Nie buduj drugiemu, jak tobie niemiłe

Przed wizytą na Lanzarote nie znałem Cesara Manrique. Jego postać od razu przypadła mi do gustu. Malarz, architekt, działacz społeczny… długo by wymieniać. „Nie buduj drugiemu, jak tobie niemiłe” – tak brzmi jego krótkie, ale jakże treściwe przesłanie.

Tuż po wylądowaniu na wyspie zobaczyłem palmy i kaktusy. Egzotyczna roślinność oczarowała mnie. Nie było jej za dużo, bo dookoła dominował pustynny krajobraz. Miejscami czułem się jak na Marsie. Skupiska białych domów obsadzonych palmami z daleka wyglądały jak oazy. Na pierwszy plan wybijały się kolory okiennic – niebieskie lub zielone. Dodawały im życia. Potwierdzały, że domy w miejscowościach są zasiedlone. Poza tym nic więcej. Pustynia. Podziwianiu krajobrazu towarzyszyło uczucie niepokoju. Czegoś mi w nim brakowało. Później mnie olśniło. Na pustyni nie było reklam.

Nie da się zrozumieć Lanzarote bez Cesara Manrique, ani Cesara Manrique bez Lanzarote. W swojej twórczości artysta tak bardzo zrósł się z wyspą, że chyba nie mógłby bez niej istnieć. Z drugiej strony to, że dzika i niepohamowana turystyka nie pożarła Lanzarote to właśnie jego zasługa. Manrique jest dla mnie lanzarotańskim ojcem pustyni.

Ciężko jest wytłumaczyć Warszawę bez szpecących i wszechobecnych reklam, tak samo jak reklamy bez stolicy. Płachty, bannery, ulotki i samoróbki-koszmarki zrosły się z krajobrazem. Mamy w stolicy własny Times Square tylko, że bardziej rozlazły. Mamy własny Picadilly Circus, ale przyklejony taśmą klejącą. Czasem zza mgły gęstej szyldozy da się zobaczyć prawdziwą (bo czystą) fasadę budynku. Wtedy powraca wrażenie z pustyni. Coś nie gra, czegoś brakuje, dlaczego tu tak łyso? Różnica jest taka, że na Lanzarote ta pustka to ogromna wartość. Gdyby nie praca Cesara Manrique by obronić wyspę przed zalewem turystycznej architektury, dziś Lanzarote wyglądałoby zapewne inaczej. Przydałby się nam w Warszawie taki Manrique. Owszem, magistrat podjął już pewne kroki (vide ustawa krajobrazowa), ale to wciąż za mało. Na dalekim wyjeździe oczy odpoczywają od reklam. Z daleka także więcej widać.

Kiedy wróciłem z Nowego Jorku postanowiłem zmienić moją rodzinną wyspę w jedno z najpiękniejszych miejsc na planecie, a to dzięki nieskończenie wielu możliwościom, które dawała Lanzarote.” – tak Cesar Manrique mówił o swoim miejscu na ziemi. Dostrzegał jego potencjał w tym, że było niezapisane i chciał, żeby pozostało niezabazgraną carte blanche. Zadbał o to, by nie śmiecić, nie niszczyć krajobrazu i mądrze korzystać z tego,  co go otaczało. Zrozumieli to też sami Lanzaroteńczycy, którzy skutecznie podtrzymują jego przesłanie. Nawet 20 lat po śmierci architekta Lanzarote wciąż jest ewenementem.

Chciałbym, żeby Warszawa wzięła przykład z Cesara Manrique. W końcu to też nasze najwspanialsze miejsce na ziemi.

****

Zdjęcia: Jarosław Skuza

Więcej o Cesarze Manrique przeczytacie tu. 

Komentarze

komentarzy