Deweloper na Błoniach Elekcyjnych: III Kongres Czyje jest miasto?

Nie cackać się, wchodzić w politykę, tworzyć wspólny front, pracować nad  językiem.

W przeddzień III Kongresu „Czyje Jest Miasto?”, z dedykacją dla jego uczestników.

Miasto Warszawa sprzedało jedno z najpiękniejszych miejsc na Grochowie deweloperowi. Podczas gdy mieszkańców niemiłosiernie dusi smog, zielone Błonia Elekcyjne, znajdujące się w bezpośrednim sąsiedztwie Parku Skaryszewskiego najprawdopodobniej zostaną zabudowane blokami. Co z tego, że część tego terenu jest chroniona przez konserwatora zabytków? Co z tego, że zgodnie z planem zagospodarowania tylko 40% tego terenu może być zabudowane blokami? Czy ktoś ma wątpliwości, czyje jest dziś miasto?

Styl śpiewaczy jest kontrowersyjny, a przez to konfrontacyjny. ‚Cały ratusz kradnie, a HGW na to przyzwala’ (…) Śpiewacze diagnozy często są jednak zadziwiająco trafne.

Ostatnio wiele zainteresowania wzbudzają poczynania Jana Śpiewaka. Sam Śpiewak zresztą skutecznie to zainteresowanie wzbudza. Jak twierdzi, jego konfrontacyjna wizja na działalność Miasto Jest Nasze nie spotkała się z aprobatą większości członków stowarzyszenia, co spowodowało opuszczenie jego szeregów. Jak rozumiem, większość stawia na działania miękkie. Takie prawo demokratycznego stowarzyszenia. I pewnie dobrze. W długiej perspektywie one są ważne, budują świadomość, budują zainteresowanie i zaangażowanie. Gdy jednak czytam takie informacje, jak ta o Błoniach Elekcyjnych, to krew mnie zalewa! Do diabla z miękkimi działaniami! Działania miękkie miasto i deweloperka mają głęboko gdzieś. A zanim działania miękkie zaprocentują, to obudzimy się w mieście zorganizowanym na modłę azjatycką. Sprzedanym i zdewastowanym, w którym będą szerokie ulice, wysokie wieżowce, ekskluzywne osiedla w ostatnich, nie wyciętych parkach i slumsy na peryferiach.

Styl śpiewaczy jest na pewno konfrontacyjny, a przez to kontrowersyjny. Osiem procesów o zniesławienie (dla jasności – jeden po drugim wygrywanych) nie wzięło się z niczego. Kiedyś w prywatnej rozmowie jeden ważny redaktor Wyborczej podsumował to tak: „strasznie ostro strzela, mam wrażenie na oślep. Przez to często trafia do szuflady z napisem „oszołomy”, choć też często ma rację”. Cóż, w takiej szufladzie siedział kiedyś Andrzej Lepper, kiedy mówił o Klewkach i samolotach CIA. Piszę to „ku przestrodze”, ale też z wielką sympatią do samego Śpiewaka i jego działań.

Archaiczna retoryka spycha RAZEM w ‚lewacką niszę’. Biorąc pod uwagę, że program RAZEM artykułuje interesy pewnie  80% polskiego społeczeństwa, sytuacja jest kuriozalna.

Retoryka bywa też pietą achillesową RAZEM. (Jak mawiał Wilq, „prawdziwy krytyk sztuki się nie boi”; tak, krytyka obserwatorowi przychodzi łatwo). Ale mam wrażenie, że archaiczna, XIX wieczna rewolucyjna retoryka, te ciągłe dramatyczne wykrzykniki i łopoczące na barykadach sztandary spychają RAZEM w 3-5% „lewacka niszę”. Biorąc pod uwagę, że program RAZEM artykułuje interesy pewnie  80% polskiego społeczeństwa, sytuacja jest kuriozalna.  Taki Korwin zbiera niewiele mniej (2%), choć nie reprezentuje nikogo.
Wszystko to jednak w granicach błędu statystycznego.

Jeszcze niedawno we frajersko/eleganckim w podsumowaniu roku Warszawie pisałem tak: „Może to moje złudzenie, efekt internetowej bańki w której sobie przytakujemy ochoczo, ale mam takie wrażenie, że ratusz… nic nie robi;). (…) Jakość powietrza, zieleń, niekontrolowana urbanizacja, korki, estetyka, mieszkania, usługi społeczne, bezpieczeństwo – to wszystko nabrzmiewa, i w końcu pęknie. Do rozwiązania tych problemów potrzebna prawdziwego przywództwa, czasem konieczne są niepopularne decyzje. Pani prezydent odwagi! Nie ma Pani nic do stracenia! Jeśli zacznie Pani energicznie działać w interesie mieszkańców, ma Pani szansę na zrobienie czegoś naprawdę dobrego, a kto wie – może kolejna kadencja się wykroi? Inaczej MJN Panią dobije, a PiS pozamiata. Coraggio!”

Dziś już nie wierzę, że ratusz się obudzi. A to, co robi, wygląda mi raczej na złą wolę, niż na pudrowane propagandą zaniechanie.

Dziś już nie wierzę, że ratusz się obudzi. A to, co robi, wygląda mi raczej na złą wolę, niż na pudrowane propagandą zaniechanie. Natomiast myśl, że zamiatającym ma być PiS jest dziś dla mnie równie przykra, jak myśl, że kolejną kadencję władać Warszawą może PO. Śpiewacze diagnozy czasem wydają się radykalne – „cały ratusz kradnie, a HGW na to przynajmniej przyzwala” (tak, wiem, upraszczam). Często są jednak zadziwiająco trafne. Od wyjścia z klinczu PO-PiS, który jest wyborem między dżumą a cholerą, zależy czy Warszawa (a być może za nią Polska) faktycznie „będzie nasza”. Dziś nie wierzę, że może to zostać dokonane w sposób miękki i poza polityką.

Dziś odpowiedź na pytanie Kongresu „Czyje jest miasto?” wydaje się prosta. Z kolei w na leninowskie pytanie „Co robić?” przychodzą mi takie nieuczesane jeszcze, krótkie odpowiedzi:

  1. Jednak nie cackać się (z dedykacją dla Jana Śpiewaka)
  2. Działać miękko, ale też wchodzić w politykę (z dedykacją dla MJN)
  3. Tworzyć wspólny front (z dedykacją dla RAZEM)
  4. Byle nie ze starymi lisami! (z dedykacją dla Inicjatywa: Polska)

No i pracować nad wspólnym językiem i retoryką.

 

Komentarze

komentarzy