Dajmy się wybrać, albo oni wybiorą za nas

Polityka może dać władzę kształtowania świata, więc nie wolno dać się przekonać, że to „bagno” w którym nie warto się „babrać”. Uwierzmy w to, choćby na złość trzęsącemu Warszawą duopolowi Ciepłej Wody w Kranie i Dojne…, pardon: Dobrej Zmiany. To im najbardziej zależy, byśmy od wyborów trzymali się z daleka.

Gościnnie dla Pańskiej Skórki: Marek Szolc

Same wybory można natomiast już poczuć w wiosennym powietrzu. Tramwaje Warszawie jeszcze pół roku temu na ekranach puszczały wyłącznie propagandowe materiały z IPN przypominając pasażerom, ilu „wyklętych” i kiedy skatowało UB. Dziś chwalą ratusz za darmowe bilety da uczniów. Nie zobaczymy tam wykarczowanego i ogrodzonego skweru Agatona. Nie zobaczymy odczytów ze stacji pomiarowych jakości powietrza, które w dobre dni pokazują 150%, a w złe 600% normy zanieczyszczeń. Nie zobaczymy kilometrowych korków ani zamisiewiczonej przez jednych lub drugich miejskiej administracji i spółek. Miasto nagle rzuciło się za to do sadzenia drzew z Peterem Wohllebenem (niespotykany w Polsce gatunek leśnika, który drzewa woli sadzić i jeszcze ładnie o nich pisze) i kreślenia wizji rewitalizacyjnych. Wiatru w żagle dodał władzom dekret Sasina, bo nie wypada chyba obrońcom demokracji z ratusza wypominać reprywatyzacji, prawda? Grupy które walczą o ambitniejsze rządzenie Warszawą nie mogą jednak dać się zapędzić w retoryczny kozi róg.

Wiatru w żagle dodał władzom dekret Sasina, bo nie wypada chyba obrońcom demokracji z ratusza wypominać reprywatyzacji, prawda?

To jednak może być trudniejsze niż wszyscy ich kibice (łącznie z piszącym te słowa) myśleli, bo i one mają kłopoty właściwe dla wszystkich organizacji. Jak pokazała smutna awantura wokół wrogiego przejęcia fanpage’a Miasto Jest Nasze przez Jana Śpiewaka nawet ruchy bardzo oddolne nie są odporne na siły odśrodkowe czy osobiste ambicje jednostek. Szkoda, bo to ten nieładny „polityczny” element, z którym partie kojarzone są poniekąd z definicji, a nie-partie – niekoniecznie. Bądź do czasu.

Coś jest jednak na rzeczy jeśli usiłując odpowiedzieć na pytanie „Czyje jest miasto?” (jak podczas ostatniego kongresu MJN) po dojściu do dość podobnych wniosków i tak niektórzy wolą z lubością rzucić się współdyskutantom do gardła.

Tę konkretną sytuację traktuję jako incydent i daleki jestem od tezy, że nie umiemy w Polsce grać w drużynie. Coś jest jednak na rzeczy jeśli usiłując odpowiedzieć na pytanie „Czyje jest miasto?” (jak podczas ostatniego kongresu MJN) po dojściu do dość podobnych wniosków i tak niektórzy wolą z lubością rzucić się współdyskutantom do gardła. Nieważne, czy wynika to z przekonania, że toczy się walka o ten sam elektorat, braku elementarnego zaufania czy ideowych, gorących głów co niektórych. Miasto ma rozwiązywać problemy praktyczne, nie ideologiczne. Jeśli nie będą powstawać nowe porozumienia mające zmieniać Warszawę na lepsze, to będą trwały obecne porozumienia które tylko dzielą zdobyte w niej łupy. Wolałbym, aby przyszli radni o tym, czy bardziej mojszy jest Balcerowicz, czy bardziej twojszy Piketty dyskutowali sobie wieczorem przy piwie, po rzetelnej analizie jak według nich i mieszkańców, których reprezentują wygląda, powiedzmy, dobry plan zagospodarowania przestrzennego.

I właśnie w tym upartym wyciąganiu ręki do mieszkańców i mozolnym wciąganiu ich w rozmowę o bloku, ulicy, dzielnicy i mieście widzę szansę dla Warszawy.

I właśnie w tym upartym wyciąganiu ręki do mieszkańców i mozolnym wciąganiu ich w rozmowę o bloku, ulicy, dzielnicy i mieście widzę szansę dla Warszawy. W tym wypadku #dasię. Roku temu warszawska Nowoczesna w każdej dzielnicy przygotowywała mapę potrzeb jej mieszkańców, której rezultaty dostępne są online. W tym roku raz w miesiącu w ramach weekendów z .N przeprowadza ankiety na konkretne tematy. Czasochłonne i mozolne? Owszem. Nie dotrze do setek tysięcy? Zapewne nie. Ale to coś, czego w Warszawie nie ma. Za często mieszkańców prosi się o opinię, gdy wszystkie decyzje są już podjęte. Za często ich niewielkie zainteresowane grupy mogą tylko przyjść i wściekać się z bezsilności, gdy na jaw wypłyną wyniki głosowań. Z zaklętego kręgu niemocy i braku partycypacji mogą ich wyrwać ludzie o innej kulturze politycznej. Jeśli udaje się to gdzie indziej, czemu ma się nie udać w Warszawie?

Nie mamy łatwego zadania. Sądząc po słupkach poparcia w ogólnym odczuciu ludzi Warszawa jest… fajna. Problem w tym, że nie dla wszystkich. I raczej nie dzięki, a mimo tego, co robi ratusz. Dlatego kluczem jest opowiedzenie mieszkańcom na ulicy i od drzwi do drzwi ambitniejszej wizji miasta.

Fot. Lemarx/Wikimedia Commons (CC-BY SA 3.0)

Komentarze

komentarzy