Burger, pizza i sejtan po chińsku – przewodnik po WSZYSTKICH wegańskich knajpach w Warszawie

Warszawa od kilku lat uchodzi za wegańską mekkę – powstają kolejne artykuły a nawet filmy dokumentujące stołeczną „zieloną rewolucję”. Ale gdzie zjeść najlepszego wegeburgera, gdzie pójść na kolację we dwoje, gdzie będzie tak zdrowo, że bardziej się nie da, a gdzie odnajdziemy smaki dzieciństwa? Odwiedziłem wszystkie warszawskie restauracje i bary oferujące dania w 100% roślinne, aby podzielić się z Wami najpełniejszym dostępnym przewodnikiem po wegańskich miejscach w stolicy.

Z tą mekką to nie jest wcale taka duża przesada. Na potrzeby tego tekstu sprawdziłem statystyki w najpopularniejszej i aktualizowanej na bieżąco bazie Happycow i z radosnym zaskoczeniem stwierdziłem, że wśród stolic europejskich Warszawa plasuje się w tym momencie na piątym (!) miejscu jeśli chodzi o ilość lokali oferujących wyłącznie dania roślinne. Niekwestionowany tytuł lidera dzierży dumnie Londyn z 63 miejscami tego typu, drugi jest Berlin z 57, trzecie miejsce należy do Paryża z 38 lokalami wegańskimi, a zaledwie o 1 mniej znajdziemy w czeskiej Pradze. Warszawa z 33 barami i restauracjami otwartymi „regularnie” (wszystkie omówione w tym artykule) oraz 1 miejscem czynnym w godzinach otwarcia Biobazaru w Norblinie oraz z wegańską lodziarnią, plasuje się dumnie na miejscu piątym. A porównajcie sobie jeszcze liczbę mieszkańców Londynu, Berlina, Paryża i naszego miasta. Biorąc pod uwagę, że tylko w kwietniu zapowiadane są ze cztery uroczyste otwarcia, a pewnie nie wiem o wszystkim, do połowy roku powinniśmy znaleźć się na europejskim podium! Trzymam też kciuki, aby więcej roślinnych miejsc pojawiło się poza ścisłym Śródmieściem, bo obecnie to właśnie w centrum miasta (a szczególnie w jego południowej części) o wegańskie lokale można się dosłownie potknąć.

Warto też podkreślić, że choć w moim zestawieniu postanowiłem wyróżnić miejsca subiektywnie absolutnie najlepsze oraz te prawie równie doskonałe, to właściwie żadnego z odwiedzonych przeze mnie lokali wegańskich nie mógłbym z czystym sercem odradzić – poziom jest generalnie wysoki – a w restauracjach wegetariańskich lub „ogólnych” rozczarowania zdarzały mi się częściej.

Przy krótkim opisie każdej z restauracji znajdziecie link do mojej recenzji w serwisie Zomato. Czasem są one dłuższe, czasem krótsze, ale jeśli jakieś miejsce szczególnie Was zainteresowało – warto zajrzeć, obejrzeć zdjęcia i poczytać co pisali o nim także inni goście.

Złoty brokuł – najlepsze wegańskie miejsca w Warszawie

Moim zdecydowanym faworytem i miejscem, do którego zawsze chętnie wracam, jest Vege Miasto. Lokal przy al. Solidarności, dwa kroki od pl. Bankowego, oferuje ogromny wybór pysznych, kolorowych i zdrowych dań. Mocną stroną Vege Miasta jest różnorodność – niezależnie od tego, jaki rodzaj kuchni preferujesz, znajdziesz tu coś dla siebie. Pierogi, pakory, makarony, tortille, nadziewane ziemniaki, a nawet gołąbki. Do tego wybór organicznych i wegańskich win, piwa, napoje bezalkoholowe i wybitne ciasta (od jednego z nich jestem uzależniony, ale nie napiszę, od którego, bo jak spróbujecie, to nic dla mnie nie zostanie). Miejsce o sympatycznej, luźnej atmosferze, bez zadęcia i zdecydowanie na najwyższym poziomie. [RECENZJA]

Weganin, który chciałby pójść w Warszawie na pizzę, ma całkiem spory wybór lokali serwujących świetną tradycyjną włoską marinarę (sos, czosnek, oregano) oraz wiele innych, gdzie potrafią zrobić dobrą pizzę bez sera albo użyć jego wegańskich zamienników. Jednak po co się ograniczać lub kombinować, skoro przy Poznańskiej mieści się niewielki lokal, który serwuje jedne z najlepszych placków w mieście? Vegan Pizza zdobyła sobie zasłużoną sławę nie tylko wśród wegan – również miłośnicy tradycyjnej kuchni zwykle są pozytywnie zaskoczeni tutejszymi smakami. Duży wybór placków, wariacje na temat niemal każdej znanej i lubianej postaci pizzy, a do tego ser, dużo pysznego roślinnego sera. Vegan Pizza zresztą idzie mocno naprzód i już niedługo nieopodal dotychczasowej lokalizacji startuje nowy lokal o ciekawej nazwie Leonardo Verde – pierwsza „pełnowymiarowa” włoska restauracja w Warszawie, serwująca wyłącznie dania roślinne. Leonardo docelowo zastąpi Vegan Pizzę, przejmując „plackową” część menu. Nie mogę się doczekać, tymczasem na vegan pizzę wracam z zadziwiającą regularnością. W dostawie też bardzo dobra! [RECENZJA]

Think Love Juices & Vegan Food to nieco inne podejście do wegańskiej kuchni. W sercu Saskiej Kępy mieści się bowiem lokal dość niepozorny, a jednak całkiem stylowy, proponujący dania roślinne w wydaniu z wyższej półki i bardziej elegancko zaserwowane. Można tu zjeść w niedużym wnętrzu albo w zaskakującym ogródku przy ul. Francuskiej, a w karcie m.in. wegańska musaka, tofu bolognese, polenta, ravioli i pyszne zupy. Na obiad w czasie spaceru po Saskiej Kępie czy na romantyczną kolację we dwoje – Think Love Juices sprawdzi się na piątkę. [RECENZJA]

Kuchnia wegańska to także dobrze pojmowany street food. Moim ulubionym przedstawicielem tego nurtu jest nieduży pawilon na MDMie, tuż przy pl. Konstytucji, gdzie pod szyldem Chwast Food, w alternatywnie urządzonym (klimat DIY jest tu wszechobecny) wnętrzu serwują najlepsze wegeburgery w mieście. Mój absolutny faworyt to bułka z bardzo dobrze wysmażonym seitanem – treściwa i smakowita. Ale próbowałem kilku innych tutejszych burgerów i są również znakomite. Można je zakąsić np. opiekanymi ziemniakami, a wszystko w klimacie alternatywno-punkowym. [RECENZJA]

Ze street foodem nieodłącznie kojarzy się też falafel – a ten moim zdaniem najlepszy zjeść można w Falafel Bejrut. Początki Bejrutu to wózeczek przy Hali Mirowskiej oraz nieduży lokal przy Senatorskiej, obecnie zajmowany przez inny bar z podobną ofertą. Dzisiejszy Falafel Bejrut to przede wszystkim bardzo ładne miejsce przy ul. Moliera, z widokiem na Plac Teatralny. Można tu zjeść falafel w najróżniejszych postaciach, ale nie tylko, menu obejmuje bowiem szereg innych dań kuchni bliskowschodniej. Ale falafel tu zdecydowanie króluje – w picie, na talerzu, z wegańskim serem lub bez niego, z towarzystwem świeżych warzyw i bardzo dobrego hummusu. Przy Moliera można zjeść w warunkach prawie restauracyjnych, w ładnym wnętrzu, na normalnej zastawie. W drugim lokalu, na Muranowie, jest trochę bardziej barowo i „jednorazowo”, ale smaki tak samo dobre. Jeśli więc na falafel, to tylko do Bejrutu! [RECENZJA – MOLIERA],[RECENZJA – NOWOLIPKI]

Kto powiedział, że weganie nie mogą mieć ochoty na sushi? Jeśli najdzie ich ona w Warszawie, to mają do wyboru dwa miejsca z wyłącznie roślinną ofertą japońskich (i nie tylko) klasyków. Oba na bardzo wysokim poziomie, ale chyba tym „naj” będzie dla mnie Youmiko Vegan Sushi przy Hożej. Nieduży lokal w suterenie, gdzie roślinne sushi serwowane są po kawałku, każdy kawałek jest „omawiany” przez kelnera, a same dania równie mocno cieszą kubki smakowe, jak i oczy, bo są – bez dużej przesady – małymi dziełami sztuki. Można tu też zjeść inne potrawy dalekowschodnie – np. doskonałą sałatkę z grzybów, zupę miso lub koreański specjał – kimchi. A wszystko bez choćby śladu obowiązkowej, jak mogłoby się wydawać, ryby. Podejrzewam, że nawet konwencjonalnie nastawieni miłośnicy sushi będą pozytywnie zaskoczeni! [RECENZJA]

Srebrne tofu – czyli prawie równie idealnie

Drugie miejsce, gdzie można zjeść „bezrybne” sushi to Edamame Vegan Sushi przy Wilczej. Lokal o charakterze bardziej „barowym” niż Youmiko, ale również zaskakujący feerią smaków podawanych tu dań. Oprócz znakomitego sushi zdecydowanie wyróżniłbym doskonałe warzywa w tempurze. Choćby dla nich bardzo warto! [RECENZJA]

A może chcielibyście zjeść wegańskiego schabowego lub mielonego z ziemniakami? Albo doskonały kotlet (bez)rybny? Jeśli tak, to przy Kruczej, naprzeciwko Grand Hotelu, od pewnego czasu funkcjonuje Lokal Vegan Bistro – miejsce, które osobom odżywiającym się wyłącznie roślinnie przypomina tradycyjne smaki kuchni polskiej. I robi to z ogromną klasą. A do tego funkcjonuje na zasadach prawdziwej spółdzielni. Jest to więc TO miejsce, gdzie możecie spróbować smaków prawdziwego domowego jedzenia w czysto wegańskim wydaniu. [RECENZJA]

Moją ulubioną burgerownią w Warszawie jest Chwast Food, ale historycznie palmę pierwszeństwa dzierży Krowarzywa z dwoma lokalami, przy Hożej oraz przy Marszałkowskiej. Wprawdzie wokół lokalu było ostatnio głośno za sprawą strajku pracowników, ale nie zmienia to mojej oceny bardzo przyzwoitego smaku serwowanych tu roślinnych burgerów. Jest nieco alternatywnie i „stołówkowo”, ale kotlety (także w opcji bez bułki) mają świetne. [RECENZJA – HOŻA][RECENZJA – MARSZAŁKOWSKA]

Drugim miejscem, które nawiązuje do tradycyjnej kuchni polskiej (a po niedawnym remoncie i lekkim liftingu menu – jeszcze bardziej), jest nieduże Vege Bistro przy Kopernika, dwa kroki od turystycznego szlaku na Nowym Świecie. Można uciec od zgiełku „salonu Warszawy” i spokojnie raczyć się daniami przypominającymi domowe posiłki sprzed lat. Pierogi, pomidorowa, znakomity de vollaile, a także naprawdę dobre ciasta. [RECENZJA]

Podczas gdy większość warszawskich lokali wegańskich stawia na klimat luźny i niezobowiązujący, przez co bliżej im do baru niż do restauracji, Tel Aviv Food&Wine przy Poznańskiej poszedł ostatnio w kierunku „vegan fine dining”, pozostając jednak przy klasycznych, kojarzących się z tym miejscem izraelskich smakach. O ile całe Śródmieście Południowe jest rajem dla wegan, to Tel Aviv cieszy się zasłużoną estymą. Co więcej – o jakości tutejszej kuchni niech świadczy wyróżnienie prestiżowego przewodnika „Gault&Millau”! Tymczasem, aby nie stracić „luźniejszej” klienteli, otwierane są kolejne lokale pod szyldem Tel Aviv Urban Food, ale o nich dalej. [RECENZJA]

W absolutnej kontrze do „fine diningu” stoi lokal, który na warszawskiej wegemapie pojawił się niedawno i w zgodnej opinii osób, które miały okazję tam jeść, wskoczył do ścisłej czołówki. Falafel Żudi (oryginalna nazwa pochodzi od imienia córki właściciela) mieści się w mało apetycznej okolicy – w przejściu podziemnym pod Rondem Waszyngtona i z zewnątrz wygląda jak przeciętne okienko z kebabem. Jednak od razu po przekroczeniu progu gości urzeka niezwykle miła atmosfera, a królujące tu ciepło i dobre emocje przenoszą się także do smaku serwowanych dań – syryjskie przysmaki są absolutnie znakomite. Niech Was więc nie zmyli mało ciekawa okolica, do Żudi zdecydowanie warto zajrzeć! [RECENZJA]

Smakowita reszta

Opisane wyżej lokale to moje ulubione wegańskie miejsca w Warszawie. Jednak to nie wszystkie znakomite propozycje. Zdrowo, etycznie i sympatycznie można zjeść w 19 kolejnych lokalizacjach – o nich króciutko poniżej, w kolejności raczej przypadkowej, bo tak jak pisałem we wstępie, w każdym z tych miejsc jest co najmniej przyzwoicie.

Laflaf – dwa kroki od Marszałkowskiej – kolejne doskonałe miejsce z wegańską kuchnią izraelską. Bardziej streetfoodowo niż w Tel Avivie, ale nadal pysznie: [RECENZJA]

Organitheka przy Twardej to malutkie miejsce z bardzo zdrową kuchnią wegańską i witariańską (raw). Bistro jest nieco ukryte, ale warto tu zajrzeć na sycący posiłek. [RECENZJA]

Jeśli szukasz odrobiny miejskiej egzotyki lub po prostu masz poglądy spod znaku czerwono-czarnego sztandaru, koniecznie odwiedź Cafe Kryzys – mieszcząca się na skłocie kawiarnia oferuje dania wegańskie w bardzo przystępnych cenach (za dychę zjesz do pełna) oraz coś dla ducha – szeroką ofertę kulturalną. [RECENZJA]

Tel Aviv Urban Food – czyli wspomniany już bardziej „casualowy” format restauracji Tel Aviv. Ale nadal z obsługą kelnerską i wciąż pysznie! Pierwsze z zapowiedzianych miejsc otworzyło się niedawno na Żoliborzu i początki ma bardzo udane. Kolejne lada dzień rusza na Mokotowie! [RECENZJA]

Kolejny oryginalny pomysł na kuchnię roślinną w Warszawie to malutki Momencik przy Poznańskiej, wyspecjalizowany w daniach meksykańskich – tutejsze burritos i tacos nie mają sobie równych, a obsługa jest przemiła. [RECENZJA]

Mocny reprezentant warszawskiego wegańskiego street foodu to (już) sieć Mango Vegan Street Food – cztery lokale, z których subiektywnie najlepiej oceniam ten przy Brackiej, na tyłach nieistniejącego Cedetu [RECENZJA], ale ich flagowego burgera z komosy oraz innych szybkich ale smacznych dań możecie spróbować też przy BUWie [RECENZJA], w okienku na tyłach Domów Centrum [RECENZJA] oraz w najbardziej ą-ę ociekającym miejscu miasta, czyli w Hali Koszyki [RECENZJA].

Z Mango przy Brackiej dosłownie rzut kamieniem do Vege Kiosku. To malutkie okienko oferuje głównie bardzo dobrą wegańską garmażerię na wynos, ale jest tu też mały stolik, przy którym to i owo można zjeść na miejscu. Niezależnie od tego, jaki wariant wegańskiej kuchni preferujecie, Vege Kiosk ma w ofercie przedoskonały majonez! [RECENZJA]

Kolejna sieć, tym razem z prawdziwego zdarzenia, taka globalna, a w Warszawie obecna od dawna, ale reprezentowana na razie skromnie, to Loving Hut. Choć LH jest firmą obecną na całym świecie, to podobno specyfika warszawskich lokali jest dość oryginalna i różni się od propozycji z innych krajów. Dwa bary, nieopodal Feminy [RECENZJA] i tuż przy Metrze Politechnika [RECENZJA], oferują bowiem wegańskie wariacje na temat najbardziej klasycznych pozycji kuchni azjatyckiej – od sajgonek po „kaczkę” po pekińsku. Ciekawe doświadczenie.

I jeszcze jedna mikrosieć – Falafelove. Dwa lokale, właściwie prawie okienka, z fajnymi falafelami w kilku odmianach smakowych i kolorystycznych. Przy Senatorskiej [RECENZJA] Falafelove zajęło miejsce po kultowej lokalizacji Falafel Bejrut, co przez pewien czas budziło kontrowersje, ale nawet jeśli ktoś się pomyli, to nie będzie aż tak bardzo stratny, bo tutejsza propozycja też jest całkiem dobra. Nieco większy (choć nadal malutki) lokal znajdziecie też przy Złotej. [RECENZJA]

Otwarta niedawno z przytupem Wegemama przy Marszałkowskiej to miejsce z ogromnym potencjałem. Karmią tu świetnie, o stolik na razie trzeba prawie walczyć, ale póki co restauracja cierpi jeszcze na choroby wieku dziecięcego – zdarza się, że obsłudze trudno zapanować nad chaosem. Z czasem jednak będzie to najpewniej jedno z lepszych wegańskich miejsc w Warszawie, potencjał jest ogromny. [RECENZJA]

Vega, której szukać należy na tyłach dawnego kina Femina, to najstarsza wegańska jadłodajnia w mieście. Nie jest to miejsce prestiżowe ani specjalnie romantyczne, natomiast stosunek cen do ilości jedzenia (niezłego) jest bardzo rzetelny. [RECENZJA]

Jeśli wegański głód dopadnie Was w okolicach Ząbkowskiej, sytuację uratuje BalBar, miejsce całkiem sympatyczne, a przy tym jedyny w okolicy punkt z kuchnią w 100% roślinną [RECENZJA]

Astanga przy Gałczyńskiego to z kolei mikrobarek przy szkole jogi. Warto go jednak poszukać, bo można się tu naprawdę rozluźnić przy dźwiękach relaksacyjnej muzyki, pijąc dobrą herbatę i zagryzając ją wegańsko-witariańską czekoladką. [RECENZJA]

Last but not least – Vegelabb na terenie Soho przy Mińskiej. Kolejne malutkie miejsce, łączące sklep i bistro z wegańskimi daniami. Jest smacznie, organicznie i nowocześnie, ale czasem bywa naprawdę ciasno – nic dziwnego, skoro najbliższe miejsca o podobnym charakterze są przy Ząbkowskiej lub przy Rondzie Waszyngtona. [RECENZJA]

W drodze na podium

Pisanie tekstu, który już za chwilę będzie nieaktualny, to dość zabawne doświadczenie. Obiecuję Wam jednak w miarę regularnie aktualizować ten wpis, aby dokumentować „w czasie rzeczywistym” warszawską wegescenę. A ta pulsuje i pączkuje – najbliższe dni to planowane otwarcia kolejnego Tel Aviv Urban Food (Mokotów), Vegan Ramen Shop na Saskiej Kępie, pierwszej w Warszawie stacjonarnej cukierni wegańskiej Lokal Dela Krem oraz restauracyjnej wersji Vegan Pizzy, czyli Leonardo Verde. Do tego należy wspomnieć jeszcze o Vegestacji, która przez całe lato serwuje wegańskie lody oraz o Bistro Jesz, które na razie nie znalazło pełnowymiarowego i pełnoczasowego stacjonarnego lokalu, funkcjonuje więc tymczasem w Norblinie w ramach i w godzinach otwarcia BioBazaru.

Komentarze

komentarzy