Nie śpiesz się

aut.: Maja Kopacz, tekst nagrodzony w kategorii „Warszawa otwarta”

Czerwiec to truskawki na kilogramy, kolejki do ławek w parkach, ciepłe letnie deszcze bez parasolek, napoje z lodówki, okulary przeciwsłoneczne na stoliku podczas obiadu i weekendy za miastem lub wyczekiwane plany wakacji gdzie bądź – byle nie tu. Każdy pisze swoje lato wedle uznania, czasu, chęci i pieniędzy. Ogrom przyziemnej codzienności może szybko ściągnąć cię na ziemię, gdy tylko się zagapisz.

Siadam na jednej z przystankowych ławek na Bródnie.

Tuż obok bezdomny mężczyzna rozwiązuje krzyżówkę w pomiętej gazecie. Kilka minut rozkładowego oczekiwania spędzam na obserwacji klientów, którzy podchodzą do polowego stoiska kobiety sprzedającej polskie truskawki: „dzień dobry, pół kilo”. „dzień dobry, poproszę na raz”, „dzień dobry, a co to za odmiana?”, „kilogram niech pani nałoży”.

– Przepraszam panią bardzo, przepraszam – zagaduje sympatyczny kloszard.
– Tak? – odpowiadam niepewnie.
– Czy pani odgadłaby dla mnie takie jedno hasło?
– Mogłabym spróbować.
– Świetnie. Rodzaj pałacu, może być letni.
– Rezydencja.
– Pasuje! Dziękuję.

Po chwili krzyżówkowicz zagaduje ponownie:

– Bardzo przepraszam. Czy mógłbym przeszkodzić jeszcze raz?
– Proszę.
– Słynne kwiaty dla Barbary.
– Nenufary – odpowiadam z uśmiechem.
– A widzi pani, siedzę tu drugą godzinę i nie potrafiłem sobie przypomnieć. Pamięć nie ta.
– Bardzo dobrze pan sobie radzi. Cieszę się, że mogłam pomóc, ale niestety muszę już iść – mój autobus właśnie podjeżdża.
– Śpieszy się pani? Nie chcę zatrzymywać, ale byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby pani została na jeszcze jedną krzyżówkę.

Podczas gdy my wymieniliśmy kilkadziesiąt haseł, kobieta przy stoisku sprzedała kilka kilogramów truskawek. Żeby się zapomnieć, można przejechać kilkadziesiąt kilometrów.

Można też po prostu wyjść z domu i – choć raz – po prostu się nie śpieszyć.

Komentarze

komentarzy