Zapomniany kawałek Szwecji, Hugo Boss i Coco Chanel

Marymont-Kaskada, choć znajduje się przez miedzę od Żoliborza, to z uwagi na pobliski Las Bielański, Skarpę, os. Ruda i Wisłostradę, ma specyficzny mikroklimat. Spacerując wąskimi uliczkami między działkami i domami jednorodzinnymi, zaledwie kilka minut od najbliższej (i wcale nie końcowej) stacji metra można poczuć się jak na zupełnym końcu miasta. Życie płynie tu nieco wolniej, w weekendowe popołudnia można wręcz odnieść wrażenie, że zastyga ono zupełnie. Nic dziwnego, że o tej części Bielan mówi się mało, łatwo o niej zapomnieć… A jednak po oddaleniu się zaledwie o parę kroków od zgiełku Marymonckiej można znaleźć się w zupełnie innym świecie.

Tę niemalże autonomiczną część Bielan, o wyjątkowym endemicznym mikroklimacie, przecina jak autostrada na amerykańskiej pustyni, asfaltowa strzała ulicy Lektykarskiej. Kiedy zapuścicie się tu w gorący, letni dzień, wrażenie bielańskiej Route 66 jest spotęgowane przez odbijające się od asfaltu fale gorąca. Drzewa i krzewy nie dadzą cienistego schronienia, bo w większości znajdują się na prywatnych posesjach. Lektykarska latem kojarzy się wręcz z zapomnianym pasem startowym.

Idąc wzdłuż owego „pasa startowego” od strony ul. Podleśnej w stronę południową, zabłąkany turysta po lewej stronie widział rząd (przeważnie) schludnych ogródków, po prawej zaś rozciągało się jeszcze do niedawna wyjątkowe nie tylko w skali dzielnicy osiedle:

Zupełnym wyjątkiem ze względu na dewizowe finansowanie było szwedzkie osiedle Intraco przy ulicy Lektykarskiej złożone z komfortowych, modernistycznych domów dwupiętrowych, zdobionych od frontu parami barwnych cylindrów klatek schodowych. Budynki te, niezbyt dawno temu remontowane i pomalowane w soczyste barwy, są wysiedlone i oczekują na rozbiórkę, aby ustąpić miejsca nowej kolonii mieszkaniowej.

Tak pisał o nim zaledwie dwa lata temu Jarosław Zieliński w epickiej monografii „Bielany – przewodnik historyczny”. I rzeczywiście – choć estetyka budynków (szczególnie pomalowanych w kolory tyleż mocne, co kontrowersyjne) mogła być dyskusyjna, to niezaprzeczalnie szwedzki odpowiednik Os. Przyjaźń (podobnie jak radzieckie domki, osiedle zbudowano w celu akomodacji zagranicznych budowniczych wieżowca) był jakiś, był oryginalny i na swój sposób wyjątkowy. Ale cała historia miała też inne, interesujące dno, o którym varsavianista w swojej książce nie wspomina. W opowieści pojawi się też kilka interesujących postaci drugoplanowych. Wybierzmy się więc w małą podróż po (nie tylko) bielańskiej historii.

Dziwne, jakby przypadkowo osadzone w marymonckim kontekście, bloczki z charakterystycznymi tubami klatek schodowych i długimi ciągami balkonów (na jednym z nich znalazły dla siebie miejsce plastikowe konie naturalnych rozmiarów, mieściło się tu bowiem biuro Polskiego Związku Jeździeckiego), zaprojektował, podobnie jak sam wieżowiec Intraco, zespół Petera Diebitscha z firmy BPA Byggproduktion AB, współpracującej wówczas z Przedsiębiorstwem Handlu Zagranicznego Intraco. Sam Diebitsch, szwedzki architekt niemieckiego pochodzenia, wywodził się z kolei w prostej linii – ciekawostka – od niejakiego Hansa Karla Friedricha Antona von-Diebitsch-Sabalkanskiego, znanego u nas lepiej jako feldmarszałek Iwan Dybicz, którego podręczniki historii niezawodnie wspominają w kontekście Powstania Listopadowego. Z uczestnikami zrywu pradziad szwedzkiego architekta miał okazję walczyć wielokrotnie, zanim w podpułtuskiej wsi cholera go wzięła (literalnie – zmarł wskutek tej choroby). Obaj panowie byli więc na swój sposób związani z Warszawą, choć drugi z Marymontem i Muranowem, a pierwszy z… Olszynką Grochowską. W międzyczasie w rodzinie pojawił się jeszcze ojciec Petera, Karl – artysta malarz, profesor sztuk i… oficer SS, który m. in. współprojektował pewną specyficzną i znaną na całym świecie linię odzieży Hugo Bossa, ale ten znacznie mniej warszawski wątek może jednak w tym miejscu porzućmy – zainteresowani mogą poczytać więcej w artykule na łamach polonijnej gazety ze Szwecji [1] lub obejrzeć galerię jego prac [2].

Ponieważ mamy już w naszej opowieści szwedzkiego architekta i transfer pewnych wzorców, to zapewne nie będzie już dla nikogo ogromnym zdziwieniem to, że bezpośrednich krewniaków osiedla przy Lektykarskiej można znaleźć… w szwedzkim Jönköping, a konkretnie w dzielnicy Öxnehaga. Wprawdzie kolorystyka jakby bardziej stonowana, klatki schodowe, odmiennie niż w Warszawie, schowane z tyłu budynków, a stan obiektów nader dobry, ale wystarczy krótkie spojrzenie, aby zauważyć liczne podobieństwa. Co ciekawe (papa Karl pewnie przewraca się w grobie), Jönköping jest jednym z liderów w zakresie przyjmowania imigrantów, ze sporymi sukcesami asymilacyjnymi zresztą. W samej Öxnehadze odsetek mieszkańców pochodzenia nie-szwedzkiego wynosi 79%.

Mieliśmy więc na Bielanach (a wcześniej – Żoliborzu) wyjątkowy kawałek Szwecji w Warszawie. Niestety, w odróżnieniu od osiedla radzieckiego (z elementami konstrukcji z niemieckich obozów jenieckich), czy domków fińskich, w obronie bielańskiej Öxnehagi nikt nie stanął, a cały teren (znany też jako „Osiedle Biznesu”, choć poważnego biznesu nikt tam od lat nie widział) od starej nomenklaturowej spółki kupił belgijski deweloper, który zburzył oryginalne bloki, a w ich miejsce stawia nowe – bardziej białe, bardziej kwadratowe, bardziej zwykłe, może rozmieszczone zbyt gęsto, ale nawet (co pozytywnie zaskakuje!) dobrze wpisujące się w okoliczną architekturę. Osiedle reklamowane jest złotą myślą Coco Chanel: „Moda przemija, styl pozostaje”. Mijając więc nowe belgijskie bloczki pamiętajmy także o Szwedzie niemieckiego pochodzenia, którego architektoniczne dziedzictwo prawdopodobnie w stolicy pozostanie (wieżowiec Intraco oparł się na razie zakusom burzycieli), ale z Marymontu zniknęło już bezpowrotnie. I – dla spokoju ducha nowych mieszkańców – pozostańmy przy Coco, skojarzenia z Hugo Bossem pozostawiając na inne okazje.

Przypisy:

[1] „Nowa Gazeta Polska” nr 11 (373)/2016

[2] Galeria prac prof. K. Diebitscha

zdjęcia źródłowe osiedla przy Lektykarskiej i Öxnehagi: Google Maps/StreetView; portrety H. i K. Diebitschów – domena publiczna

Komentarze

komentarzy