miejsca nie korzystał. Ślepa nieatrakcyjna uliczka zmieniła się w nową przestrzeń. Co ciekawe, za siatką, która odgradza nas od rzeki miasto wybudowało amfiteatr. Wykopano tam zagłębienie ze sceną nad wodą, a trybuny są częścią bulwaru. Będziemy organizować tam program. Latem będą tam miały miejsce dwa koncerty.

Czy Muzeum nad Wisłą zmieniło profil publiczności przychodzącej na wystawy? Czy przyciąga nowe osoby?

W branży muzealniczej jest takie znane powiedzenie „If you build they will come”. Jeśli coś zbudujesz to ludzie przyjdą.

Muzeum nad Wisłą. (fot. MSN). 

Zwłaszcza, że muzeum jest przedłużeniem naturalnego ciągu komunikacyjnego dla spacerowiczów.

Sam bulwar jest jeszcze częściowo niedostępny, ale frekwencja jest bardzo duża. Widzimy, że przychodzi trochę inna publiczność niż ta, która odwiedzała nas w Emilii. Emilia w ostatnim pełnym roku działalności czyli w 2015 przyciągnęła bardzo dużo widzów. Były to przede wszystkim młodzież i studenci – młodzi dorośli maksymalnie do 30 roku życia. Nad Wisłą możemy zaobserwować, że bardzo poszerzyło się socjologiczne spektrum naszej publiczności. Pojawiły się osoby starsze. Przychodzi ich bardzo dużo. Wcześniej w Emilii pojawiały się raczej rzadko poza wystawą Andrzeja Wróblewskiego. Jest też dużo rodzin z małymi dziećmi i młodzieży. W tygodniu przychodzą do nas studenci z BUW-u. Ogromnie nas to cieszy, bo taka jest misja naszego muzeum. Ma to także wpływ na nasz program. Widać to już na pierwszej wystawie. Zachęcamy do kontaktu ze sztuką współczesną ludzi, którzy nie mają z nią kontaktu, trochę się jej boją czy czują, że nie do końca wszystko wiedzą. Połączenie sztuk pięknych, sztuki dawnej i tradycyjnej z twórczością artystów dzisiejszych pomaga widzom zobaczyć, że sztuka to jedność. Zrozumieją, że choć sztuka współczesna od sztuki dawnej różni się formalnie to ma podobny sens i środki wyrazu. Razem stanowi to całość, która oswaja widzów ze sztuką.

Co dalej w kontekście Muzeum w ścisłym centrum miasta?

To dobre pytanie. Widzimy, że nad Wisłą wiele się zmienia. Powiśle stało się przyjazne i atrakcyjne. Mamy tam Centrum Nauki Kopernik oraz BUW, a także nową siedzibę Akademii Sztuk Pięknych. Zagościł tam  na kilka lat także nasz budynek. Trwa przebudowa Elektrowni Powiśle. Jednocześnie trwa proces gentryfikacja…

O to miałem pytać. Czy ktoś z nowego osiedla naprzeciwko Muzeum na Wisłą je odwiedza?

Na pewno tak. Myślę też, że możemy spodziewać się problemów z mieszkańcami tego budynku. Słyną z tego, że wzywają policję do Centrum Nauki Kopernik podczas Nocy Muzeów. Kolejki mieszkańców Warszawy po godzinie 22 hałasują przeciwko czemu protestują mieszkańcy tego luksusowego osiedla. Na pewno są naszą publicznością. Idea muzeum jest jednak taka, że jest bezpłatne. Prowadząc programy dla szkół i różnych grup wiekowych nie chcemy stać się muzeum tylko dla bogatych. Nie chcemy być częścią tego zjawiska. Chcemy, żeby przychodzili do nas studenci, młodzież i osoby starsze. Powiśle zmieniło się bardzo na korzyść – wizualnie jest przyjemne i pełne sympatycznych knajpek. Eliminuje to tych ludzi, których na takie życie nie stać. To realny problem. Ogólnie można powiedzieć, że przemiany na Powiślu idą w dobrą stronę.

Wizualizacja nowej siedziby MSN na Pl. Defilad. (fot. MSN)

A co ze Śródmieściem, z którego muzeum się wywodzi?

Problem Śródmieścia czyli tzw. góry to zupełnie inny kierunek, w którym zachodzą przemiany. Śródmieście Warszawy zmienia się szybko, ale niekorzystnie. Chodząc po nim zobaczymy nowe chodniki, asfalt na jezdniach, ścieżki rowerowe są prawie wszędzie, ale zamiera tu życie miejskie. Lokale stoją niewynajęte, a jeżeli są wynajęte to przez banku lub lumpeksy. Inwestycje nie przyciągają mieszkańców do ścisłego centrum. Ważna była inicjatywa Placu Defilad w ostatnich latach, która przyciągnęła ludzi na dziedziniec przez Pałacem Kultury. Okazało się, że to nieprzyjemne kamienne miejsce może być miłym miejscem do spędzania wolnego czasu. Muzeum i Teatr TR, który będzie budował się razem z nami ma być początkiem zmiany w kierunku uczłowieczenia Śródmieścia. Należy zbudować podstawy do tego, by chciało się tutaj spędzać wolny czas i nie uciekano nad Wisłę czy w inne miejsca. Musi pojawić się w nim atrakcyjna architektura i przestrzeń. Czasami zapominamy o tym, że nie wystarczą same budynki. Przestrzeń pomiędzy nimi jest istotna – żeby nie była tylko dla samochodów, żeby nie była wyłożona tylko kamieniem…

Muzeum i Teatr TR, który będzie budował się razem z nami ma być początkiem zmiany w kierunku uczłowieczenia Śródmieścia. Należy zbudować podstawy do tego, by chciało się tutaj spędzać wolny czas i nie uciekano nad Wisłę czy w inne miejsca.

Powiśle ma w tym kontekście bardziej ludzką skalę. Łatwiej gdzieś podejść niż przemieszczać się autostradami miejskimi.

Pozytywne zmiany zachodzą. Jedną z nich było zbudowanie przejścia dla pieszych przez Aleje Jerozolimskie do Dworca Centralnego przy Mariottcie. Nie trzeba już tam schodzić do lochów. W symboliczny sposób przełamano dominację samochodów. To oczywiście mała rzecz. Wiemy jednak od władz miasta, że wraz z budową Muzeum i Teatru TR powstaną przejścia dla pieszych. Będzie można do nas przejść od ulicy Sienkiewicz i Moniuszki. Bardzo nas to cieszy. Ma zniknąć także Rondo Dmowskiego, które zastąpi normalne skrzyżowanie. To zwiastuny nadejścia bardziej przyjaznej Warszawy. Odzwierciedla to też projekt nowego budynku muzeum. Przewiduje on, że gmach będzie żył cały dzień. Będzie przeszklony na paterze tak jak Emilia i wciągał ludzi do środka. Kawiarnia, księgarnia i audytorium będą otwarte. Przez szybę będzie widać, co się dziej wewnątrz. Wystawy będą widoczne na parterze z poziomu ulicy. Budynek będzie miał pięć wejść z każdej strony. Na skróty da się nawet przez niego przejść. To wszystko ma przyciągać ludzi, którzy chodząc po mieście będą spędzali czas w budynku. Jest on tak pomyślany, żeby nie pobierać opłaty za bilet przy samych drzwiach, co uczyni go jeszcze bardziej otwartym. Ma mieć przestrzenie rekreacyjne i odpoczynku bez konieczności kupowania biletu.

Dziękuję za rozmowę.

Komentarze

komentarzy