Woonerf w szoku

Kiedy po restrukturyzacji lokalnych oddziałów Telewizji Polskiej ukonstytuowała się TVP Warszawa, szybko polubiłem ten kanał – trochę przaśny, ale jednak bezpretensjonalny, a przede wszystkim daleki od polityki. Ot, zwykły program regionalny, poświęcony sprawom miasta. Ekipa Pańskiej Skórki miała zresztą przyjemność parę razy się w tej stacji pojawić. Czasy się jednak zmieniły, a na pl. Powstańców wkroczyła polityka – i to nie tylko ta lokalna. Początkowo odbywało się to w sposób bardzo awangardowy, za sprawą prawicowego eks-kabareciarza, ze słabością do przebojów Talking Heads. Z czasem awangarda zniknęła (choć „Studio Yayo” z pewnością było najpopularniejszym programem w historii lokalnej anteny), a jej miejsce przybrała polityka uprawiana zupełnie bezpośrednio. I nader bezrefleksyjnie.

Dzięki uprzejmości jednego z użytkowników facebookowej grupy „Święte krowy warszawskie” trafiłem na świeży reportaż, kuriozalny już od samego tytułu począwszy. „Miasto chce zwęzić i tak już zakorkowaną ulicę Grójecką” krzyczy nagłówek. A dalej mamy piękne wiosenne kwiatki. „Część mieszkańców jest w szoku!” (Jaka część? I czy o tym masowym szoku zawiadomiono odpowiednie służby medyczne z jednego z pobliskich szpitali?) – obwieściła ze zgrozą w głosie pani prezenterka. A dlaczego są w szoku? „Bo z założeń wynika, że miasto chce zwęzić ulicę Grójecką, która i tak ciągle jest zakorkowana. To może spowodować paraliż w tej części miasta” – wyjaśnia uprzejmie lokalna telewizja. No to przyznam, że ja też jestem w szoku. Warszawski ratusz – owszem – zasługuje na krytykę na bardzo wielu polach, a kwestie drogowo-infrastrukturalne są jednym z ważniejszych i mających spory wpływ na pozostałe (choćby na jakość powietrza), ale żeby w imię ewidentnej walki politycznej krytykować ratusz za to, ze cyt. „Ratusz oddaje kolejne przestrzenie pieszym i rowerzystom”? Albo za to, że „urzędnicy w ten sposób chcą sprawić, aby kierowcy przesiedli się do miejskiej komunikacji”? Autor reportażu próbuje jednak uzasadnić swoje tezy, pointując materiał słowami: „Zdaniem wielu warszawiaków, zamiast nakazów i zwężeń miasto powinno obniżyć ceny biletów i opracować system zachęt”.

Otóż, panie redaktorze Wojciechowski, zdaniem wielu warszawiaków obniżyć należałoby ceny taniego wina. Wielu innych jest zdania, że defekacja w miejscach publicznych jest przyjemna i niezobowiązująca. Są też tacy, zapewne również liczni, których zdaniem jeśli nie spodoba się facjata przechodnia, to można mu tę facjatę przemodelować. Żeby była jasność – nie oczekuję od TVP logiki ani rzetelności. Ale jeśli już szanowna redakcja warszawskiego oddziału chce faktycznie podkopywać pozycję p. prezydent wśród swojej nielicznej widowni, to niechże weźmie się za to od odpowiedniej strony – tematów jest aż nadto. Tymczasem dostajemy trzy minuty skondensowanego absurdu, zilustrowanego scenami akurat całkowicie przejezdnej Grójeckiej (co w tej jej części nie jest szczególnie rzadkim obrazkiem). Choć należy docenić kunszt montażysty, któremu udało się z dachów dwóch zaparkowanych aut stworzyć wizualizację korka przy pl. Narutowicza. Wisienką na torcie są wypowiedzi sfilmowanych (w wąskim kadrze, uniemożliwiającym identyfikację miejsca) kierowców, np.: „Tu jest i tak korek, i tak korek, a jeszcze jak busy, zwężenia i tak dalej, to zajmują w ogóle pół jezdni i nie ma jak dojeżdżać” albo „Zwężenie to chyba chybiony pomysł, także ja uważam, że nie powinniśmy zwężać”.

Ktoś może powiedzieć, że nie warto się pastwić nad słabym materiałem, zrealizowanym na ewidentne polityczne zlecenie, a do tego obarczonym potwornymi brakami warsztatowymi. Że nawet zbycie go śmiechem to zbyt dużo. Problem jednak w tym, że przed Warszawą wciąż jeszcze długa droga od miasta, w którym rządzi św. Przepustowość do miejsca przyjaznego wszystkim mieszkańcom, niezależnie od wybranego przez nich środka lokomocji. Walka o porządny, godny europejskiej stolicy, system dróg dla rowerów nadal trwa (choć akurat na tym polu sprawy idą w dobrym kierunku). Słowo „woonerf” przeciętnemu warszawiakowi nie mówi dokładnie nic (a jak ktoś je już gdzieś widział, to raczej nie wie, jak to się wymawia – spokojnie, ja też nie wiem), czerwony pas na jezdni zdaniem wielu kierowców oznacza miejsce parkingowe, a wciąż rzadkie próby uspokojenia ruchu w mieście spotykają się często z dużym odporem. Warszawa ma wciąż do odrobienia ogromną lekcję, jeśli chodzi o naprawdę kompleksowy i wygodny system miejskiego transportu, ale wśród tony zarzutów, jaką można mieć do obecnej ekipy, jest to chyba jedyny obszar, w którym widać rzeczywiste zmiany i dość przemyślaną politykę władz miasta. Jeśli mieć o coś pretensje, to o to, że te zmiany odbywają się zbyt wolno. Prawdziwa rewolucja jednak nigdy się nie wydarzy, jeśli mieszkańcy będą utrzymywani w przekonaniu, że żyją w demokratycznej wspólnocie miłośników miejskich autostrad, rozjechanych trawników i parkowania gdzie popadnie. Dlatego, jakkolwiek śmiesznie może wyglądać apel do TVP o cokolwiek, prosiłbym jednak dziennikarzy tej stacji o minimum rzetelności i uczciwości zawodowej w relacjonowaniu spraw warszawskich. Albo o dobrowolny transfer do innych ośrodków regionalnych.

Jeśli nadal chcesz obejrzeć reportaż, kliknij tutaj.

Grafika – remiks na bazie: fot. Panek, „Filtrowa 70 plac Narutowicza.jpg”, Wikimedia Commons, CC

Komentarze

komentarzy