Rarytasy B-klasy #PIŁKARSKAŚRODAZEZŁYM

W tym odcinku The Bad Boys zaznali wreszcie przewrotnej esencji B-klasowych boisk, a kochane AKaeSiaczki na stadionie domowym zameldowały wykonanie zadania. Weekend trzy dni po – czyli #PiłkarskaŚrodaZeZŁYM

Gościnnie dla Pańskiej Skórki: Zły Reporter

Orzeł Parysów – AKS ZŁY (panowie), 1:0

AKS ZŁY (panie) – ŁKS Łochów, 3:1

Co to była za niedziela! Najpierw Parysów i panowie, potem panie i Szmulki, w międzyczasie zaliczenie kilku stref klimatycznych i absolutnie wszystkich pór roku. Przejechane 200 kilometrów, zdartych kilka gardeł, o kolanach piłkarzy i piłkarek nie wspominając. Paryż–Teksas Wima Wendersa wita nas sceną z głównym bohaterem, który nadchodzi z oddali, z przepastnej pustynnej równiny; im bardziej się zbliża, tym wyraźniej dostrzegamy jego trampowy wygląd, strudzoną twarz i brak nadziei w oczach. A wszystko w otoczeniu niedających się ogarnąć wzrokiem wielkich przestrzeni teksańskich pól. Wjeżdżając do Parysowa, nie od razu nasuwają się wyobraźni te obrazy, ale kiedy poznamy przydomek grupy kibiców miejscowej drużyny („Paryżanie”), to każdemu znającemu dzieło niemieckiego reżysera kadry z tego filmu od razu staną przed oczami. Nieprzebrane połacie, wyraźne bruzdy na polach przygotowanych pod wiosenne zasiewy, nienapotykający żadnych przeszkód wiatr, który podmuchami zrywa kwietne kapelusze miejscowym folklorystom, i przenikliwy ziąb. Ta otwarta przestrzeń może sprawić, że odezwie się w człowieku uśpiona dotąd agorafobia.

 

Do tej niezwykle urokliwej miejscowości, gdzie czas odliczany jest porami roku, naszych piłkarzy dowiózł znany już wszystkim Złoty Dyliżans i niezastąpiony Marcin Althamer za jego sterami. Marcin chciał dowieźć chłopaków jak najbliżej boiska, co ostatecznie okazało się grząskim pomysłem. Nawet miejscowi nie przewidzieli, że teren wokół pola gry jest grzęzawiskiem, i nasze mobilne dzieło sztuki przy próbie nawrócenia pod budynkiem klubowym osiadło kilkadziesiąt centymetrów w głębi ziemi. Piłkarze to silne chłopaki i żadnej pracy się nie boją, więc w ułamku chwili postanowili, że autobus, który tak żwawo wiózł ich w malownicze zakamarki mazowieckich pól, dosłownie wypchną z tarapatów. Siła kilkunastu chłopa na schwał nie zdała się na nic w konfrontacji ze zdradzieckim podłożem, które miało w sobie tyle samozaparcia, że i mityczny Samson nie wyrwałby dyliżansu z jego szponów. Chłopaki po tej nietypowej rozgrzewce udali się do oddalonego o ładnych parę kroków budynku, w którym mogli się przygotować do meczu. W międzyczasie wyjazdowa ekipa Złych Kibiców rozgaszczała się na trybunie miejscowego Orła. Trzeba przyznać, że „Paryżanie” byli dla Złych bardzo gościnni i udostępnili nam dokładnie połowę miejsc. Niczym nieosłonięta trybuna przywitała przyjezdnych huraganowym wiatrem, spychając co lżejszych na niższe stopnie.

Autobus AKSZły

Gdy piłkarze rozgrzewali się na boisku, kibice analizowali nawierzchnię, na której za chwilę miał się rozpocząć mecz – z naszej perspektywy – o awans do A-klasy. Boisko tymczasem… no tak, no tak, jakie jest, każdy widzi – a że dla obu drużyn było takie samo, to nie ma co narzekać, chociaż pokusa spora. Kilku kibiców próbowało przekonać działacza z Parysowa, że jednak Orłowi muldy murawy bardziej sprzyjają, skoro mają je na co dzień, ten jednak pozostał niewzruszony. Skoro zaś walec do naszego „Wędrowca” na czterech kółkach się nie zmieścił, trzeba było rozegrać mecz na zastanym terenie.

Źli piłkarze robili, co mogli, żeby opanować futbolówkę odbijającą się jak piłka do rugby na tych wszystkich kępach, które poukładane jedna obok drugiej próbowały udawać murawę. Ten mecz tylko trochę przypominał widzianą w telewizji współczesną piłkę nożną, chociaż może przeciwnie, może był powrotem do korzeni, chwilami w sensie dosłownym. Wynikła z tego trochę bezwładna kopanina, o dryblingach nie mogło być tu mowy, więc nasz atut w postaci świetnego technika Eliasa został całkowicie wyłączony. W pierwszej połowie straciliśmy bramkę, a w drugiej gospodarze przywołali na pomoc Potęgę Posępnego Czerepu w postaci tornada z gradobiciem. Tego dnia tyle wystarczyło na ZŁEGO. Cenne trzy punkty niestety pozostały w Parysowie, choć trudno było się z nimi rozstać (no bo ten autokar w grzęzawisku… trzymał nas dłużej na miejscu). Ostatecznie ocalił nas stary dobry przyjaciel polskiej wsi, wyprodukowany zapewne w zakładach Ursusa. Gdy krzepki polski traktor wydobył zdobny dyliżans, mogliśmy pospołu ruszyć wreszcie trasą Paryż–Teksas… wróć, trasą Parysów–Szmulki, na mecz Złych Dziewczyn.

Na nasz mecz. Grałyśmy na umiłowanej Pradze i nie zamierzałyśmy rozdawać przyjezdnym prezentów (poza możliwością spróbowania czekoladowych babeczek z pudrowanym logotypem ZŁEGO!). Młodziutka drużyna z Łochowa zamyka tabelę, ale ewidentnie nabiera doświadczenia z każdą kolejką ligową i coraz trudniej o sukces przeciwko ŁKS. Skoro więc nie mogłyśmy podtopić w błocie ich środka transportu (raz, że przyjechały wieloma osobówkami, dwa, że na kostce Bauma parkingu Kawęczyńskiej bagien nie uświadczysz), sięgnęłyśmy po inną cudowną broń: „Dzidki” skroń. Nasza wysoka napastniczka ma czerep nie od parady i rządzi i dzieli w powietrzu podczas większości meczów. Zwłaszcza gdy dostaje tak wypieszczone podania jak to od Pauliny. Nasza drobna rozgrywająca jest samodzierżczynią, gdy piłka sunie po murawie, ponadto wie, jak ją łagodnie podnieść, by imperatorskim rogalem poleciała na głowę Sylwii. Wynik meczu z Łochowem otworzyła wspaniała współpraca tych właśnie dwóch zawodniczek.

Wtedy zadecydował rzut rożny, nieco później – rzut wolny. Wynik jeszcze przed przerwą podwyższyła Agnieszka Boczkiewicz, po rozegraniu prezentując zebranym kibicom i kibickom soczystego półwoleja. W końcówce meczu sypnęło jeszcze bramkami, bo najpierw wykorzystałyśmy trzeci rodzaj stałego fragmentu gry – rzut karny w wykonaniu naszej kapitanki – a potem tylko patrzyłyśmy niczym urzeczone, jak na kilka chwil jedna z łochowianek zamienia się w Messiego w spódnicy (czy też po prostu w Marthę da Silva, wciąż grającą brazylijską legendę kobiecego futbolu) i z zimną krwią wykonuje bajeczny drybling między naszymi zawodniczkami. Kibice i kibicki ZŁEGO oczywiście nagrodzili przyjezdne za ambicję i tę próbkę wysokiego kunsztu. Spotkanie zakończyło się zatem wynikiem 3:1 dla Złych i pozwala wciąż myśleć o walce o awans!

 

Zapowiedź (niedziela, 30.04.2017):

FUKS Pułtusk – AKS ZŁY (panie), g. 14.30, stadion w Pułtusku.

Panowie ze ZŁEGO w ten weekend pauzują.

 

Klub na bieżąco: www.facebook.com/akszly

 

 

Komentarze

komentarzy