Trochę fajnie, trochę post-apokaliptycznie. Rozmowa z Ziemowitem Szczerkiem.

O Wielkiej Warszawie, podwarszawskich miejscowościach i przeciwstawianiu się złu rozmawiam z Ziemowitem Szczerkiem. 

Mateusz Kaczyński: Stefan Starzyński chciał, żeby Warszawa była wielka. Jak odnosi się Pan do tej koncepcji, która została niedawno ciekawie zreinterpretowana.

Ziemowit Szczerek: No, chcieć to jedno, realizować – drugie. Warszawa do niedawna wyglądała tylko jak wzmożenie otaczającego ją chaosu. Teraz to coś innego – ujęto ją architektonicznie i urbanistycznie. I jest sto razy lepsza niż za czasów Starzyńskiego, choć bywa pretensjonalna. No i mnie nadal trudno znaleźć tam przestrzeń w której chciałbym żyć. Ale bywać – czemu nie. Tylko ze to jest miasto orbitujące w otaczającym go chaosie i totalnym burdelu, którym jest dawna Kongresówka. Można ja perwersyjnie lubić i ja lubię, ale to wymaga trochę wysiłku. O jaką reinterpretację chodzi?

Miałem na myśli Warszawę i Podwarszawę połączone w polskie megalopolis. Wtedy byłoby wszystko naraz – i mentalnościowo i estetycznie. Okazuje się jednak, że małe ojczyzny chcą zachować odrębność.

Po prostu byłby to system centrum i niekończące się przedmieścia. Poza tym kaman, tu nie chodziło o rozwój. To był tylko polityczny krok, który skończyłby się pisyzacją Warszawy.

Co z krakowskiej perspektywy sprawia, że lubi Pan przebywać w Warszawie? 

Z krakowskiej – niewiele. Krakowskość nie wyczerpuje mojej tożsamości. Poza tym nie do końca jestem dobry do oceny krakowskiej perspektywy, bo mimo, że tu już długo mieszkam to jednak born and partially raised w Radomiu.

Czy widzi Pan jakiekolwiek analogię między wielka Warszawą, a Miedzymorzem?

O, kurwa! Nie, żadnej niewysilonej.

Zahaczmy o Podwarszawę. Lubi Pan i opisuje małe miasteczka.Czy Podwarszawa ma w sobie perwersyjna polskość? 

Prawie wyłącznie. To, co stało się z miasteczkami w Polsce woła o pomstę do nieba. Dawna Galicja i poniemiecja jakoś sobie zaczęły radzić z miasteczkami. Te w Kongresówce są ciekawe w swej strukturze, ale minie wiele lat zanim wygrzebiemy je spod tego chaotycznego nalotu, którym przysypała je współczesna nam Polska. Na szczęście widać tendencje zmian w tym zakresie.

To, co stało się z miasteczkami w Polsce woła o pomstę do nieba.

Co by Pan zmienił w takim razie zmienił? 

Wydobył kształt. Z Warszawy się udało.

Czy da się żyć w bezkształtnej przestrzeni? Dla wielu osób Warszawa nie ma formy albo zupełnie eklektyczna.

Pewnie się da, ale to perwersyjne wmawianie sobie „tak jest fajnie” i trochę post-apokaliptyczne. Warszawa kiedyś taka była. Teraz jest ogarnięta do takiego stanu do jakiego była zaprojektowana.

Ma Pan ulubione miejsca w stolicy? 

Mariensztat,  Plac Grzybowski, Zoli, okolice Stadionu Narodowego, skarpa pod uniwerkiem, ogródek Eufemii (już niedługo), Nowe Miasto.

Jak prawdziwy warszawiak! 

Ha ha!

Warszawę trzeba odkryć. To, co najlepsze ma ukryte.

Port Czerniakowski…

Miejska romantyka. Żeby umilić tam czas poproszę o przepis na magiczny warszawski eliksir.

Do picia? Whisky i feta.

Jaka muzyka w tle? Bardziej plener czy jednak lokal?

Ogródek Eufemii. W Warszawie są fajne lokale z plenerami. Jeśli czysty plener to skarpa albo dziedziniec uniwerku albo jakieś krzoki nad Wisłą.

Lubię jeszcze w bramie, a tych coraz mniej.

Da radę w bramie koło Amatorskiej.

Gdyby przechodził tamtędy akurat ONR, co by Pan zrobił? Ostatnio często spacerują Nowym Światem.

Sam? To mógłbym się tylko śmiać.

A z pomocą wiedźmina i bywalców Amatorskiej? 

Nie no, to poważny i systemowy problem. Wiedźmin i pijoki tu nie pomogą.

Lud Warszawy i nie tylko powinien się zjednoczyć. Zakończmy pozytywnym akcentem. Poproszę o przesłanie dla Pańskiej Skórki, warszawskiego głosu w twoim domu.

Wolałbym, żeby  załatwiła to policja i państwo, bo jak się lud Warszawy na tych faszystów rzuci to ich na kawałki rozpieprzy. Kto jak kto, ale Wawa powinna wiedzieć, co się z faszystami robi. Niech to będzie przesłaniem.

Dziękuję za rozmowę. 

***********

Ziemowit Szczerek – dziennikarz, pisarz, tłumacz. Laureat „Paszportu Polityki”. Autor takich książek jak „Przyjdzie Mordor i nas zje”, „Siódemka”, „Tatuaż z Tryzubem” czy wydanego niedawno „Międzymorza”.

Komentarze

komentarzy