Wycinanie Słodowca

Słodowiec to spokojna część Bielan – na Żoliborz można stąd dorzucić frisbee, na malownicze Stare Bielany także są dosłownie dwa kroki. Świetna komunikacja, sporo zieleni (w obrębie tego obszaru MSI mieszczą się trzy dość spore i lubiane przez mieszkańców parki), przemyślany układ urbanistyczny powojennego osiedla mieszkaniowego. Niestety – pierwsza z zalet sprawia, że o dwóch kolejnych już niedługo będzie można zapomnieć.

Patrząc na wpisujące się w aktualną doktrynę Biura Architektury dogęszczanie tego sympatycznego bielańskiego osiedla, można odnieść wrażenie, że ktoś przy Marszałkowskiej 77/79 strasznie Słodowca nie lubi. Nie wiadomo, czy miał na to wpływ zawód miłosny, czy inne nieprzyjemne wspomnienia (przy Staffa w latach 80., jak donosi literatura, zwykło imprezować późniejsze środowisko „bruLionu”, różne rzeczy mogły się tam wtedy wydarzyć), ale faktem jest, że zapał, z jakim BA wydaje pozwolenia na budowę nowych bloków wśród zaprojektowanego w ludzkiej skali zielonego osiedla, jest co najmniej zastanawiający. W miejscu dawnego PKS Marymont wyrósł gigant – Słodowiec City. Dwa kroki od niego – mniejszy blok, zajmujący miejsce dawnych garaży przy Staffa. Na południowym odcinku Duracza deweloperzy zaczynają już „dogęszczać” własną, nową zabudowę, która dopiero co została oddana do użytku. Nieco dalej, przy Żeromskiego 17, spółdzielczy kompleks kulturalno-handlowy ma zostać lada miesiąc wyburzony (drzewa wycięto już dawno temu), zaś po sąsiedzku od Słodowca, bliżej Serka, „zniknięto” parking przy Sacharowa pod planowaną inwestycję odcinającą mieszkańców sąsiedniego bloku od światła dziennego – ale póki co nic się tam nie dzieje. Sam Serek to też mokry sen niejednego dewelopera. Na szczęście na razie stwierdzona niespodziewanie obecność linii metra pod tym placem uniemożliwiła planowane poszatkowanie go i zabudowanie wieżowcami.

W całym tym galimatiasie, na którym zyskują wszyscy oprócz mieszkańców, wyjątkowo bulwersują kolejne zamachy na zieleń i brak choćby elementarnego liczenia się z potrzebami, czy choćby komfortem życia, obecnych (i przy okazji – przyszłych) mieszkańców osiedla. Wprawdzie (oby na dobre) ostudzono zapędy do zabudowywania Parku Olszyna, ale niedaleko stamtąd znajduje się nieduża działka, która od 2009 roku stanowi osiedlowe jądro ciemności, w którym jak w soczewce skupiają się wszystkie patologie Warszawy – niejasności reprywatyzacyjne, niepohamowany apetyt dewelopera, dogęszczanie istniejącej, przemyślanej zabudowy, ignorowanie dobrostanu sąsiadów i brak szacunku dla przyrody. Były już protesty, przyjechała nawet telewizja, ale dopiero ostatnio mieszkańcom sąsiednich bloków włos zjeżył się na głowach – niewielki skwerek, nieco dziki, ale sympatyczny, będący domem dla kilkudziesięciu starych drzew i ich licznych ptasich lokatorów, został bowiem przez dewelopera niespodziewanie ogrodzony. Sąsiedzi czekają więc tylko na wejście drwali i spektakularny wyrąb, choć do formalnej możliwości zabudowy działki teoretycznie nadal jeszcze daleko.

Krzysztof Sikorski, Prezes Zarządu spółdzielni „Przedwiośnie”, na której terenie planowana jest inwestycja, śledzi sprawę od początku i ma na jej temat zdecydowane zdanie – Deweloper, francuska firma Boygues Immobilier, podpisał wstępną umowę kupna działki o wielkości z 23 spadkobiercami, którzy prawo do działki nabyli w 2009 r. decyzją Prezydenta m. st. Warszawy nr 291/GK/DW/2009. Po raz pierwszy sprawa rozpoczęła się w roku 2010, tylko wtedy były to firmy polskie. Bulwersującym faktem jest odzyskanie działki nr 14/2 przez spadkobierców, bo przecież spadkodawcy – rodzice, dziadkowie wymienionych spadkobierców zapewne otrzymali od naszego państwa rekompensatę finansową i prawdopodobnie mieszkania za utracone domki i działki. Możliwe jest, że Państwo rekompensuje spadkobiercom utratę nieruchomości po raz drugi.

Kwestie własnościowe to jednak tylko wierzchołek góry lodowej – prawdziwe emocje rodzi nieduża powierzchnia i ulokowanie działki. Gdyby – zgodnie z pomysłem dewelopera – zbudować na niej dziesięciopiętrowy blok, legendarne kabackie zaglądanie sobie przez sąsiadów nawzajem do okien byłoby niczym w porównaniu do tego, co miałoby miejsce na Słodowcu. Prezes Sikorski zwraca też uwagę na bezpośrednie zagrożenie – Sąsiednie budynki – Gąbińska 20 i Kiełpińska 3 stoją w odległości ok. 10 m. od granic działki nr 14/2 a budowa budynku 10-cio piętrowego z dwoma poziomami garaży podziemnych na tym terenie (kurzawka) może doprowadzić do takiej katastrofy. Lokatorzy sąsiednich bloków podzielają tę opinię – Ogrodzenie stoi zaraz przy moim bloku. Obawiam się, że gdy ruszy budowa, ściany zaczną pękać. Hałas i uciążliwość budowy miną, ale zniszczenia będą trwałe – mówi Agnieszka, sąsiadka z bloku obok zielonego skweru.

Drugi – niezwykle ważny – aspekt to kwestia dojazdu do działki. Właściwie tylko dzięki temu, że dojazdu… nie ma, budowa jeszcze się nie rozpoczęła. Przedstawiciele Spółdzielni Przedwiośnie i Urzędu Dzielnicy Bielany zwracają uwagę, że ewentualny dojazd ciężkiego sprzętu na teren budowy prowadziłby tuż pod oknami istniejącego budynku – Niepokojącym faktem jest przyznanie spadkobiercom prawa przejścia i przejazdu po działce nr 13, należącej do zasobów Dzielnicy Bielany, tj. przez aleję spacerową z ciągiem pieszym, wzdłuż budynku przy ul. Gąbińskiej 20, łączącym ul. Gąbińską z ulicą Staffa. Ciąg pieszy służy mieszkańcom, przedszkolu i Zespołowi Szkół jako trakt komunikacyjny. Tym ciągiem pieszym wędruje młodzież do szkoły, dzieci do przedszkola, okoliczni mieszkańcy do centrum handlowego, przy tej alei ustawione są ławki, na których przysiadają osoby nie tylko z naszego osiedla – mówi prezes Sikorski. I dodaje – Ciąg pieszy zostałby poszerzony do 5 metrów i stałby się drogą dojazdową do planowanego budynku, 6 metrów od głównego wejścia do bloku 11-kondygnacyjnego – Gąbińska 20 i zaledwie 1 metr od placu zabaw dla dzieci. Na domiar złego w bezpośrednim sąsiedztwie centrum handlowego wybudowano by tzw. zawrotkę szerokości 10–15 metrów na wycofujące się pojazdy. Plany budowy i później eksploatacji takiego terenu to wielki absurd!

I tu znowu mieszkańcy mówią jednym głosem ze spółdzielnią (oraz Urzędem Dzielnicy, który konsekwentnie odmawia zgody na budowę dojazdu do planowanej inwestycji) – Nie wyobrażam sobie, aby tak to zaplanować, aby dojazd być bezpieczny dla okolicznych mieszkańców. Z każdej strony są bloki, sklepy, przedszkole, w bloku obok działa punkt żłobkowy. Żadne rekompensaty finansowe od dewelopera nie wyrównają potencjalnych strat – mówi sąsiadka Agnieszka. Spółdzielnia i mieszkańcy uciekają się też do kreatywnych pomysłów na ratowanie działki – w ubiegłorocznym Budżecie Partycypacyjnym wygrał projekt „Hydrofun” polegający na adaptacji starej hydroforni, znajdującej się tuż obok działki, na cele kulturalne i sportowe. Jeśli uda się ruszyć z realizacją projektu zanim deweloper zdąży rozpocząć budowę, działka jest jeszcze do uratowania.

Przemyślany układ osiedla kontra dogęszczanie, czyli działka obecnie i po potencjalnej zabudowie (na pomarańczowo zaznaczone warianty dróg dojazdowych dla ciężkiego sprzętu budowlanego).

Mieszkańcy, spółdzielnia i władze dzielnicy obawiają się, że mimo przedłużających się procedur, deweloper może nie poprzestać na ogrodzeniu działki i po prostu „złośliwie” wyciąć porastające ją drzewa. Niedawny przykład z Powiśla pokazuje, że wcale nie jest to nieprawdopodobny scenariusz. Według informacji, które otrzymaliśmy ze Spółdzielni „na terenie działki znajduje się stary, 40 letni drzewostan, klony, modrzewie, brzozy, akacje. Drzew jest ok. 30 szt.” Nie chodzi jednak tylko o same drzewa. Te – jak wiadomo – często bywają domem ptaków. Dr hab. Marta Szulkin, profesor Laboratorium Ekologii i Ewolucji w Mieście Centrum Nowych Technologii UW wydała obszerną ekspertyzę (całość na końcu tekstu), w której zwraca uwagę, że na działce będącej przedmiotem sporu gniazdują chronione ptaki – sikora bogatka, sikora modraszka, a także swojski, ale również chroniony, wróbel zwyczajny. Na działce znajduje się 11 monitorowanych na bieżąco przez zespół naukowców UW budek lęgowych, z czego w dwóch znajdują się młode ptaki, a do końca lipca (bo tyle trwa okres lęgowy sikory) mogą pojawić się kolejne gniazda. Z formalnego punktu widzenia absolutnie uniemożliwia to jakiekolwiek ruchy inwestycyjne na działce, wiceburmistrz Bielan wystosował też odpowiednie pismo do zarządcy działki. Pozostaje mieć nadzieję, że deweloper faktycznie postanowi nie naruszać prawa ponad miarę, co daje mieszkańcom, spółdzielni i dzielnicy nieco czasu na dalsze działania w obronie osiedlowej zieleni.

Zapytany o ocenę sytuacji Jan Mencwel ze Stowarzyszenia Miasto Jest Nasze nie przebiera w słowach, trafnie podsumowując kryzys na Słodowcu (a zarazem wiele podobnych działań deweloperów przy bezczynności władz w całej Warszawie) – Mógłbym mówić, że to wina złego dewelopera, który nie liczy się z niczym oprócz zysku. I może sobie te drzewa wyciąć nawet wliczając karę w koszta sprzedanych mieszkań, czego zresztą niestety należy się spodziewać. Ale mnie bardziej interesuje, gdzie są instytucje państwa, gdzie jest samorząd, i dlaczego jest w tej sytuacji tak bezradny? Najpierw przez prawie trzydzieści lat Warszawa rozwijała się chaotycznie, bez planów miejscowych. Dogęszczanie miasta jest potrzebne, ale musi się odbywać w sposób planowy, nie kosztem cennych terenów zielonych! Teraz, kiedy powoli u władz miasta powoli budzi się świadomość, że potrzebna jest kontrola nad działaniami deweloperów, do władzy w kraju doszedł PiS. I rozmontował samorządom narzędzia do ochrony przyrody. Będziemy się z tego odkuwać przez całe dziesięciolecia.

Na koniec oddajmy jeszcze raz głos prezesowi Sikorskiemu – Od roku 2010 Zarząd Spółdzielni interweniuje u władz miasta i dzielnicy. Pisze protesty i rozmawia z prasą miejscową. Władze dzielnicy popierają nasze działania. Innego zdania jest Biuro Architektury m. st. Warszawy i władze Warszawy. Władze miasta – urząd prezydencki – popiera projekt zabudowy, a przecież miasto to nie tylko budynki, ulice, to przede wszystkim LUDZIE, którzy zamieszkują nasze miasto.

Pobierz:
Oświadczenie dr hab. Marty Szulkin o obecności gatunków chronionych
Pismo wiceburmistrza Bielan Grzegorza Pietruczuka dot. działań dewelopera: [1], [2]

Wizualizacja – źródła: Google Maps, (C) Google 2017
Kolaż zdjęć działki przed ogrodzeniem – archiwum sąsiedzkie
Fotografie działki z września 2016 – Agnieszka Nowak

Komentarze

komentarzy